Mikołajkowe evergreeny

0
borowiec
borowiec1649
REKLAMA

Z utworów traktujących o świętym Mikołaju, które doczekały się największej ilości wersji – na czele listy znajduje się pochodząca z lat trzydziestych kompozycja Johna Frdericka Cootsa i Haven Gillespi – Santa Claus Is Coming To Town. W swoim repertuarze umieścili ją między innymi: Bing Crosby, Frank Sinatra, Bruce Springsteen, zespoły: Jackson Five, Beach Boys, Chicago, Gladys Knight & The Pipes, Manhattan Transfer, Booker T. & The MG’s, wykonawcy z kręgu muzyki country: Loretta Lynn, Willy Nelson, Dolly Parton, Vince Gill, Merle Haggard, a także Michael Bolton i Mariah Carey. W tym ostatnim przypadku do piosenki powstał teledysk w całości animowany i ukazujący Mariah oczekującą na przyjście świętego. Mikołaja. Bohaterka tej opowieści zasypia i śni o przygotowaniach związanych z prezentami oraz dzieciakach lepiących wspólnie z nią bałwana. Artystka śpiewa, tańczy i ślizga się na lodzie, a za swoje dobre uczynki otrzymuje od Mikołaja misia. Gdy na zegarze wybija północ, obudziwszy się dostrzega, że Mikołaj już ją odwiedził i obdarował wyśnionym pluszakiem.
W swojej pierwszej wersji evergreen ten zabrzmiał 84 lata temu. Oto o czym opowiada: Lepiej uważaj, lepiej nie płacz już i nie dąsaj się./Powiem ci dlaczego, otóż Święty Mikołaj zbliża się do miasta./On widzi, kiedy śpisz,/wie dobrze, kiedy budzisz się,/wie, czy byłeś dobry, czy też nie,/więc na miłość boską grzeczny bądź./On ma listę, sprawdza ją po dwakroć./Pozna, kto niegrzecznym, a kto miłym jest,/lepiej więc uważaj, lepiej nie płacz już i nie dąsaj się.
Wielu wykonawców wydało w swojej karierze specjalne bożonarodzeniowe albumy, na których znalazła się postać świętego Mikołaja lub… „Mikołajowej” – jak to miało miejsce w piosence Nat King Cole’a: Mrs. Santa Claus. Wśród „mikołajowych” wykonawców nie zabrakło także króla rock and rolla – Elvisa Presleya. W roku 1957 na płycie Elvis Christmas Album nagrał piosenkę legendarnej spółki Leiber – Stoller – Santa Claus Is Back In Town.
A więc, Boże Narodzenie, kochanie./Śnieg pada i pada./Bądź zatem dobra, mała dziewczynko,/Mikołaj wraca do miasta./Nie mam sań z reniferem, nie mam worka na plecach./Zobaczysz mnie, jak przybywam wielkim, czarnym cadillakiem
Wiadomo, że Presley miał szczególne upodobanie do cadillaków. Ale dlaczego akurat ten był czarny?
Piosenka otwierała tamto bożonarodzeniowe wydawnictwo. Inna, niemniej popularna, poświęcona Mikołajowi i zamieszczona na tej płycie, została zatytułowana: Here Comes Santa Claus. W jej ciepłym, mądrym i przywołującym dziecięcy świat marzeń tekście, do którego sięgam w tłumaczeniu Wojciecha Manna, znalazły się między innymi takie oto słowa: Nadjeżdża Święty Mikołaj/swoją mikołajową drogą./Ma worek wypełniony zabawkami/dla chłopców i dziewcząt./Czy słyszycie te dzwonki u sań, jakiż to piękny widok./Wskocz do łóżka i zakryj się z głową,/bo Święty Mikołaj dziś przybywa (…)/Nie obchodzi go, czy jesteście bogaci, czy biedni,/kocha was tak samo./On wie, że jesteśmy dziećmi Boga,/który wszystko robi jak należy./Nadjeżdża Święty Mikołaj/swoją mikołajową drogą./Pojawi się, gdy wybrzmią dzwonki, znów jest świąteczny poranek./Dla wszystkich nastanie pokój na ziemi,/jeśli pójdziemy za światłem./Dziękujmy Panu na wysokościach,/bo Święty Mikołaj dziś przybywa.
W latach pięćdziesiątych powstała także piosenka wykonywana między innymi: przez Brendę Lee, nosząca tytuł I Saw Mommy Kissing Santa Claus, w której można było usłyszeć: Widziałem mamusię jak całowała Świętego Mikołaja,/całowała go pod jemiołą dzisiejszej nocy./Nie widziała mnie, jak się zakradłem/i jak spod schodów podglądałem./Myślała, że wtulony w poduszkę w mej sypialni dawno zasnąłem. I dalej: Ale byłby śmiech, gdyby tatuś widział,/jak mamusia całuje Świętego Mikołaja. Zapachniało pikanterią, jednak z dalszych słów należało mniemać, że świętym Mikołajem jest jednak tatuś.
Na koniec coś osobistego, a związanego z muzyką. Pamiętam, że kiedy skończyłem dwanaście lat, przez jakiś czas moim ulubionym mikołajkowym prezentem były szpulowe taśmy magnetofonowe. Przede wszystkim enerdowskie ORWO, które początkowo były lepsze od licencyjnych taśm z gorzowskiego Stilonu. Gdy taki prezent miał 540 metrów, to wówczas na czterościeżkowym magnetofonie ZK‑140T można było nagrać (oczywiście w wersji mono) sześć godzin muzyki. To była nie lada frajda.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze