3 września minęło 50 lat od wydania albumu Sweet Freedom, szóstego w dyskografii zespołu Uriah Heep. To był dobry krążek. W USA, pół roku po ukazaniu się, uzyskał status Złotej Płyty.
Ilekroć wracam do płyt z tamtych lat, tylekroć mam nieodparte wrażenie, że dzięki poszukiwaniom nowych rozwiązań brzmieniowych, dzięki wyobraźni i wrażliwości twórców, a także dzięki inżynierom dźwięku, ówczesny rock miał prawo prężyć muskuły i uchodzić za wiodący gatunek muzyczny w świecie. Niestety już wówczas komercja zaczęła w dużym stopniu zdecydowanie ograniczać ambicje twórców.
W przypadku Sweet Freedom raczej trudno mówić o dziele epokowym, ale był to album, na którym zespół, jak zostało to ujęte w retrospektywnej recenzji opublikowanej przez AllMusic, zaczął odkrywać nowe style, aby dopracować połączenie progresywnej złożoności i heavy metalowej mocy.
Dla fanów był ostatnim „klasycznym” krążkiem w historii zespołu. W porównaniu z poprzednimi dwoma albumami, zawierał muzykę nieco prostszą w przekazie, z większą ilością syntezatorów i gitarami wysuniętymi bardziej do przodu.
W tamtych latach, nieco krzywdząco uważano, że Uriah Heep to Deep Purple dla ubogich. Wynikało to najprawdopodobniej z pewnej wtórności i charakterystycznego „melodramatyzmu” utworów. Warto jednak przypomnieć, że w 1973 roku na Wyspach ukuto termin „heepsteria”. Odzwierciedlał ogromną popularność zespołu i odnosił się do ekstatycznych reakcji uczestników jego koncertów.
Bez względu jednak na muzyczne upodobania odbiorców, obiektywnie rzecz biorąc, zespół dość wyraźnie zapisał się w historii rocka, a z perspektywy czasu patrzy się na jego ówczesne dokonania z szacunkiem.
Album Sweet Freedom był rejestrowany w czerwcu i lipcu 1973 roku w studiu Château d’Hérouville, niedaleko Paryża. Działo się to w trakcie europejskiej trasy koncertowej. Według cenionego muzycznego innowatora i zarazem wieloletniego klawiszowca bandu, Kena Hensleya, muzycy nie do końca czuli się we właściwym miejscu, ale wynik okazał się całkiem niezły, z kilkoma naprawdę świetnymi utworami i nową produkcją dźwiękową, dzięki której zespół kąpał się w gęstej, mglistej i marzycielskiej atmosferze.
Pragnienie zespołu, by wkroczyć na nowy poziom, przybrało konkretny wymiar już w pierwszym utworze zatytułowanym Dreamer. Chociaż znalazły się w nim riffy Kena Hensleya i Micka Boxa równie mocne, jak dawniej, pojawił się też zaskakujący element funku, a David Byron zaśpiewał o fanach zespołu podążających za swoimi idolami bez żadnego innego celu w życiu.
Z kolei delikatna, zdominowana przez gitarę akustyczną przedostatnia kompozycja, Circus, sytuowała brzmienie grupy w medytacyjno-folkowym obszarze.
Hardpopowy Stealin´, który został wydany na całkiem nieźle sprzedającym się singlu, był poniekąd wynikiem presji zdobycia kolejnego hitu w rodzaju Easy Livin´.
Stronę A winylowej płyty kończył utwór tytułowy z ciepłymi, słodkimi chórkami oraz melodią wspieraną przestrzennie brzmiącymi organami i błogim refrenem.
Stronę B otwierała romantyczna kompozycja z anielskimi chórami i melodią zagraną przez syntezatora Mooga – If I Had The Time. Wieńczył ją jeden z najbardziej agresywnych i zarazem poważnych utworów heavy rockowych – Pilgrim, w którym Box zaserwował nieco upiorną, ale wspaniałą gitarową solówką, a Byron zaśpiewał o krzyżowcu walczącym na wojnie, której nie może wygrać.
A propos tekstów. Na Sweet Freedom grupa zaczęła penetrować inną niż wcześniej liryczną przestrzeń. Zamiast mistycznych opowieści pojawiły się historie zbudowane tak, aby przemawiać do słuchacza na poziomie osobistym. Bodaj najbardziej poruszającym przykładem była pełna żalu, wspomniana kompozycja Stealin’, traktująca o problemach związanych z życiem w samotności. Frustrujące uczucia zostały w niej połączone z poruszającą, uduchowioną melodią. Prawdopodobnie właśnie dzięki temu kompozycja ta była tak chętnie emitowana przez stacje radiowe.
Na koniec trzeba by zadać pytanie: dlaczego Sweet Freedom był ostatnim solidnym albumem grupy w tamtych latach. Zostało to niegdyś wyjaśnione przez Kena Hensleya: W tamtym okresie Gerry Bron (menażer – przyp. KB) skupił się na robieniu pieniędzy, miał firmę, opiekował się także Manfredem Mannem, Girlschool, Motörhead, a my byliśmy koszmarnie bogatymi dzieciakami, wiec zajęliśmy się drogimi samochodami, willami, dziewczynami i narkotykami. Mieliśmy ego wielkości Stanów Zjednoczonych i odwróciliśmy swoją uwagę od muzyki. Przestała być priorytetem, a na pewno nie działaliśmy już zespołowo. Oddaliliśmy się od hard rocka, ponieważ oddaliliśmy się od siebie.
![Utrudnienia w ruchu przy tarnowskim sądzie [ZDJĘCIA] Utrudnienia na ul. Dąbrowskiego](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Utrudnienia-ul.-Dabrowskiego-4-218x150.jpg)



![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)

















