Prace nad płytą rozpoczęto na początku roku 1969. Kompozycje, które ją wypełniły, oparte były w dużej mierze na pomysłach zrodzonych podczas prac nad albumem debiutanckim. Wstawiono przy tym nowe, często porywające riffy, które ostatecznego brzmienia nabrały dzięki wielokrotnym próbom oraz graniu i improwizacjom na żywo. Zeppelini wówczas ciągle koncertowali. Zdaniem Jimmy’ego Page’a to właśnie z braku czasu piosenki z „dwójki” powstawały w pokojach hotelowych, garderobach i studiach nagraniowych Ameryki.
Ostatecznie w sierpniu 1969 roku wszystkie kawałki zostały zarejestrowane. Do nagrań Page zmienił gitarę marki Fender Telecaster na Gibson Les Paul, co korzystnie wpłynęło na brzmienie. Do brzmienia przyczynił się też inżynier dźwięku – rockowy as Eddie Kramer, który wcześniej pracował z Jimim Hendrixem i grupą Traffic.
Album otwierał utwór Whole Lotta Love. Niezwykłe rockowe tornado o sile i ekspresji, jakiej wcześniej żadnemu zespołowi nie udało się uzyskać. Szczególnie interesującą była, poprzedzona znakomitym riffem gitarowym, środkowa część kompozycji. Przeszywający głos Roberta Planta błagał w niej o najbardziej cielesny wymiar miłości. Część ta to pozornie abstrakcyjna karuzela dźwięków, w której można słyszeć gwiżdżący pociąg, orgiastyczne odgłosy, wybuch w walcowni stali oraz napalmowy atak lotniczy. Był tam też dziwny, jakby schodzący riff oraz glissando Page’a z echem w tle. Mroczny, hipnotyczny głos Planta przypominał jakąś indo‑celtycką mantrę, a główny riff Page’a stał się inspiracją dla kolejnych pokoleń metalowców. Ten numer to bezsprzecznie esencja stylu Zeppelinów i zarazem esencja samego rocka.
Drugim utworem na płycie był What Is And What Should Never Be. Świetna piosenka o uwodzeniu i zakazanej miłości. Z początku romantyczna, akustyczna ballada przeradzała się w ognistą pieśń siły i dominacji. Była celnym połączeniem uderzającego refrenu z cantami zahaczającymi o folk i psychodelię.
Potem następował The Lemon Song – bluesowa wersja Killing Floor Howlin’ Wolfa ze zmienionymi słowami. Kawałek został nagrany na żywo w studiu niemal tuż po jego prezentacji na scenie. Jedyną modyfikacją było późniejsze dogranie gitary. Pierwszą stronę płyty zamykała Thank You. Była to jednocześnie pierwsza piosenka, jaką Plant i Page napisali wspólnie. Ta nieco ckliwa, miłosna kompozycja napisana została przez Roberta dla żony. Kończyła ją mroczna organowa solówka Johna Paula Jones’a, stanowiąca tajemniczy koniec tej części albumu.
Drugą część rozpoczynał zmysłowy, szalenie energetyczny numer z wbijającym w siedzenie riffem i świetnym bluesowym solo na gitarze. Został zatytułowany Heartbreaker. Opowiadał o kobiecie łamiącej męskie serca i kończył się dźwiękowym szaleństwem, przechodząc w znakomity kawałek Living Loving Maid. Z kolei ta piosenka stanowiła portret starzejącej się, nowojorskiej groupie, która ponoć przez całe lato prześladowała Page’a. Jak sam kiedyś stwierdził: jest to piosenka, która opowiada o zdegenerowanej, starej kobiecie, która rozpaczliwie chce być młoda.
Kolejnym utworem stała się wykorzystująca tolkienowskie tematy z Hobbita i Władcy Pierścieni piosenka Ramble On. Dominuje tu siła głosu Planta, a uroku dodaje jej nostalgiczny sound uzyskany dzięki zastosowaniu harmonicznego podkładu. Wreszcie następował Moby Dick, solowy utwór perkusisty Johna „Bonzo” Bonhama. Gitarowy riif został tutaj zaczerpnięty z The Girl I Love Sleepy Johna Estesa. W wersji koncertowej numer, stanowiący prawdziwy popis tego znakomitego bębniarza, rozrastał się często, zgodnie z duchem tamtych lat, do monstrualnych rozmiarów, dając czas reszcie zespołu na fajkę lub browar.
Płytę zamykała kompozycja Bring It On Home, rozpoczynająca się jak zrzynka ze starego bluesa Sonny Boy Williamsona, z przytłumionym murzyńskim wokalem. Ta kolejna znakomita kompozycja przechodziła następnie w eksplodujący zeppelinowym wybuchem, surowy i głośny, biały blues. Ten fenomenalny album w grudniu 1969 roku stał się najlepiej sprzedawaną płytą w Ameryce, detronizując Abbey Road Beatlesów.
I jeszcze mała refleksja. Od zawsze miałem problem, który krążek mojego ulubionego zespołu cenię sobie najwyżej. Do dziś nie podjąłem decyzji, ale „Dwójka” wciąż jest pretendentem do pierwszego miejsca.
Triumf hard rocka
REKLAMA
REKLAMA
![Utrudnienia w ruchu przy tarnowskim sądzie [ZDJĘCIA] Utrudnienia na ul. Dąbrowskiego](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Utrudnienia-ul.-Dabrowskiego-4-218x150.jpg)



![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)

















