Woodstock – hipisowska ziemia obiecana?

0
fonograf-WOODSTOCK 1
REKLAMA

To było pięć i pół dekady temu. 16, 17 i 18 sierpnia 1969 roku odbył się wielki rockowy event będący pod względem muzycznym, a przede wszystkim socjokulturowym jednym z ważniejszych wydarzeń XX wieku. Do historii przeszedł jako Festiwal w Woodstock.

Na początek śpieszę wyjaśnić, że tytuł dzisiejszego felietonu nawiązuje do wydanej ponad pół wieku temu książki Hipisi w poszukiwaniu ziemi obiecanej autorstwa zasłużonego propagatora psychiatrii humanistycznej, znawcy zjawisk socjokulturowych, lekarza i publicysty, Kazimierza Jankowskiego.

W kontekście festiwalu w Woodstock warto sięgnąć po tę pozycję, bo mimo upływu czasu nie straciła na aktualności. Jasno wynika z niej, że ruch hipisowski, który apogeum osiągnął w Woodstock, zawierał przyczyny, mechanizmy i przejawy bliskie każdemu buntowi młodego człowieka i pod tym względem, tak naprawdę, nigdy się nie skończył. Natomiast to na ile w sensie socjologicznym był utopijny, niech pozostanie kwestią indywidualnej oceny każdego z nas.

REKLAMA (2)

Uważa się, że większe znaczenie dla muzyki posiadał festiwal w Monterey w 1967 roku. Jednak, jak by nie było, w pamięci tak sympatyków, jak i historyków kultury Woodstock pozostał na trwałe.

Był to festiwal kiepsko zorganizowany. Brakowało jedzenia, picia, parkingów, miejsc noclegowych, środków higieny i łączności. Źle przygotowano scenę, lał deszcz – niosąc chłód i tworząc tony błota. W pewnym momencie, wskutek ulewy, zaistniał stan nieomal klęski żywiołowej. A jednak mimo to, a może właśnie dzięki temu wytworzyła się tam magiczna atmosfera przyjaźni i bezinteresownej pomocy. Ludzie, których przybyło 400 tysięcy, reprezentowali różne warstwy społeczne, odmienne religie i różne tradycje kulturowe. Mimo wszelkich rozbieżności, nie było bójek, awantur, obyło się bez aktów agresji.

Młodzi, manifestując wobec świata hasło Make Love Not War, byli dla siebie jak bracia i siostry. Janis Joplin, podczas swojego występu tak zwróciła się do uczestników: Jeśli zostało ci trochę jedzenia, podziel się z bratem i siostrą. I z tymi, którzy stoją na prawo i na lewo od ciebie.

Uczestnicy festiwalu wprawili w zdumienie i zarazem zakłopotanie najbardziej zagorzałych przeciwników ruchu flower power. Prasa światowa, która wcześniej z pogardą odnosiła się do „długowłosych dziwadeł”, zdobyła się na przychylność, a nawet ciepłe słowa.

Woodstock, co warto podkreślić, był nieco mylną nazwą. Co prawda, właśnie tam miał się odbyć festiwal, ale po proteście okolicznych mieszkańców został przeniesiony na 600 akrową farmę Maxa Yasgura, położoną w miejscowości Bethel. Trwające sześć miesięcy przygotowania do Woodstock Music And Art Fair zaowocowały występami największych gwiazd światowego rocka. Co prawda nie gościli tam ani Beatlesi, ani Rollingstonesi, ale lista artystów była imponująca. Zagrano wiele znakomitych utworów, a takie kawałki, jak porywający I’m Going Home Alvina Lee i zespołu Ten Years After, czy With A Little Help From My Friends Joe Cockera przeszły do historii. Podobnie zresztą jak i znakomity występ Carlosa Santany (Soul Sacrifice). Warto powracać do tamtej muzyki, bo mimo braków w ówczesnej technice nagraniowej brzmi prawdziwie. Warto posłuchać, co wyczyniał Jimi Hendrix, jak grali The Who, Jefferson Airplane, Creedence Clearwater Revival, Mountain, czy Canned Heat.

REKLAMA (3)

Joni Mitchel choć nie brała udziału w festiwalu poświęciła mu piosenkę, zatytułowaną po prostu Woodstock. Znajdują się w niej takie oto słowa: Napotkałam bożego dzieciaka / Podążał drogą przed siebie / Gdy zapytałam: „Dokąd zmierzasz?” / Oto co mi odpowiedział: / Jadę na farmę Yasgura / Dołączyć do rockowej kapeli / Będę tam biwakował / I spróbuję wyzwolić swoją duszę (…) Kiedy dotarłam do Woodstock / Było ich już pół miliona / A wokół piosenka i świętowanie / Śniłam, że widzę bombowce / Jak uzbrojone pędzą po niebie / I nad nami zamieniają się w motyle.

Po latach, Richie Havens, artysta występujący pierwszego dnia festiwalu, stwierdził: W Woodstock nastąpiło coś, czego oczekiwałem i co powinno stać się. To było nasze narodowe święto, święto wielokulturowej wspólnoty.

David Crosby (wtedy zespół Crosby, Stills, Nash & Young) wypowiedział się w latach dziewięćdziesiątych tak: Mieliśmy rację, co do praw obywatelskich. Mieliśmy rację, że miłość jest lepsza niż nienawiść, że pokój jest lepszy niż wojna. Okazało się, że myliliśmy się co do narkotyków. I jeszcze to, co powiedział Jerry Garcia, gitarzysta i lider zespołu Grateful Dead: Był taki moment, kiedy była w tym wizja. Bardzo przejrzysta, wspaniała wizja, która przemawiała do wszystkich ludzi dobrej woli. Do wszystkich, którzy postępowali słusznie.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze