Przekonała się o tym publiczność w amfiteatrze Charlotty, gdzie mimo strug deszczu podczas jego występu było gorąco jak na rozgrzanej słońcem plaży. Na scenie co rusz lądowały części kobiecej garderoby, będące świadectwem uwielbienia fanek. Rockman pokazał, jak należy trzymać wygląd, sylwetkę, sceniczną formę i odpowiedni głos, a jeśli nawet miał nieco problemów z górnymi partiami, to zespół wspomagając go w chórkach, znakomicie to „przykrywał”.
W tym samym roku, w którym wystąpił w Charlotcie, Coverdale – jako członek Deep Purple – trafił do Rock’n’roll Hall of Fame, co pozostaje najbardziej prestiżowym wyróżnieniem dla każdego muzyka.
Tu coś a propos Deep Purple. Gdyby nie to, że we wrześniu 1973 roku trafił do tego zespołu, kto wie, jak by się potoczyły jego losy. Tuż po znalezieniu się wśród „purpurowych” Coverdale na łamach Melody Maker tak wspominał tamte czasy: Prawie zrezygnowałem ze śpiewania rocka, bo sądziłem, że to, co robiłem, było marne.
Ponoć wcześniej wcale nie był wielbicielem Deep Purple. Dopiero po przyjęciu na miejsce Iana Gillana pożyczył od swojego kumpla wszystkie płyty „Purpli” i po raz pierwszy wysłuchał ich w całości. Zawsze jednak był pełen uznania dla umiejętności muzyków grupy, a gitarzystę – Ritchiego Blackmore’a, uważał za geniusza.
Po znalezieniu się w składzie Deep Purple Coverdale miał istotny wpływ na płyty Burn, Stormbringer oraz Come Taste The Band. Szybko też udowodnił, że radzi sobie znakomicie i wcale nie jest mu potrzebne, jak wcześniej zakładano, wsparcie wokalne ze strony basisty Glena Hughesa.
W Purplach Coverdale częściej pisał słowa, niż komponował, a choć jego teksty w rodzaju: oszalałem, odkąd opuściła mnie dziewczyna (Mistreated) trąciły banałem, to nie zmieniło to faktu, że przeszedł wówczas intensywną szkołę rockowego profesjonalizmu, która wkrótce przyniosła znakomite efekty.
W marcu 1976 roku Deep Purple dali swój ostatni koncert i na blisko osiem lat zniknęli. Coverdale jednak miał już wówczas na tyle wyrobione poczucie własnej wartości, że od razu zaczął przygotowywać płytę pod własnym nazwiskiem. Ukazała się w roku następnym i nosiła znamienny dla dalszej kariery artysty tytuł – Whitesnake. Na początku 1978 roku pod tą właśnie nazwą zbudował swój własny zespół. Skupił wokół siebie cenionych instrumentalistów znanych z solidnych kapel, takich jak Juicy Lucy i Colosseum 2. Było to przemyślane działanie, o którym w wywiadzie dla pisma Sounds mówił: Whitesnake powstał po to, żeby powstawały dobre kawałki. Nie dla mnie… Ja mogę prowadzić ten statek, ale potrzebuję cholernie dobrej załogi. Jakiś czas wcześniej Coverdale nie przystał na propozycje, aby znaleźć się w innych zespołach, takich jak choćby Rainbow Blackmore’a. Co więcej, to właśnie u niego znaleźli zatrudnienie inni „purpuraci” – organista i pianista Jon Lord (w latach 1978‑1984) oraz perkusista Ian Paice (lata 1979‑1982).
Zresztą, co by nie mówić, a co w swoim czasie słusznie zauważył Wiesław Królikowski, Coverdale uważał konwencję późnego Deep Purple za swoją.
Jednak mimo wiatru w żagle wielkim sukcesem Whitesnake okazała się dopiero płyta Ready An’ Willing. Oczywiście pamiętam, z jakim zainteresowaniem słuchało się nagranego na żywo wcześniejszego krążka Live At Hammersmith, ale to właśnie Ready An’ Willing (piąty w dyskografii) przyniósł numery w purplowskim stylu z Fool For Your Loving i Sweet Talker na czele.
Coverdale zawsze znakomicie radził sobie zarówno w hard rockowych numerach (w których, jeśli tylko chciał, świetnie imitował Iana Gillana), jak też w piosenkach utrzymanych w klimacie soulowych ballad, będących efektem fascynacji Marvinem Gayem. To, co by nie mówić, umiejętność nieprzeciętna i stawiająca go w gronie najlepszych.
Na koniec pewna refleksja. Od lat mozolnie układam swoją listę „100 utworów wszech czasów”. Oczywiście znajdują się nań utwory Deep Purple. Ciekawe jednak jest to, że wyżej niż inne kompozycje plasuję Mistreated – przejmującą, pełną dramaturgii balladę, którą Coverdale (wspólnie z Blackmorem) podarował światu na płycie Burn. Śmiem twierdzić, że gdyby artysta pozostawił po sobie tylko ten jeden utwór, to i tak trafiłby do rockowego panteonu.
Zacne gardło rocka
REKLAMA
REKLAMA













![Maksymilian Kwapień wrócił na scenę w Tarnowie [ZDJĘCIA] Maksymilian Kwapień](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/02/Koncert-13-218x150.jpg)








