W minioną niedzielę minęły 53 lata od śmierci założyciela i pierwszego lidera The Rolling Stones – Briana Jonesa. W nocy z 2 na 3 lipca 1969 roku muzyk utonął w basenie we własnej posiadłości. Jego śmierć pozostawiła jednak wiele znaków zapytania.
W latach 60. Brian Jones postrzegany był jako lider, rzecznik i twarz Stonesów. Zespół od początku był jego. On go założył, wymyślił jego nazwę, wreszcie przyjął do składu Keitha Richardsa, z którym stworzył solidny duet gitarowy. W swoim czasie sprzeciwił się też zwolnieniu Micka Jaggera, który według jednego z agentów nie potrafił śpiewać.
Pomimo tego koledzy z zespołu u schyłku wiosny 1969 roku podjęli decyzję o pozbawieniu Jonesa członkostwa w grupie. Miesiąc później muzyk został znaleziony martwy.
Usunięcie Briana z zespołu nie było efektem ambicjonalnych potyczek czy odmiennych koncepcji dotyczących przyszłości grupy. Było smutnym rezultatem jego oderwania się od rzeczywistości. W narkotyczno-alkoholowych ciągach muzyk pozostawał wtedy już od dłuższego czasu.
Właściwie nazywał się Lewis Brian Hopkins-Jones. Podobnie jak Mick Jagger i Keith Richards pochodził z tzw. klasy średniej, jego ojciec był inżynierem lotniczym. Urodził się w niewielkiej uzdrowiskowej miejscowości Cheltenham.
Jeszcze jako smarkacz miał wielkie ambicje. Był jednak odmieńcem, dzieciakiem wyalienowanym i sfrustrowanym. W szkole był ponoć obiektem regularnych zaczepek i złośliwych żartów ze strony rówieśników. Był niski i kiepsko radził sobie w grach zespołowych. Jedynym sportem, który go fascynował, były skoki do wody. Miał sporo kompleksów i leczył je w mocno nieodpowiedzialny sposób. Był jeszcze w szkole, kiedy jego czternastoletnia przyjaciółka zaszła w ciążę. Dziecko zostało adoptowane, ale dla rodziny i całego otoczenia był to szok. Brian usidlał dziewczyny, grając rolę faceta wrażliwego, skrzywdzonego i niezrozumianego przez otoczenie. Nawet kiedy stał się jednym z najsłynniejszych ludzi w świecie rocka, z postawy tej nie zrezygnował.
Po skończeniu szkoły w Cheltenham, dzięki całkiem dobrym ocenom, mógłby z powodzeniem dostać się na uniwersytet. Cóż z tego, skoro dyrekcja szkoły wystawiła mu fatalną, acz zasłużoną opinię.
Jeśli chodzi o zdolności muzyczne, Brian przejawiał je od najmłodszych lat. Naukę gry na pianinie rozpoczął w wieku sześciu lat. Jako dwunastolatek dołączył do orkiestry szkolnej i nauczył się grać na klarnecie. Na punkcie muzyki całkiem oszalał, gdy zobaczył występ Chris Barber’s Jazz Band. Po występie dopadł legendarnego Alexisa Kornera, a ten pomógł mu znaleźć się w Londynie. Tam, po pewnym czasie, do zespołu Briana przyszedł Mick Jagger, który jako warunek wspólnego muzykowania postawił przyjęcie Keitha Richardsa. Tak się zaczęło. Skończyło się późną wiosną 1969 roku.
Wtedy to Brian Jones ogłosił publicznie, że rezygnuje z pracy w The Rolling Stones, a, tak naprawdę, dnia poprzedniego Mick Jagger, Keith Richards i Charlie Watts podziękowali mu za współpracę.
Rok wcześniej Jones kupił posiadłość Cotchford Farm, należącą niegdyś do Alana Alexandra Milne’a – autora Kubusia Puchatka. To, co się działo w tej posiadłości za czasów Jonesa, nie nadawało się na opowieści dla dzieci.
3 lipca 1969 roku do Cotchford wezwano karetkę. Ciało Briana wyłowiono z basenu. Według oficjalnej wersji wydarzeń na miejscu była dziewczyna muzyka – szwedzka tancerka Anna Wohlin, pielęgniarka Janet Lawson i budowlaniec, który pracował na zlecenie artysty – Frank Thorogood. Według ustaleń reportera śledczego Terry’ego Rawlingsa, na terenie posiadłości znajdowało się więcej osób, ale policja nigdy nie namierzyła wszystkich gości. Według Rawlingsa to właśnie nieżyjący już budowlaniec Frank Thorogood mógł przyczynić się do śmierci Briana Jonesa. Mężczyźni mieli być skonfliktowani, ponieważ artysta nie był zadowolony z pracy Thorogooda i jego ekipy, a oni domagali się od niego zbyt wysokiej zapłaty. Według ustaleń reportera, który pracował nad dokumentem o śmierci muzyka, wiele wskazuje na to, że Brian Jones zmarł o 21.30, a pomoc wezwano dopiero 30 minut po północy. Jedni świadkowie zeznali, że tego dnia muzyk pił, inni – że brał tabletki nasenne.
Córka Jonesa, Barbara Marion, kilka lat temu stanowczo twierdziła, że ojciec został zamordowany. Spekulacje na temat śmierci przetaczały się przed media zarówno niegdyś, jak i w ostatnich latach. Raporty policyjne stwierdzały jednak, że do śmierci muzyka nie przyczyniły się inne osoby.
Wkrótce po odejściu Briana w zaświaty Stonesi poświęcili mu największy koncert w całej ówczesnej historii rocka. Ten zorganizowany ku jego pamięci występ w londyńskim Hyde Parku zgromadził setki tysięcy widzów.
![Utrudnienia w ruchu przy tarnowskim sądzie [ZDJĘCIA] Utrudnienia na ul. Dąbrowskiego](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Utrudnienia-ul.-Dabrowskiego-4-218x150.jpg)



![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)
















