Jakie jest nasze kino?

0
polskie kino
polskie-kino
REKLAMA

Ambitne tytuły debiutantów, reżyserów młodego i średniego pokolenia bez trudu wygrywają konkurencję z propozycjami typowo komercyjnymi. Młodzi widzowie odnajdują w polskim kinie odzwierciedlenie własnych dylematów oraz wiarygodny portret rzeczywistości, którą znają z autopsji.

Trochę w cieniu „Idy”
W ostatnich miesiącach nasz kraj zainteresował też wiele ekip filmowych. We Wrocławiu swój najnowszy film, „St. James Place” z udziałem Toma Hanksa, nakręcił Steven Spielberg, w tym roku nowy film ma w Polsce zrealizować Roman Polański. W Krakowie, Wrocławiu i w Warszawie powstają kolejne produkcje bollywoodzkie. Szkoła Filmowa w Łodzi została uznana przez magazyn „The Hollywood Reporter” za drugą, po londyńskiej National Film and Television School, najlepszą filmową uczelnię świata.
Wszystkie te wydarzenia rozgrywały się jednak w cieniu niebywałego sukcesu międzynarodowego „Idy” Pawła Pawlikowskiego. Polski film otrzymał Oscara, większość Europejskich Nagród Filmowych, nagrody Stowarzyszenia Krytyków Filmowych z Los Angeles oraz kilkadziesiąt innych międzynarodowych statuetek.
Ascetyczna opowieść o młodej dziewczynie, która szuka własnej tożsamości, odkrywając mroczne sekrety z przeszłości rodziny, będące synonimem tragicznej, pełnej paradoksów dwudziestowiecznej historii Polski, to przypuszczalnie największy sukces polskiego kina w dotychczasowej historii. Międzynarodową widownię w dotykającej bardzo polskich problemów „Idzie” urzekła formalna precyzja filmu, uniwersalny wydźwięk historii oraz przebijająca z ekranu atmosfera tajemnicy. W sumie polski film znalazł się w regularnej, niefestiwalowej dystrybucji w sześćdziesięciu krajach na niemal wszystkich kontynentach. W samej Francji „Idę” zobaczyło ponad pół miliona widzów, tyle samo w USA. We Włoszech, Wielkiej Brytanii i Irlandii blisko sto tysięcy, porównywalny wynik frekwencyjny „Ida” zyskała w krajach skandynawskich i w Kanadzie.
Wielkim międzynarodowym sukcesem polskiego kina była także „Papusza” Joanny Kos‑Krauze i Krzysztofa Krauzego (wybitnego polskiego reżysera zmarłego pod koniec 2014 roku) – połączenie pięknej i okrutnej ballady cygańskiej oraz zrealizowanego z rozmachem historycznego fresku. Romska poetka w bezbłędnej interpretacji Jowity Budnik w rękach reżyserów staje się swoistym papierkiem lakmusowym, odbijającym skrajne stany emocjonalne: gorycz porażki, sukces, który staje się przekleństwem, niespełnione macierzyństwo, wreszcie wyalienowanie istoty nadwrażliwej. Trzeba było wielkiej empatii i zawodowej maestrii, żeby tego rodzaju psychologiczne zawiłości zaprezentować bez najmniejszego fałszu.
Znakomicie zrytmizowany montaż, wspomagany czarno‑białymi zdjęciami Wojciecha Staronia i Krzysztofa Ptaka oraz muzyką Jana Kantego Pawluśkiewicza przenosi w różne okresy życia poetyki. Logiką filmu rządzi bowiem nie tyle pamięć, co emocje. Emocjonalność nie jest zaś obarczona obowiązkiem racjonalizmu czy chronologii – dlatego Papusza stale się wymyka, pozostaje tajemnicą równie zagmatwaną jak losy polskich Cyganów.


Młode pokolenie ma głos
„Płynącymi wieżowcami” swój wielki talent udowodnił natomiast reprezentant najmłodszego pokolenia polskich twórców, Tomasz Wasilewski. Historia niespokojnego miłosnego trójkąta pomiędzy dwójką chłopców oraz dziewczyną jednego z nich nie pozwala wpisać się w żaden polityczny czy publicystyczny kontekst. Wasilewski nie pozuje na nikogo, niczego nie udaje. W „Płynących wieżowcach” udowadnia, że jako jeden z kilku zaledwie twórców młodego pokolenia w naszym kraju ma własny język, czuje styl, osiąga także znakomite rezultaty w pracy z aktorem. Jego filmy są nowocześnie opowiadane, uniwersalne, ale i bardzo osobiste, autorskie.
Przebojem frekwencyjnym w polskich kinach było natomiast wysokobudżetowe „Miasto 44” Jana Komasy, opowiadające o tragedii powstania warszawskiego i drugiej wojnie światowej. „Miasto 44” to film popularny w najlepszym tego słowa znaczeniu, adresowany do szerokiego grona odbiorców, zwłaszcza do młodych lub bardzo młodych ludzi. Komasa, niemal rówieśnik swoich widzów, udowodnia, że hasło „polski Hollywood” nie musi być wcale ironiczną utopią.
Ciekawym zjawiskiem w polskim kinie jest także art‑­housowy, wywodzący się ze sztuk wizualnych duet – Anka i Wilhelm Sasnal – ich nowy, eksperymentalny film „Huba” pokazuje parę bohaterów, dziewczynę z małym dzieckiem i starego, ciężko chorego mężczyznę, w sytuacji bez wyjścia, nadając opowiadanej historii oryginalny, metaforyczny wymiar.
Ciekawą postacią młodego polskiego kina jest również Katarzyna Rosłaniec. Autorka „Bejbi blues” jak nikt w Polsce potrafi pracować z nastolatkami. Wybiera kontrowersyjne tematy, nadaje im ekscentryczny styl, wyróżnia się poczuciem humoru i filmowym wdziękiem.
Nagrodzone na festiwalu w Montrealu „Chce się żyć” Macieja Pieprzycy jest z kolei czymś więcej niż kolejnym wariantem optymistycznych hollywoodzkich narracji filmowych, mówiących o pokonywaniu kalectwa. Dawid Ogrodnik fenomenalnie kreuje postać Mateusza, młodego mężczyzny zakleszczonego w niesprawnym ciele. Film ma jednak siłę autoterapii. Wszyscy bywamy przecież Mateuszami, nie jesteśmy władcami języka, nie potrafimy powiedzieć niczego, dopiero głos wzruszenia płynący z „Chce się żyć” pozwala zrewidować ograniczenia: usłyszeć własny bełkot, pierwotny gest tego, co jest czyste i szlachetne.
Autorka „Sponsoringu” z Juliette Binoche, Małgośka Szumowska nagrodzonym w Berlinie filmem „Body/Ciało.” umocniła międzynarodową pozycję. Entuzjastów znalazł również wywodzący się z kina offowego Bodo Kox. W „Dziewczynie z szafy”, swoim profesjonalnym debiucie, zademonstrował niemałe umiejętności warsztatowe oraz rzadką w polskim kinie surrealistyczną, abstrakcyjną wyobraźnię plastyczną.
„Miasto 44” – historyczny fresk, „Ida” – moralitet w duchu Bressona, „Płynące wieżowce” – gejowski melodramat, „Papusza” – filmowy poemat czy „Chce się żyć” – humanistyczne kino obyczajowe. Nowe polskie kino bywa różnorodne, ambitne, czasami jest także powierzchowne i irytujące. Na pewno jednak prowokuje do dyskusji, budzi zainteresowanie. Zbliżające się premiery nowych filmów Jerzego Skolimowskiego, Agnieszki Holland, Andrzeja Żuławskiego czy Doroty Kędzierzawskiej powinny tę passę podtrzymać.
Chce się oglądać polskie filmy, chce się żyć.

REKLAMA (2)

Od redakcji

REKLAMA (3)

Artykuł naszego stałego współpracownika Łukasza Maciejewskiego jest skróconą wersją jego eseju o renesansie polskiego kina opublikowanego w najbardziej prestiżowym włoskim periodyku filmowym „Otto e mezzo” (8 1/2)

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze