Mercedes B 200d – świetne auto z problemami

0
Merdedes Bd
Mercedes B 200d, fot. Marcin Kupiec
REKLAMA

Po długim weekendzie w moje ręce trafił Mercedes B 200d. Samochód w najnowszej wersji z bardzo bogatym wyposażeniem został mi udostępniony przez Zachara, którego miłośnicy motoryzacji na pewno znają. Niedługo będzie można zobaczyć test na kanale Zachar OFF, do czego gorąco namawiam. Wróćmy jednak do testu.

Test Mercedesa miał polegać na zamianie samochodu firmowego oraz prywatnego na B klasę i wykorzystywaniu go w identyczny sposób, jak wykorzystywane były auta zamienione. Nadal nie skupiałem się na spalaniu, jednak muszę zauważyć, że Mercedes z silnikiem diesla jest autem bardzo ekonomicznym. Spalanie w mieście oscylowało w granicach 7-8 litrów na 100 kilometrów, przy czym auto raczej nie było używane ekonomicznie. Cały czas aktywny był system oszczędzania paliwa i przy każdym zatrzymaniu silnik się wyłączał do momentu ruszenia w dalszą drogę, co z pewnością pomaga w oszczędzaniu paliwa w czasie jazdy w korkach.

Mercedes B 200d, fot. Marcin Kupiec

Testowy Mercedes może się pochwalić bardzo bogatym wyposażeniem, którego nie sposób wymienić na jednej stronie gazety, dlatego skupię się na tym, co zrobiło na mnie największe wrażenie lub wywołało wręcz przeciwne emocje. Zacznijmy od wrażeń z jazdy.

REKLAMA (2)

B klasa prowadzi się świetnie. W tym krótkim zdaniu macie Państwo najlepsze możliwe określenie, które przychodzi mi do głowy. Kierowca ma możliwość dopasowania sposobu działania auta do swoich potrzeb i muszę przyznać, że zmiana trybu jazdy naprawdę powodowała różnicę, zarówno w pracy skrzyni biegów, jak i działaniu zawieszenia. Większość czasu używałem trybu Comfort, który z ręką na sercu mogę polecić każdemu, kto ceni sobie wygodę podróży. Zawieszenie tłumi nierówności nawierzchni w sposób ocierający się o perfekcję, czuć miękkość i bardzo delikatne bujanie, które jednak nie wzbudza wrażenia niepewności. Kierowca czuje samochód i wie, co Mercedes planuje zrobić z odpowiednim wyprzedzeniem, a dodatkowo nie odczuwa ani nie słyszy praktycznie żadnych dźwięków dochodzących z zawieszenia. Skrzynia biegów w tym trybie zachowuje się bardzo kulturalnie, wszystko działa płynnie, szybko i cicho. Komputer, gdy tylko może, stara się utrzymywać obroty na dość niskim poziomie, co skutkuje niższym spalaniem oraz ciszą w kabinie. Drugi tryb, który udało mi się dość dobrze sprawdzić, to oczywiście tryb Sport, w którym najbardziej widoczną metamorfozę przechodzi skrzynia biegów. Nareszcie po gwałtownym wciśnięciu gazu samochód szybko reaguje poprzez redukcję biegu, w trybie Comfort robił to znacznie dostojniej. Skrzynia utrzymuje obroty, reaguje na każde, nawet delikatne dotknięcie gazu, po prostu poezja. W trybie Sport zawieszenie również zmienia swój charakter, może nie na zupełnego killera, który potrafi pozbawić plomb w zębach, ale na taki, który świetnie łączy bezpieczeństwo/osiągi z komfortem jazdy. Ono nie robi się twarde, ono eliminuje przechylanie się auta przy zachowaniu wysokiego poziomu komfortu jazdy, samochód nie nurkuje przy hamowaniu. Fajną opcją jest możliwość samodzielnego konfigurowania trybu jazdy, na przykład można usportowić zawieszenie przy równoczesnej jeździe w trybie Eko. Kierowca oraz pasażerowie mają bardzo dobrą widoczność w każdym kierunku, okna są duże, nawet słupki boczne przy przedniej szybie nie przeszkadzały w widoczności pieszych na przejściu, w sytuacji skręcania na skrzyżowaniu. Do tego panoramiczny, otwierany dach z szykowną siatką, mającą zapewne na celu wyłapywanie zabłąkanych owadów. Ta siatka to dobry pomysł, szczególnie, gdy jedziemy autostradą z otwartym dachem i nie chcemy przyjmować w kabinie żadnych latających i nieproszonych gości.

Od środy Mercedes był wykorzystywany do codziennych obowiązków, głównie jeździł po mieście, gdzie auto czuje się jak ryba w wodzie. Wszędzie gdzie jest wąsko, ciasno, gdzie był spory tłok na drodze, Mercedes sprawdzał się doskonale. Samochód przez cały czas dbał o moje bezpieczeństwo, czy to przypominając o przeszkodach znajdujących się w martwym polu, czy awaryjnie dociskając mnie pasem do fotela, gdy tylko inny uczestnik ruchu gwałtownie zajeżdżał mi drogę. W tym aucie nie da się nudzić nawet stojąc w korku, zawsze można przecież porozmawiać ze swoim Mercedesem. Głos Mercedes jest bardzo miły i naturalny, nie słychać, że rozmawiamy z robotem. W czasie moich rozmów z samochodem miałem okazję dowiedzieć się, co Mercedes sądzi np. o swojej konkurencji spod znaku czterech kółek z Ingolstadt. Na dodatek potrafi udzielić kilku różnych odpowiedzi, z których każda wywołuje przynajmniej szeroki uśmiech na twarzy swojego dumnego właściciela.

Niestety, Mercedes pokazał również swoje drugie oblicze. Samochodu, który praktycznie od wyjechania „z fabryki” zaczął wyświetlać błąd poduszek powietrznych, co oznacza konieczność wizyty w serwisie. Nie jest to awaria, jaka uniemożliwia jazdę, jednak pojazd kosztujący więcej niż 200 tysięcy złotych powinien przynajmniej jakiś czas pracować bez usterek. Za to daję sporego minusa.

REKLAMA (3)

Wnętrze auta to połączenie jakości, stylu, ergonomii oraz przestrzeni dla pasażerów. Gdy już zajmiemy pozycję za kierownicą, od razu czujemy więź z samochodem. Tu wszystko jest na swoim miejscu, siedzenia obite skórą z czerwonymi przeszyciami oraz zamszem, każdy detal jest dopracowany do perfekcji. Elementy dekoracyjne o wyglądzie karbonu oraz system podświetlenia wnętrza tworzą bardzo miłą atmosferę, która pozytywnie wpływa na nastrój kierowcy. Mercedes pomyślał również o osobach podróżujących na dłuższych dystansach i potrafi pomóc, gdy zaczynają nas boleć plecy od wielogodzinnego siedzenia. Wchodzimy w strefę komfortu, wybieramy właściwy program i zaczynamy ćwiczenia z trenerem personalnym. Jedna ręka do tyłu, potem druga, zepnij łopatki, rozluźnij mięśnie szyi. I to wszystko w czasie jazdy autem. Odkrycie tej funkcji wywołało u mnie lekki szok, przyznaję – nie słyszałem o takich opcjach w samochodach aż do teraz. Ćwiczenia nie są jedynym programem serwowanym nam przez Mercedesa. Jest tam również program witalność, który ma nas pobudzić lub obudzić (w tym drugim przypadku polecam raczej się zatrzymać i przespać choćby w aucie), mamy tu aromaterapię, bryzę morską czy, jak to nazwał Mercedes, kinetykę foteli – siedzisko oraz oparcie co kilkanaście sekund zmienia minimalnie swoje położenie. Pozwala to uzyskać efekt podobny do klasycznego przeciągania się po wyjściu z auta, z tą różnicą, że nie trzeba z tego auta wychodzić.

Mercedes B 200d, fot. Marcin Kupiec

Deska rozdzielcza to połączenie nowoczesności ze stylem retro. Zamiast klasycznych zegarów mamy dwa wielkie tablety oraz baterię nawiewów. Od strony kierowcy wyświetlany jest licznik/obrotomierz wraz z wszystkimi niezbędnymi dla kierowcy informacjami, a od strony pasażera mamy sterowanie pozostałymi funkcjami auta, od radia po ćwiczenia za kierownicą. Wszystko wygląda doskonale, jakość i płynność działania wyświetlaczy oceniam bardzo wysoko. No i ta nawigacja z rozszerzoną rzeczywistością, która wyświetla w czasie rzeczywistym to, co się dzieje przed autem, nakładając na ten obraz nazwy ulic i znaki kierunkowe. Widok rozszerzony uruchamia się automatycznie, gdy zbliżamy się do punktu, w którym mamy zmienić kierunek jazdy. Pomiędzy miejscami, gdzie musimy skręcić, nawigacja wyświetla normalną mapę. Tu niestety również spotkało mnie delikatne rozczarowanie. W ciągu kilku dni testu, dwukrotnie zawiesił się tablet od sterowania funkcjami samochodu, nie działało radio ani widok z kamery podczas cofania. Po kilku minutach problem sam ustępował i wszystko wracało do normy, jednak było to denerwujące. Wierzę, że po prostu miałem pecha i trafiłem na taki egzemplarz, który miał swoje problemy wieku dziecięcego. Wierzę, że to odosobniony przypadek.

Pomijając te dwie negatywne sprawy, wymagające zapewne aktualizacji oprogramowania, samochód jest godny polecenia. Nie są to problemy istotne, auto jeździ świetnie, jakość wykonania oraz jakość materiałów stoi na najwyższym poziomie. Niestety, nie dam rady zmieścić tu wszystkiego, co bym chciał Państwu o tym aucie napisać. Jest świetne. Podobało się każdemu, kto nim choć chwilę jechał, nawet mojemu synowi, który stwierdził, że jest tak wygodny jak nasz Lexus (jest to najwyższa możliwa pochwała dla auta niebędącego „naszym Lexusem” w ustach moich dzieci). Ta opinia to wyraz największego szacunku, jaki może zdobyć nie nasze auto, więc musiałem się nią podzielić.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze