Przeżywał koszmar nawet w pracy, bo Agnieszka nawet tam potrafiła pójść i zrobić mu piekielną awanturę o wyimaginowane zdrady czy o to, że wydał za dużo pieniędzy. Posiniaczony na ciele i duszy mówi, że do żony już nie wróci i zrobi wszystko, aby uzyskać pełną opiekę nad dwoma córkami, które też często są ofiarami matczynej agresji.
– Kiedy poznałem Agę, była objawieniem – piękna, zgrabna, zazdrościli mi wszyscy koledzy. Teraz zdaję sobie sprawę, że od początku naszej znajomości pojawiały się symptomy, które powinny były dać mi do myślenia. Ale zakochany młody chłopak daleki jest od wszelkiego zdrowego rozsądku – wspomina Adrian.
Gdy zaczął pojawiać się w domu dziewczyny, zauważył, że jego przyszła teściowa musztruje męża o błahostki. O to, że nie wrzucił skarpetek do pralki, zapalił papierosa czy nie zamknął na czas psa w kojcu.
– Były krzyki, ostre słowa i rękoczyny. Przerażało mnie to, Agnieszkę natomiast bawiło, zawsze stała po stronie matki. Moja narzeczona też była nerwowa, o byle co potrafiła się na mnie wkurzyć i podnieść głos. Pierwszą poważną awanturę mieliśmy po zaręczynach, wybrałem dla niej pierścionek z rubinem, bo uznałem, że czerwony kolor to symbol miłości i znakomicie pasuje na zaręczyny. Potem dowiedziałem się, że czekała na pierścionek z oczkiem niebieskim. Krzyczała, że gdybym ją kochał, to pamiętałbym, że to jej ulubiony kolor. Pamiętam, nocowaliśmy wtedy w domu moich rodziców, po awanturze poszedłem do wanny. Agnieszka weszła do łazienki, podeszła do mnie i obydwoma rękami wepchnęła mi głowę pod wodę, szarpałem się, zaczęło mi brakować powietrza. Wtedy uznałem to za niezły żart…
Po ślubie zamieszkali u rodziców Agnieszki, ale to było nie do zniesienia.
– Żona razem ze swoją matką stworzyły antymęską koalicję i nękały mnie i teścia, o co popadło. Brak obiadu, czy spanie w osobnych łóżkach to były dolegliwości najlżejszej kategorii. Ale wiedziałem, że Aga jest zmęczona, pracowała, zaocznie kończyła studia, była rozdrażniona – tym tłumaczyłem sobie wszystkie jej wybryki. Kiedy byliśmy razem w sypialni była aniołem, szalałem za nią, wydawało mi się, że ona czuje to samo. Ale to były mrzonki, bo czasem w chwili gniewu rzucała mi w twarz, że jestem beznadziejnym kochankiem, a ona ze swoją urodą mogłaby mieć każdego i źle zrobiła, wychodząc za mnie – opowiada mężczyzna.
Pracował i nadal pracuje w dużej spółce, dobrze zarabia i kiedy Agnieszka zaszła w ciążę, zaproponował żonie wyprowadzkę na swoje. Cieszył się jak dziecko, wierzył w to, że pozbawiona złego wpływu matki wyciszy się. Mylił się bardzo, było jeszcze gorzej, zwolniła się z pracy, bo stwierdziła, że taka brzydka i gruba nie chce się ludziom pokazywać. Początkowo nawet się z tego ucieszył, bo pragnął, aby żona miała wszelkie wygody i czuła się bezpiecznie.
– To był początek koszmaru, wystarczyło, że pięć minut spóźniłem się do domu i dostawałem taką burę, jakbym kogoś zamordował. Kontrolowała wszystkie moje wyjścia, histerycznie sprawdzała moje telefony i kieszenie. Pewnego razu dostałem pod oko pękiem kluczy, miałem rozbity łuk brwiowy, nie widziałem przez kilka dni, musiałem iść na zwolnienie lekarskie. Innym razem, gdy przyszło do nas dwóch kolegów, Agnieszka usiadła z nami przy stole i zaczęła opowiadać, że latam po mieście za babami zamiast zająć się ciężarną, chwyciła stojącą na stole butelkę po piwie i rozbiła mi ją na głowie, wylądowałem w szpitalu. Cała firma pokładała się ze śmiechu, że daję się bić kobiecie.
Wtedy jeszcze kochał, czekał na dziecko, kiedy urodziła się Ala, Agnieszka spokorniała. Zajęła się dzieckiem z wielką czułością i starannością. To dla całej rodziny były piękne dni, wspólnie kąpali małą, chodzili na spacery i na zakupy, Agnieszka znowu stała się czułą i kochającą żoną, Adrian szalał ze szczęścia. Idylla skończyła się po kilku miesiącach, kiedy okazało się, że Aga jest ponownie w ciąży.
– Wpadła w szał, chciała usunąć ciążę, mówiła, że nie będzie kolejnemu bachorowi tyłka podcierać, podczas gdy ja będę się bawił beztrosko. Poprosiłem o interwencję rodziców, wyperswadowali jej aborcję, ale uspokoić jej nie zdołali. Ja zacząłem funkcjonować jak szwajcarski zegarek: żadnych spóźnień, musiało być idealnie, wszystko robiłem w domu – prałem, prasowałem, gotowałem, zajmowałem się Alą i Agnieszką. Nic to nie pomagało, awantury wybuchały o wszystko. Nie było dla niej problemem nakrzyczeć na mnie i uderzyć w sklepie czy na ulicy. Kiedy pojawiła się możliwość dwumiesięcznego wyjazdu w delegację, przyszła do mojej firmy i naubliżała moim szefom i kolegom, krzyczała, że na pewno wiedzą o moich licznych zdradach i jeszcze mi w tym pomagają. Od dawna już z nikim się nie przyjaźniłem, bo nie chciałem jej denerwować, nie miałem zresztą czasu.
Rękoczyny były już praktycznie na porządku dziennym, Adrian nauczył się reagować na każdy jej ruch, który mógł oznaczać, że chce w niego czymś rzucić. Kiedy szedł się kąpać, gasiła mu światło w łazience. Gdy zamontował włącznik w środku, poprosiła sąsiada, aby go zlikwidował. Rzucała w niego butelkami dzieci, biła kijem od szczotki, pewnego razu na spacerze omal oczu mu nie powybijała okularami przeciwsłonecznymi. Tysiące razy błagał, żeby poszli na jakąś terapię, porozmawiali o tym, co się dzieje. Dla niej nie było problemu: „jesteś sku….nem, więc masz, co ci się należy” – mówiła do męża.
Kiedy ich druga córka Ania trochę podrosła, Adrian zauważył, że żona poniewiera także dziećmi, a to popchnęła któreś, a to uderzyła w głowę czy w plecy. Pamięta fatalne zdarzenie, kiedy chwyciła młodszą córeczkę za ubranie, podniosła do góry i dosłownie rzuciła nią o podłogę. Mała była cała posiniaczona, miała zdartą skórę z rąk i z twarzy. Jak stał, wziął dzieci na ręce, wsiadł do auta i pojechał do swoich rodziców.
– Znosiłem to spokojnie przez kilka lat, ale skończyło się. Nigdy nawet do głowy mi nie przyszło, żeby ją zdradzać, a ona urządziła mi z życia piekło, nie mam już domu ani przyjaciół – skarży się Adrian.
Złożył pozew o rozwód, córki są na razie z Agnieszką, która wróciła do swoich rodziców, ale mówi, że będzie o nie walczył, bo boi się, iż ciężka ręka żony ich także nie oszczędzi.
– Może gdybym inaczej reagował, moje małżeństwo nie skończyłoby się tak fatalnie. Wiedziałem, że im bardziej jestem potulny, ona tym bardziej się na mnie wyżywa. Ale nigdy bym jej nie uderzył, nie mógłbym wykorzystać swojej siły przeciwko słabej kobiecie.
























