Dwa lata życia… na błotnej wyspie

Mieszkaniec Tarnowa bezsilny wobec problemu, który powstał nie z jego winy

0
Mieszkaniec Tarnowa bezsilny wobec problemu
Dziesiątki wywrotek z materiałami przejeżdżają codziennie pod oknami domu pana Mariusza
REKLAMA

Pan Mariusz pokazuje swoje zaparkowane przed domem samochody, elewację budynku, fragment ogrodzenia, chodniki. Wszędzie glina, glina i glina. Przykleja się do wszystkiego, co znajdzie się w pobliżu drogi. I tak niemal od dwóch lat. Jak do tej pory nic nie wskazuje, żeby miało się to zmienić w najbliższej przyszłości. Tym bardziej, że na razie właściciel posesji ze swoją sprawą pozostaje sam, bo nikt nie poczuwa się w obowiązku rozwiązać ten problem.
Żeby trafić na posesję Mariusza Dobosza, trzeba pojechać w kierunku rzeki. To ostatni dom na tej ulicy, w pewnym oddaleniu od pozostałych. Jeszcze nie tak dawno całkiem dobrze się tu mieszkało. Wokół pola i ogrody, cisza zmącona wiosną tylko donośnym śpiewem ptaków, w pobliżu sporo terenów spacerowych. Sielanka w 100-tysięcznym mieście. Niespełna dwa lata temu sielanka się skończyła. W pobliżu ruszyły prace budowlane, które zburzyły dotychczasowy porządek panujący w tym miejscu. Życie w domu przy ul. Gliniańskiej zmieniło się nie do poznania, bo wkradły się do niego hałas, wstrząsy i wszechogarniające błoto.
Z posesji Dobosza dobrze widać źródło kłopotów. Trzysta metrów dalej trwają prace przy rozbudowie wałów przeciwpowodziowych po obu stronach Białej. Czterdziestotonowe wywrotki, które zwożą w tamto miejsce materiały, zdążyły już rozjechać wcześniej wyremontowany odcinek ulicy i nawieźć warstwy szarego błota, z którym przychodzi teraz żyć.

Spacer w gumiakach

– Proszę spojrzeć – pokazuje ręką Mariusz Dobosz. – Samochody rzadko już myję, bo wystarczy jeden przejazd tym odcinkiem, żeby znowu były ubłocone. Jeśli je pozostawię na chwilę przed domem, to sunąca obok ciężarówka skutecznie je ochlapie. Widzi pan, jak wyglądają. Motocyklem już nawet nie wyjeżdżam z garażu, bo glina wbiłaby się w zakamarki nieosłoniętego silnika i trudno byłoby ją potem stamtąd usunąć.
Elewacja domu także ze śladami błota, nie mówiąc o chodniku i ogrodzeniu od strony rzeki. Zanieczyszczeniu ulegają również elementy fotowoltaiki, które znajdują się na posesji.
– Żyjemy tu w ciągłym brudzie, aby wyjść z domu trzeba ubierać gumiaki i po powrocie zdejmować je przed progiem. W przeciwnym razie we wszystkich pomieszczeniach mielibyśmy błoto.

Ale i tak nie da się całkiem ustrzec błota w domu, bo jak tu ubrać gumiaki wszędobylskiej Norce, młodej wyżlicy, która biega po zapaskudzonym podwórzu i czasem nieoczekiwanie wpada do mieszkania.
Można się jednak zastanawiać, co jest gorsze: czy lepiąca się wszędzie glina, czy wstrząsy powodowane przez liczne przejazdy wielkich ciężarówek.
– Mamy teraz godzinę jedenastą, do tej pory naliczyłem piętnaście przejazdów wywrotek, i tak mniej niż zwykle.
Zwykle jest ich po kilkadziesiąt w ciągu dnia. W ciągu dwóch lat liczbę kursów można przeliczać na tysiące. Właśnie jedzie jedna z wielkich wywrotek. Musimy odsunąć się aż pod samo ogrodzenie. Przejazd, tak jak wszystkie pozostałe, odbywa się ledwie kilka metrów od domu. Kiedy jest sucho, dłużej nie pada, zamiast błota wzbijają się tumany pyłu.

REKLAMA (2)

Milczenie wykonawcy

– Proszę sobie wyobrazić, że niektórzy kierowcy potrafią tędy jechać nawet czterdzieści kilometrów na godzinę. Wtedy trzęsie się cały dom. Już popękały mi podmurówki ogrodzenia, a w jakim stanie są mury budynków, wkrótce się okaże. Obawiam się przykrych niespodzianek, które mogą kryć się pod zamontowanymi na ścianach płytami styropianu. Już dostrzegam niepokojące zmiany na ścianach, co z upływem czasu może stać się zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa. Luźno ułożone wzdłuż mojej działki betonowe płyty, po których odbywa się ruch ciężkich pojazdów, nie są przystosowane do tego rodzaju transportu.
Mariusz Dobosz mówi, że rozumie, iż jest budowa, musi być transport, trzeba to jakoś przetrwać. Nie rozumie jednak, dlaczego nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za czynione co dnia szkody, dlaczego nikt nie dąży do takich rozwiązań, które mogłyby je ograniczyć.
Napisał pismo do wykonawcy robót nad Białą, firmy Skanska SA. Poinformował, że w związku z transportem kruszywa, który odbywa się po ruchomych płytach betonowych, doszło do uszkodzenia na jego posesji ogrodzenia. Na razie wykonawca milczy w tej sprawie.
Dwa razy pisał do Zarządu Dróg i Komunikacji w Tarnowie, informował o niszczejącej elewacji budynku mieszkalnego. Wnioskował o ograniczenie na drodze dojazdowej do budowy dopuszczalnej prędkości do 10 km na godzinę.

REKLAMA (3)

Odcięta droga

W odpowiedzi ZDiK „z przykrością” poinformował, że wniosek Mariusza Dobosza „nie może stać się przedmiotem realizacji”. Zarząd ustalił, że przejazd ciężarówek odbywa się na terenie, który jest własnością prywatną, a ZDiK upoważniony jest do wprowadzania zmian w organizacji ruchu tylko na drogach publicznych. Z tego samego powodu nie podjęły interwencji policja oraz Straż Miejska.
Ostatnio Mariusz Dobosz ponownie zwrócił się do ZDiK, pisząc, że „w związku z dalszą dewastacją drogi Gliniańska przez samochody ciężarowe zostaje odcięty dojazd do posesji (…). Zapadające się płyty zostają zasypywane kruszywem, co powoduje odcięcie nas od drogi dojazdowej (…)”.
Odpowiedź na to pismo jeszcze nie nadeszła.
Dobosz zwrócił się także do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego Miasta Tarnowa z prośbą o interwencję. Powiadomił, że „podczas przewozów ciężkich składów z materiałami budowlanymi budynek każdorazowo wchodzi w drgania, pojawiły się pęknięcia na ścianach”. Odpowiedź Inspektoratu brzmiała: „(…) Do zadań PINB należy przede wszystkim kontrola stosowania przepisów i wykonywania obowiązków wynikających z ustawy Prawo budowlane. A zatem wskazać należy, że PINB nie jest właściwy do podjęcia czynności, bowiem z przedstawionego stanu faktycznego nie wynika, by zrealizowane zostały przesłanki do wszczęcia postępowania”.

Problem tylko prywatny

PINB zasugerowało Mariuszowi Doboszowi ewentualne rozstrzygnięcie sprawy w sądzie cywilnym; wówczas mógłby on dochodzić tam swoich racji i żądać odszkodowań.
Dobosz skontaktował się też z ubezpieczycielem wykonawcy robót przy wałach, który odpowiedział, iż wykonawca zapewnia, że transport materiałów odbywa się zgodnie z przepisami i w sprawie zaistniałych na posesji uszkodzeń nie poczuwa się do winy. Nie ma więc mowy o odszkodowaniu.
Tak więc właściciel zabłoconej posesji dodatkowo nękanej wstrząsami, kurzem i hałasem, wciąż na polu boju pozostaje sam. Zgłasza szkody i informuje o uciążliwościach oraz możliwych zagrożeniach, lecz nie reaguje nikt. Wygląda na to, że ma to być wyłącznie jego prywatny problem, za który przyjdzie mu zapłacić z własnej kieszeni.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze