Jarosław Gowin: W rządzie też trzeba się różnić…

0
Jaroslaw Gowin
Jarosław Gowin
REKLAMA

Pod koniec 2013 roku zakładał Pan partię Polska Razem, obecnie współtworzącą Zjednoczoną Prawicę. Jak dziś ocenia Pan swój pomysł sprzed lat, obserwując obecnie polityczne porozumienia i podziały w Polsce? Tamto zjednoczenie ma szansę przetrwać do najbliższych wyborów samorządowych?
Polskie społeczeństwo jest głęboko podzielone. I to jest porażka całej klasy politycznej. Ale nam na pewno udało się skupić wokół Zjednoczonej Prawicy istotną część sceny politycznej i różne grupy wyborców. I to dzięki temu zjednoczeniu odnieśliśmy trzy kolejne sukcesy wyborcze. Nie obawiam się rozłamu w Zjednoczonej Prawicy. Nie było dotychczas koalicji rządowej po 1989 roku, która współpracowałaby równie harmonijnie jak Prawo i Sprawiedliwość, Polska Razem i Solidarna Polska. Oczywiście w polityce naturalne są i różnice, i spory. Ale wszelkie dyskusje, które toczymy w obozie Zjednoczonej Prawicy, odbywają się w atmosferze wzajemnego szacunku i nigdy nie zostało nadwerężone wewnętrzne poczucie lojalności i solidarności.
Pana resort przygotował i wdraża reformy szkolnictwa wyższego i nauki. Rozwijające się zbyt wolno uczelnie mają przyspieszyć. Są na to gotowe, nie złapią zadyszki?
Od początku zapowiadałem, że przeprowadzane reformy będą ewolucyjne, poprzedzone dialogiem ze środowiskiem akademickim. Muszą to być reformy głębokie. Zmiany wprowadzane są stopniowo, uczelniom dajemy czas na przystosowanie się do nowych rozwiązań. Polskim uczelniom świat wyraźnie ucieka. Dzisiaj jesteśmy w drugiej lidze naukowej świata, a jeżeli nasze uczelnie będą się rozwijały w takim tempie jak obecnie, to spadniemy do trzeciej ligi. Nie obiecuję, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko się zmieni wraz z nową ustawą. Ale ona musi zapoczątkować proces dynamicznego rozwoju uczelni. Zmiany te muszą iść w parze ze zwiększeniem finansowania nauki. To wszystko znalazło się w strategii dla nauki i szkolnictwa wyższego – zmiany systemowe w szkolnictwie wyższym, komercjalizacja badań i partnerstwo z biznesem, wreszcie społeczna odpowiedzialność nauki. Trzeci filar jest tu istotny.
Dlaczego?
Jeśli Polacy mają więcej płacić na rozwój nauki, trzeba im pokazać jej przydatność, trzeba popularyzować odkrycia. Tarnów jest dobrym przykładem miasta, w którym widać społeczną odpowiedzialność nauki. W ministerialnym konkursie dla uniwersytetów dziecięcych dofinansowanie otrzymał projekt takiego uniwersytetu przy Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Tarnowie, podobnie w przypadku uniwersytetów dla seniorów. Już wkrótce w podtarnowskich gminach, na zaproszenie pana starosty Romana Łucarza i radnego wojewódzkiego, Grzegorza Kądzielawskiego, pojawi się „Naukobus”, czyli mobilne laboratorium naukowe, dając dzieciom szansę uczestniczenia w eksperymentach naukowych. To rozbudzić ma w nich wyobraźnię, pasję odkrywcy, na co nie zawsze jest szansa podczas lekcji w szkole.
Przekroczyliśmy już półmetek obecnej kadencji samorządów. Forsowane są zmiany w ordynacji samorządowej i rząd chce, by obowiązywały już jesienią 2018 roku. To m.in. pomysł zakazu startu dla wójtów, burmistrzów, prezydentów, którzy mają już za sobą dwie kadencje. To dobry pomysł? W dodatku zasada ta miałaby działać wstecz.
Uważam proponowane zmiany generalnie za pozytywne. Popieram dwukadencyjność, uważam też, że kadencje samorządów powinny zostać wydłużone do pięciu lat. Jednocześnie kontrowersyjne jest dla mnie wprowadzanie pewnych zasad jako obowiązujących wstecz. To wielu samorządowcom uniemożliwi start w wyborach. W Polsce jest wiele miejsc, w których istnieją lokalne układy i układziki, jest wiele miast, które mogłyby rozwijać się bardziej dynamicznie i tu przykładem może być Tarnów. Ale myślę, że dla dobrej kultury politycznej i budowania zaufania obywateli do państwa warto jednak wprowadzić tę zasadę na przyszłość, by nie dopuszczać do sytuacji, w której prawo działa wstecz. W przeciwnym razie mogłoby to być sprzeczne z Konstytucją, chociaż opinie ekspertów i polityków są tutaj podzielone.
Rządowe reformy są często krytykowane, określane jako niedopracowane, nazywane nawet bublami. Konsekwencji nikt nie ponosi, dymisji ministrów nie ma… Z drugiej strony to Pan zgłasza w niektórych przypadkach zdanie odrębne. Można być w rządzie i rząd krytykować?
Czasami nawet trzeba się różnić. Nie jest żadną tajemnicą, że na przykład w sprawach gospodarczych Polska Razem reprezentuje inne poglądy niż Prawo i Sprawiedliwość czy Solidarna Polska. Z kolei o tym, kto jest, a kto nie jest ministrem, może decydować tylko jedna osoba, czyli premier Beata Szydło. Byłbym też ostrożny w kierowaniu się opiniami narzucanymi często przez agresywne media. Na pewno popełniamy błędy, dotyczy to i mnie samego. Ale wydaje mi się, że spada na nas wiele niesprawiedliwej krytyki. Nie zgadzam się z opinią, że przez ten rok zrobiliśmy cokolwiek, co zasługuje na miano bubla.


Bardzo często gości Pan w Tarnowie, uczestnicząc tu w różnych spotkaniach. Co powoduje, że tak chętnie przyjmuje Pan zaproszenia do Tarnowa?
Po części to sentyment. Przez 18 lat mieszkałem w Jaśle, a potem przez pięć lat studiów regularnie podróżowałem między Jasłem a Krakowem, przejeżdżając przez Tarnów. Już wtedy zachwycałem się pięknem tego miasta. Bywam często w Tarnowie również dlatego, że dzieje się tu wiele rzeczy cennych w sferze gospodarczej, a przykładem mogą być sukcesy Zakładów Mechanicznych. Mam tutaj wielu bliskich współpracowników, na czele z dyrektorem mojego gabinetu, Grzegorzem Kądzielawskim. Tarnów to miasto o dużym potencjale przemysłowym i niemałym potencjale intelektualnym, są tutaj przecież prężne uczelnie. Jednak obserwując, jak Tarnów rozwija się przez ostatnie 25 lat, i porównując to z rozwojem innych ościennych ośrodków, mam wrażenie, że nie do końca to miasto wykorzystuje swoje możliwości, a przecież Tarnów stać na więcej. Warto wkomponować rozwój Tarnowa w „Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” proponowany przez ministra Mateusza Morawieckiego. Ten plan kładzie nacisk na dwa cele, oba do zrealizowania z powodzeniem w Tarnowie. To reindustrializacja oraz zwiększenie innowacyjności polskiej gospodarki, czyli połączenie biznesu z nauką.
Dużo się mówi o łączeniu biznesu z nauką, o podejmowaniu takich prób także w mniejszych ośrodkach. Tarnów ma wyższą szkołę zawodową, ma przedsiębiorców, ale o współpracy zbytnio nie słychać. Jak przekonać obie strony do wspólnych działań?
Z Warszawy nie można niczego narzucać, ale można podpowiadać pewne rozwiązania. Po stronie gospodarki liczne zachęty daje nowa ustawa o innowacyjności, która weszła w życie w styczniu i zawiera wiele rozwiązań korzystnych dla przedsiębiorców. To realne i wysokie ulgi dla firm współpracujących z instytucjami naukowymi. Po stronie nauki to nowe zasady finansowania uczelni, gdzie wyżej ocenia się dorobek tych uczelni, które dążą do współpracy z gospodarką. Oczywiście są bariery mentalne, brak zaufania czy nawet umiejętności współpracy. Ale to nie jest problem tylko Polski. W całym świecie nauki toczy się debata, jak przezwyciężać tzw. dolinę śmierci, która rozciąga się od odkrycia naukowego do wdrożenia pomysłu. W tej dolinie usycha wiele nowatorskich pomysłów. Dlatego też proponujemy programy finansujące młodych przedsiębiorców, startupy. W Sejmie trwają też prace nad nową ścieżką kariery akademickiej, tzw. ścieżką wdrożeniową. Doktorat i habilitację będzie można robić nie tylko w oparciu o prace teoretyczne, ale i praktyczne wdrożenia gospodarcze.
Tarnowska PWSZ jeszcze niedawno miała ambicje przekształcenia się w Akademię Tarnowską, temat na razie odłożono. Czy akademia to dobry pomysł?
Podchodzę do tego bardzo ostrożnie. Lepiej być najlepszą wyższą uczelnią niż najsłabszą akademią. W warunkach niżu demograficznego trudno liczyć na to, że w uczelniach tarnowskich będzie lawinowo przyrastać liczba studentów. Myślę, że tarnowska PWSZ ma ważną misję i jest nią kształcenie na potrzeby lokalnego rynku pracy. Osobiście zachęcam środowisko tarnowskiej PWSZ, by koncentrowało się na tej misji zamiast podejmować konkurencję, w której uczelnia będzie rywalizować z uczelniami w Krakowie czy Warszawie, stając na przegranej pozycji.
Niektóre ugrupowania już szukają kandydatów, którzy w 2018 roku wystartują w wyborach samorządowych. Czy Polska Razem i Zjednoczona Prawica wystawią swojego kandydata w walce o fotel prezydenta Tarnowa? Kto mógłby nim być?
Nie ukrywam, że w ramach Zjednoczonej Prawicy rozważamy różne scenariusze. Ja będę proponował, by wspólnym kandydatem Prawa i Sprawiedliwości, Solidarnej Polski i mojego ugrupowania w wyborach na prezydenta Tarnowa był Grzegorz Kądzielawski. To jest człowiek, który mimo młodego wieku ma imponujący dorobek – przez dwie kadencje był radnym miejskim, teraz jest radnym wojewódzkim, dodatkowo związany jest z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego, lada dzień broni doktoratu z prawa. Połączenie doświadczenia samorządowego, doświadczenia w pracy w administracji państwowej i gospodarce z przygotowaniem naukowym, to niewątpliwie jego atuty. Jestem pewien, że takie świeże spojrzenie i energia młodego człowieka dobrze sprawdziłyby się w Tarnowie. Będę przekonywał lokalne struktury PiS‑u i prezesa Jarosława Kaczyńskiego do takiego pomysłu. Mamy jeszcze sporo czasu, ale dobrze by było, by do jesieni obóz Zjednoczonej Prawicy przedstawił swoich kandydatów.
Dziękuję za rozmowę.

REKLAMA (3)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
REKLAMA (2)
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze