Grudzień to bez wątpienia miesiąc prezentów. Najpierw będą mikołajki, potem podarunki pod choinkę. Święty Mikołaj ma pełne ręce roboty. Czy dzieci epoki cyfrowej jeszcze piszą do niego listy? Kiedyś był to obowiązujący rytuał, a jako adres św. Mikołaja podawało się na kopercie: Niebo. Po prostu.
Pewnej listopadowej nocy w bloku, w którym mieszkałem z rodzicami, wybuchł pożar. Ogień pojawił się w piwnicy sąsiada, tuż pod naszym mieszkaniem znajdującym się na parterze. Było duże zadymienie, dym wnikał przez każdą szczelinę i całe zdarzenie mogłoby się dla nas, ale i dla naszych sąsiadów, zakończyć tragicznie, gdyby nie palacz c.o. z pobliskiej osiedlowej kotłowni. Przypadkowo zauważył z okna buchające z piwnicy na ścianę budynku płomienie, pozostawił swoje stanowisko pracy, wpadł do pogrążonego we śnie bloku, walił pięściami w drzwi mieszkań, krzycząc na całe gardło: – Pali się! W samą porę, bo czadu już było dużo… Cała ta sytuacja pokazała też panujące wtedy PRL-owskie porządki i obyczaje. Przez dłuższy czas nie można było się dodzwonić do straży pożarnej, bo dyżurny albo spał, albo wyszedł na papierosa. A milicjant z miejscowego posterunku MO, który zjawił się na miejscu pożaru, był podpity.
W końcu jednak strażacy przyjechali, a ich akcję obserwowałem z mocno bijącym sercem. Czy więc dziwne, że kiedy nadszedł czas pisania listu do św. Mikołaja, oznajmiłem, że chcę otrzymać pełny strażacki rynsztunek? Biedni rodzice, którzy odebrali ode mnie mikołajkowy list, schodzili dwa sąsiadujące ze sobą miasta, ale nie udało im się kupić ani uniformu, ani hełmu strażackiego, ani toporka. Nic z tych rzeczy. W zamian św. Mikołaj przyniósł mi wtedy dużą metalową koparkę, bardzo ładną zabawkę.
Mikołaj może napisać do ciebie
Wspominam czasy z przełomu lat 60. i 70., gdy byłem kilkuletnim dzieckiem, dzisiaj z ciekawości sprawdziłem, jaką szansę miałby teraz św. Mikołaj, gdyby któreś z dzieci chciało zostać strażakiem. W sklepach internetowych znalazłem dla nich osiem różnych ofert zakupu munduru i wyposażenia strażackiego.
Bez wątpienia łatwiej być dzisiaj św. Mikołajem. Jest on w stanie spełnić prawie każde marzenie. Czy dzieci z epoki cyfrowej, które od wczesnych lat bez kłopotu obsługują smartfony, piszą jeszcze o swoich marzeniach tak jak za moich czasów? A może piszą tylko maile lub SMS-y? Wszystkiego można się spodziewać.
– Nasza córeczka Julia ma cztery lata, od roku pisze listy do św. Mikołaja, z moją pomocą oczywiście. Ja też będąc dzieckiem pisałam takie listy, zawsze wywoływały we mnie duże emocje, radość, podchodziło się do nich z wielką powagą – opowiada pani Maja. – W tamtym roku Julia nie mogła się zdecydować, co chce otrzymać, więc stanęło na tym, że napiszemy, iż oczekuje „dużo zabawek”. Nie, nie, nigdzie tego listu nie wysyłaliśmy, zachowaliśmy go tylko w archiwum rodzinnym.
Prawie pięcioletni Grześ, synek pani Hanny, też z rodzicielskim wsparciem pisze listy przed 6 grudnia, ale to nie wszystko.
– Czy wie pan, że teraz nie tylko pisze się listy do św. Mikołaja, ale także listy otrzymuje się od niego? – śmieje się pani Hanna. – Taki list można łatwo kupić. To gotowy tekst na ładnej kartce, nawet ze zdjęciem i autografem św. Mikołaja. Uprzejmie on informuje, że spotkał się z mamą dziecka i mama obwieściła, że było ono grzeczne cały rok i zasługuje na miły prezent. Zatem Mikołaj zachęca do napisania do niego listu z prośbą o podarunek. Skoro tak, to piszemy!
Piękne koperty
Dwoje kilkuletnich dzieci pana Macieja nigdy nie tworzyło takiej korespondencji.
– Z żoną przyjęliśmy zasadę, że na Mikołaja kupujemy prezenty niespodzianki. To ma być dla dzieci pełne zaskoczenie, oczekiwanie na coś niewiadomego. Dlatego nie prowadzimy rozmów typu: co chciałbyś dostać na Mikołaja? Nie ma więc pisania listów, zresztą i bez tego dość dobrze orientujemy się, co naszym dzieciom się podoba i co chciałyby mieć.
Trudno ocenić, na ile przetrwała tradycja odręcznego pisania lisów z prośbą o prezenty, na ile ona jeszcze jest żywa. Podobno dzisiaj dzieci znacznie szybciej przestają wierzyć w św. Mikołaja. Poczta Polska przekonuje, że nie ma z tym problemu.
– Każdego roku nasza spółka odnotowuje olbrzymie zainteresowanie listami do św. Mikołaja i trend jest nadal bardzo silny, mimo rozwoju cyfryzacji. Wysyłają je zwykle najmłodsi, przychodzący do naszych placówek z mamą, a nawet dwojgiem rodziców. Nasi pracownicy wyjmujący listy ze skrzynek opowiadają, że często są to piękne koperty z własnoręcznie narysowanymi podobiznami św. Mikołaja w polu adresu – informuje Justyna Siwek, rzeczniczka Poczty Polskiej SA.
Dodaje ona, że PP „subiektywnie może stwierdzić” (brak statystyk), że ma stuprocentową skuteczność doręczenia prawidłowo nadanych i zaadresowanych listów do św. Mikołaja.
– Może o tym świadczyć fakt, że dzieci, które wysyłają kartki do św. Mikołaja razem z rodzicami, później znajdują wymarzony prezent pod choinką. Jak w przypadku każdej przesyłki najważniejszy dla jej doręczenia jest prawidłowy adres, który przypominamy wszystkim zainteresowanym: Santa Claus Main Post Office Arctic Circle, 96930 Arctic Circle, Finland.
Wielkie show
Ale trafiają się jeszcze, choć bardzo rzadko, listy bez adresu. Za moich czasów na kopercie pisało się zwykle: Niebo, bo kto wtedy myślał o wysyłaniu korespondencji do kapitalistycznej Finlandii. W nowych czasach, jeśli zdarzył się list do św. Mikołaja bez konkretnego adresu, wędrował do magazynu wydziału przesyłek niedoręczalnych PP SA w Koluszkach, potem był przekazywany wolontariuszom z toruńskiej Kancelarii św. Mikołaja. To informacja sprzed kilku lat. Próbowaliśmy się teraz skontaktować z Toruniem, ale się nam nie udało. Podane numery telefonów milczały.
Za kilka dni w wielu domach zjawi się św. Mikołaj. Część rodziców samodzielnie wcieli się w tę rolę, inni kogoś wynajmą. Kilkanaście lat temu, gdy nasza córka miała pięć lat, zdecydowaliśmy się z żoną wynająć św. Mikołaja z ogłoszenia w prasie. Przyszedł pan w średnim wieku, wręczył córce prezent, a potem się zaczęło! Gość bez przerwy zabawiał dziecko, wymyślał różne gry, dialogi, zagadki, piosenki itp., często – niestety – gorszego sortu. Show, które św. Mikołaj odgrywał, zdawało się nie mieć końca.
Kiedy minęło czterdzieści pięć minut, byliśmy nieco zaniepokojeni. Tym bardziej, że córkę i nas ogarnęło już znużenie; od pewnej chwili bawił się dobrze tylko niezmordowany Mikołaj. Mimo że spod czapki spływały mu ciężkie krople potu, show trwał nadal, ku naszemu zaskoczeniu. Już zaczynałem się zastanawiać, czy trzeba będzie Mikołaja napoić, nakarmić i przenocować w naszym domu, bo on ciągle wymyślał coś nowego. Wreszcie zakłopotana żona nieśmiało zapytała Mikołaja, czy ma dzisiaj w planie odwiedzić także inne dzieci… Strudzony swoim występem nagle oprzytomniał, zerwał się z fotela na równe nogi i wybiegł z mieszkania. Fragmenty jego zaskakującego pokazu mamy nagrane domową kamerą VHS. Na pamiątkę.
Przy współpracy z CCS Druk




















![Rowerzyści w mikołajowych strojach opanowali tarnowską Starówkę [ZDJĘCIA] Mikołajkowy przejazd rowerowy](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2024/12/IMG20241208125251-218x150.jpg)



![Mikołaje na rowerach opanowali Tarnów [ZDJĘCIA] Mikołaje](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2020/12/mikolaje-100x70.jpg)