
Tadeusz Mędzelowski, który wraz z Michałem Fajbusiewiczem kręcił na ten temat jeden z odcinków popularnego kiedyś programu „997”, mówi, że od początku był przekonany, że tajemnica ta będzie w przyszłości rozwikłana. To przekonanie nie opuszcza go do dzisiaj.
– Kiedy z Michałem Fajbusiewiczem postanowiliśmy przedstawić sprawę zabójstwa Iwony w programie „997”, do Szczucina jechałem z nadzieją, że efekt naszej pracy będzie większy. Sądziliśmy, że uda nam się zebrać materiał, który okaże się pomocny w odnalezieniu sprawcy bądź sprawców zbrodni – opowiada Tadeusz Mędzelowski, emerytowany oficer śledczy dawnej Komendy Wojewódzkiej Policji w Tarnowie.
Sprawa okrutnej zbrodni pod Szczucinem elektryzowała opinię publiczną od samego początku, tym bardziej że także po zabójstwie zaczęły dziać się wokół niej niezrozumiałe rzeczy.
Iwona Cygan, uczennica liceum, mieszkanka Szczucina, została zamordowana w sierpniu 1998 roku. Jej zwłoki odnaleziono w pobliżu wału wiślanego w Łęce Szczucińskiej. Jak wykazała ekspertyza medyczna, nie była ofiarą gwałtu.
Miasteczko w strachu
Do dzisiaj nie wiadomo, kto to zrobił. W ciągu kilkunastu lat dziennikarze z całego kraju podejmowali ten temat wiele razy, a mimo to odzew na publikowane materiały nie był na tyle istotny, by mógł się przyczynić do ujęcia zabójcy.
Odcinek programu „997”, który przed laty emitowany był w telewizyjnej Dwójce, ekipa red. Fajbusiewicza realizowała zimą.
– Nie chcieliśmy czekać aż do lata, choć to latem wydarzyła się ta straszna zbrodnia – mówi Tadeusz Mędzelowski. – Wiedzieliśmy, że sprawa jest trudna, ponieważ ludzie nie chcą mówić. Na miejscu to się potwierdziło. W miasteczku dawało się wyczuć atmosferę strachu, ale po naszym programie ten strach nastał jeszcze większy.
Stało się bowiem tak, że program „997”, poświęcony zbrodni w Szczucinie, oglądał w jednym z miejscowych lokali Tadeusz D. Obecne były też inne osoby. Zaraz po zakończeniu programu D. pochwalił się, że wie, kto zabił dziewczynę, i dzięki temu zgarnie wyznaczoną przez gminę nagrodę w wysokości 20 tys. zł. Już następnego dnia zniknął bez śladu, a cztery miesiące później jego ciało wyłowiono z Wisły. Na Szczucin padł blady strach, mimo że prokuratura wydarzenie to uznała za wypadek bądź samobójstwo.
Ktoś nad tym czuwa…
– Na temat zabójstwa dziewczyny wiele do powiedzenia mogli mieć trzej znający się mężczyźni – twierdzi Mędzelowski. – Wspomniany już Tadeusz D. oraz dwóch jego kolegów. Los pierwszego znamy, drugi umarł śmiercią naturalną, trzeci gdzieś jest. Tamtej sierpniowej nocy cała trójka siedziała na ławce w rynku, piła alkohol i obserwowała, jak Iwona wsiada do samochodu w jasnym kolorze. Trzeci ze świadków, ostatni żyjący z tej paczki, został na tę okoliczność przesłuchany, ale ze względu na jego alkoholowe skłonności jego zeznania prokuratura uznała za mało wiarygodne.
Ze sprawą wiąże się wiele innych tajemnic. Tajemnicza na przykład wydaje się postać Renaty, koleżanki Iwony – obie dziewczyny spędzały wspólnie wieczór przed tragicznym zdarzeniem. Nie wiadomo też, dlaczego jeden z funkcjonariuszy krakowskiego Archiwum X, który w prowadzonym od 2008 r. śledztwie doszedł do wielu cennych ustaleń, na pewnym etapie decyzją swoich zwierzchników utracił to śledztwo. Podobno, jak się dowiadujemy, zarzut był taki, że policjant zaprzyjaźnił się z rodziną ofiary i utracił dystans do sprawy, ale zarzut – jeśli rzeczywiście się pojawił – był zbyt miałki, gdyż dzisiaj ten sam policjant został do śledztwa przywrócony.
Tajemnicze jest zniknięcie dowodów rzeczowych w postaci ubrań Iwony z zachowanymi na nich śladami, oddanych rodzinie kilka miesięcy po zabójstwie, które niedługo potem z mieszkania Cyganów zabrali policjanci. Bez pokwitowania. Jak się później okazało, prokurator nic o tym nie wiedział, nie wydawał w tej kwestii żadnego postanowienia.
W marcu tego roku w programie „Interwencja”, zrealizowanym przez stację Polsat siostra zamordowanej Iwony mówi: „Ktoś czuwa nad tym, żeby sprawcy nie zostali ujawnieni. Ktoś bardzo nad tym czuwa…”.
Nie powiemy nic
– Podczas realizacji programu mieliśmy nieodparte wrażenie, że w tej historii wielu naszych rozmówców zna odpowiedź na niejedno pytanie – relacjonuje Tadeusz Mędzelowski. – Ludzie byli do nas życzliwie nastawieni, chcieli nam na różny sposób pomóc, ale nie chcieli się wypowiadać. Klasyczna zmowa milczenia, choć przed wyjazdem do Szczucina miałem nadzieję, że ktoś nie wytrzyma, ktoś pęknie i coś wreszcie powie. Nic takiego nie nastąpiło.
Wokół sprawy kręcił się również Krzysztof Rutkowski, znany detektyw, lecz też bez rezultatu.
Kiedy powstawał program „997”, jego realizatorzy usłyszeli opinię – jakkolwiek nie wiadomo, na ile wiarygodną – że gdyby nie wyjątkowo chłodna sierpniowa noc, w którą wydarzyła się tragedia, być może Iwonie pozostawionej obok wiślanego wału udałoby się przeżyć.
Z rąk do rąk
Sprawę zabójstwa Iwony Cygan prokuratura umarzała trzykrotnie. Wznowione śledztwo nadzoruje obecnie Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Prokuraturze Krajowej. Piotr Krupiński, naczelnik tego wydziału, stwierdził niedawno w rozmowie z TEMI, że dotychczas w umarzanym śledztwie popełniono wiele zaniedbań. Poinformował, że wieloletnia zmowa milczenia w Szczucinie została wreszcie przełamana, zebrane zostały nowe dowody i wszystko to sprawia, że mordercy są „na wyciągnięcie ręki”. W miejscu odnalezienia zwłok przeprowadzono – z udziałem nowoczesnego sprzętu – eksperyment procesowy.
– Myślę, że z wielu niewyjaśnionych do tej pory spraw ta dość dobrze rokuje – przypuszcza Tadeusz Mędzelowski. – Na brak efektów w dotychczasowych śledztwach wpływ miały nie tylko popełnione błędy czy pewne zastanawiające okoliczności, ale także fakt, że akta sprawy przechodziły z rąk do rąk. Zbrodnia została popełniona w 1998 roku na kilka miesięcy przed reformą administracyjną kraju. Wraz z reformą zmieniła się struktura policji. Zniknęła Komenda Wojewódzka w Tarnowie, w tym bałaganie organizacyjnym sprawą Iwony Cygan co jakiś czas zajmował się ktoś inny.
Dlaczego zginęła?
Emerytowany oficer policji jest zdania, że całkiem inaczej mogłyby się potoczyć losy policyjno‑prokuratorskiego postępowania, gdyby wtedy śledczy dysponowali taką techniką jak dzisiaj.
– Mam tu na myśli przede wszystkim wielki rozwój genetyki sądowej, który dokonał się w ostatnim okresie. Osiemnaście lat temu nie było też mowy o dronach w terenie ani o różnych, dostępnych już dzisiaj technikach kryminalistycznych. To dzięki temu postępowi wykrywa się sprawców zabójstw sprzed dwudziestu lat. Miejmy nadzieję, że podobnie będzie w tym przypadku.
W wielu materiałach prasowych i telewizyjnych przewija się wątek tzw. „Austriaków”, mieszkańców Szczucina, którzy za zarobkiem wyjechali do Austrii, ale często odwiedzali swoje rodzinne strony. To ich często łączy się ze sprawą Iwony, a w niektórych artykułach prasowych sugestie są bardzo czytelne.
Ale znamienna w tych przekazach jest nikłość informacji dotyczących motywu zbrodni. Z rzadka pojawiające się spekulacje wydają się mało realne. O ile łatwiej przypuszczać, kto mógł stać za zbrodnią w Szczucinie, nie sposób domyślić się, dlaczego Iwona zginęła.























