Nasza wolność, czyli…

0
wolnosc
wolnosc
REKLAMA

W roku pełnym wolnościowych rocznic i obchodów jedni dyskutują o definicjach wolności i o tym, jak złudny to stan, inni obawiają się, że związane z polską wolnością rocznice będą okazją do sporów, niechęci, manifestacji podziałów politycznych, nietolerancji.Pytaliśmy tarnowian różnego wieku i stanu, czy i na ile czują się wolni. Co ogranicza naszą wolność, a od czego nie można się uwolnić nawet w Roku Wolności?Temat odpowiedzialności, a także – polskiego malkontenctwa, bylejakości i nieumiejętności wykorzystania szans wypłynął przy tej okazji kilkakrotnie.

W wolnym kraju
– Czuję się wolna i doceniam wysiłki wielu, którym tę wolność zawdzięczam. Żyć w wolnym kraju to wielka radość! – odpowiada Urszula Augustyn, tarnowska posłanka PO. – Ale jednocześnie mam świadomość, że wolność to obowiązek – nie jest nikomu dana raz na zawsze, wymaga trudnych wyborów i ciągłej pielęgnacji, by mogła żyć prawdziwie. Pewnie nie każdy dorósł do wolności. Czasem wykazujemy się wyjątkową nieodpowiedzialnością: zrzędzimy, narzekamy, nie szanujemy tego, co mamy. Nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że szkodzimy w ten sposób sobie i naszemu wolnemu krajowi.
– Czy czuję się wolny? Odpowiedź brzmi: i tak, i nie. Osobiście, prywatnie – tak, czuję się wolny – mówi Jerzy Hebda, prawnik, radny tarnowski. – Natomiast nie czuję się całkiem wolny w sensie politycznym. Wynika to z tego, że oferta polityczna w Polsce – wybór partii, na które mógłbym głosować – jest dla mnie niesatysfakcjonująca. Nie znalazłbym wśród tych ugrupowań takiego, które by reprezentowało moje poglądy, moje interesy.– Nie mogę się natomiast uwolnić od nieco przekornej myśli, że mimo wszystko… mogłoby być gorzej! Obserwując kraje, które pokonały po rozmontowaniu komuny drogę podobną jak Polska, trudno nie zauważyć, że wiele państw poradziło sobie z tym gorzej niż my.W niektórych – jak ostatnio na Ukrainie –przybiera to dramatyczne formy. Ale nawet tam, gdzie jest spokojniej – byłem np. niedawno na Krymie – poziom życia i mentalność ludzi wciąż bardzo odbiega od tego, co udało się osiągnąć w Polsce w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Może i nie czujemy się w Polsce do końca szczęśliwi, ale też wokół nie brak przykładów, że naprawdę mogło być gorzej. Taka iskierka optymizmu po polsku.
– No, jestem wolny – odpowiada po krótkim zastanowieniu Władysław Kawa, emeryt. – Trochę jak „wolny najmita”, ten od Konopnickiej bodajże. Mam dużo wolnego czasu, trochę za dużo nawet, odkąd nie muszę go poświęcać pracy ani rodzinie – dzieci pracują, wnuki się rozjechały. Mam niewielkie mieszkanie, ale nie lubię w nim siedzieć tylko z telewizorem. Więc jak ten najmita szukam sobie zajęcia – to sąsiadce coś naprawię, to zrobię komuś zakupy. Nie dla pieniędzy, bo te mam państwowe, choć skromne. Bardziej dla talerza domowej zupy albo żeby z kimś pogadać… Jak byłem młody, chciałem jechać do Paryża albo na Kubę, ale za emeryturę raczej już nie pojadę. Chodzę na działki, do parku i czasem na ryby. W przyszłym roku, jak doczekam, może pojadę do sanatorium. Jeśli od czegoś chciałbym się uwolnić, to od starości i chorób – szczególnie, że dziś łatwiej niż do lekarza dostać się do posła czy ministra. Tylko po co mi minister? Nawet recepty nie wypisze. Ale nie powinienem narzekać, bo tylu kolegów nie dożyło tej mojej wolności…

REKLAMA (3)

Optymistycznie, ale bez przesady
Katarzyna Wolak, aktywna bizneswoman, właścicielka tarnowskiej kawiarni „Hybryda” i szkoły językowej, czuje się „wolna, a nawet wyzwolona”. Ocenia jednak także, że w Tarnowie trudno się uwolnić od poczucia małości.
– Tak w znaczeniu poczucia nieistotności tego, co się robi, jak i małoduszności, gnuśności – uściśla.
– Dla mnie wolność to wolność wyboru –mówi Michał Futera, członek tarnowskiej Loży Biznesu.– Codziennie spotykam ludzi, którzy uświadamiają mi, że istnieją alternatywne wyjścia z różnych sytuacji – zatem mogę śmiało powiedzieć, że zakres mojej wolności rośnie z dnia na dzień. Osobiście wierzę też, że od wszystkiego da się uwolnić – trzeba tylko chcieć i mieć na to plan.Nam – Polakom – niestety i chęci, i planu wciąż brakuje. Przywykliśmy do tego, że jest źle – psioczymy ile się da, ale niewielu chce cokolwiek z tym zrobić. To, że „idzie źle” (i lepiej nie będzie) stało się swego rodzaju standardem. Nie dość tego – standardem jest zwalczanie wszystkiego, co od standardu odbiega. I tutaj koło się zamyka. Jako społeczeństwo nie walczymy z tym, że coś jest źle – walczymy z tym, co nam uświadamia, że może mogłoby być inaczej.
Kinga Rocławska, od roku prowadząca firmę według własnego pomysłu, wymienia kilka rodzajów wolności: prywatną, zawodową, ekonomiczną, obywatelską…
– Prywatnie czuję się wolna, bo jestem z własnej woli w związku opartym na partnerstwie. Lubię też swobodę działania, jaką daje mi prowadzenie własnej firmy – choć czasami wiąże się to z obowiązkami, których wykonywanie niekoniecznie daje satysfakcję – mówi. – Brakuje mi wciąż jeszcze wolności finansowej, ale robię wszystko, żeby w przyszłości „pieniądze pracowały na mnie”, a nie ja dla nich – dodaje z uśmiechem. – Jako obywatelka nie czuję poważniejszych ograniczeń – widzę, że gdy ludzie zjednoczą się, to mogą wiele razem zdziałać. Sądzę, że jestem tolerancyjna i niewiele rzeczy mi przeszkadza, więc i w sferze obyczajowej czuję się wolna.
Dodaje, że Tarnów nie jest dużym środowiskiem, trudno tu być anonimowym i uwolnić się od wrażenia, że „wszyscy znają wszystkich”. – Co może przeszkadzać poczuciu swobody rozumianej jako „robienie tego, co by się chciało”. Nie da się też w stu procentach uwolnić od narzekania, ale to już chyba w całej Polsce – uzupełnia.

REKLAMA (2)

Nauczycielka, uczeń, emigrant
– Mam paszport i mam wolność słowa, choć ostatnie trochę dlatego, że nie wszyscy traktują poważnie to, co mówię. Więc jestem wolny, chyba – ocenia z humorem Kuba, który pod koniec ub. roku skończył lat osiemnaście. – To nie znaczy, że mogę robić, co chcę – wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczynają się prawa innych ludzi. Zresztą „robienie, co się chce” nie jest wcale takie proste – zakłada, że wie się, czego się chce, a z tym, jak zauważyłem, wielu ludzi w Polsce ma problemy. Jeśli ktoś chce tylko dobrze się bawić i nie mieć problemów, to słabo się do życia przygotował. Wydaje mi się, że od takich właśnie ludzi, byle jakich i godzących się na bylejakość, niekompetentnych nawet w sprawie własnych planów, trudno się w Polsce uwolnić.
– Chyba nie jestem wolna, bo otaczają mnie ludzie i sprawy, na których mi zależy –mówi Małgorzata Gronik, nauczycielka. – Ale to naturalne, bo każdego dnia naszą wolność ogranicza przede wszystkim odpowiedzialność: za swoje słowa i skutki działań, za własne dzieci i cudze dzieci, za dobrze wykonaną pracę, nawet za psa, ogród, dom, samochód – bo nie tylko uprzyjemniają czy ułatwiają życie, ale i wymagają cząstki naszej uwagi. Ale prócz „wolności od” jest też „wolność do” – wolność do lubienia, kochania, wychowywania, poczucia pewności, posiadania, rozwoju… Podobno te rodzaje wolności powinny się równoważyć, ale w życiu przeciętnej matki‑Polki dominuje raczej ten drugi rodzaj– dodaje z uśmiechem.
Krzysztof, absolwent zarządzania, pracujący po studiach w Niemczech i Irlandii, potrząsa głową.– Czuję się wolny, bo mogę stąd wyjechać. Nie czułbym się wolny, gdybym był skazany na to miasto, kraj, tylko tutejsze możliwości. W Polsce nie można uwolnić się od… Polaków. Wiem, że to brzmi jak tekst z Mrożka. Wiedział gość, co pisze…

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze