Po co prezydentowi doradcy?
Czy obecność prezydenckich doradców jest w tarnowskim magistracie niezbędna? Jaki mają zakres obowiązków i jakie są efekty ich pracy? Ile zarabiają i czy to kwoty adekwatne do ich wykształcenia, doświadczenia, powierzonych zadań? Między innymi na te właśnie pytania szukali odpowiedzi radni z komisji rewizyjnej, kontrolujący efekty kilkunastomiesięcznej pracy grupy prezydenckich doradców i pełnomocników.
Na liście obecnie zatrudnionych doradców i pełnomocników prezydenta Tarnowa, Romana Ciepieli są: Jacek Włodek (doradca prezydenta, kierownik projektu Tarnowskich Gniazd Innowacyjnych Specjalizacji), Bogumiła Porębska (pełnomocnik ds. edukacji i jednocześnie dyrektor Wydziału Edukacji) oraz Jadwiga Stankiewicz (pełnomocnik ds. gospodarki komunalnej i jednocześnie dyrektor Wydziału Infrastruktury Miejskiej); dwie osoby zatrudnione są na stanowiskach doradców prezydenta, pełniąc funkcję pełnomocnika prezydenta Tarnowa – Krystyna Latała (pełnomocnik ds. kultury) oraz Grzegorz Pulit (pełnomocnik ds. komunikacji społecznej). Pełnomocnikami byli jeszcze niedawno Wiesław Rajski i Jolanta Stanienda (pełnomocnik ds. inteligentnych specjalizacji).
Kontrola pod presją?
Złożony z radnych PiS zespół kontrolny rozpoczął swoją pracę pod koniec lutego, a zakończył w połowie kwietnia. Kontrola dotyczyła roku 2015. Zdaniem radnych, kontrolę prowadzono pod presją. Tę wywierać miał prezydent Roman Ciepiela. Oburzyło to szczególnie radną Annę Krakowską.
– Zespół kontrolny otrzymał w marcowym miesięczniku „Tarnów.pl” jednoznaczny adres pt. „Personalna nagonka” – to wywiad z prezydentem Tarnowa. Prezydent stwierdził w nim, że zespół kontrolny ma znamiona próby udowodnienia z góry założonej tezy, wielokrotnie wygłaszanej publicznie. Nie wiem, o jaką dokładnie tezę chodzi. Mówiono często o nadmiernych kosztach funkcjonowania doradców, ale te głosy słyszeliśmy ze strony mieszkańców miasta, a tarnowianom chyba wolno wygłaszać taką tezę. Zdumiała mnie też wypowiedź prezydenta na temat naszej pracy – zespół kontrolny chce badać teczki personalne, listy obecności, zakres czynności. Prezydent określił zadania zespołu kontrolnego, chyba nie znając tego zakresu zadań – mówiła radna.
To swobodne dywagacje radnych…
W pokontrolnym protokole zapisano kilkanaście wniosków. Prezydent Roman Ciepiela zapoznał się z nimi i przekazał swoje uwagi na ich temat, odnosząc się do poszczególnych punktów. Uważa, że nie wskazano w protokole żadnych nieprawidłowości merytorycznych i prawnych, a uwagi zespołu są jedynie swobodną oceną sytuacji. Uważa też, że na zatrudnienie doradców i asystentów w łącznej liczbie siedmiorga (limit dla miasta wielkości Tarnowa) zezwala mu ustawa o pracownikach samorządowych i nie wymaga to przeprowadzania otwartego naboru. Zdaniem włodarza Tarnowa, rola doradców „ma charakter opiniodawczo‑doradczy; jako eksperci w określonej dziedzinie wspierają swą wiedzą i doświadczeniem, przygotowując prognozy, analizy i raporty, ułatwiając podjęcie ostatecznych decyzji czy działań”.
Zespół kontrolny stwierdził m.in., że wynagrodzenia prezydenckich doradców są wysokie. W ubiegłym roku wydano na ten cel z miejskiego budżetu ponad 471 tys. zł. Do tego doliczyć trzeba koszty delegacji, telefonów służbowych i udziału w konferencjach – razem ok. 14 tys. zł. Średnie wynagrodzenie doradców to 8 tys. zł brutto. Kontrolerzy zwrócili uwagę na niższe zarobki innych urzędników czy nawet dyrektorów wydziałów. Prezydent podkreśla, że wysokość pensji doradców określa ministerialne rozporządzenie o wynagradzaniu pracowników samorządowych oraz regulamin wynagradzania, stosowany w tarnowskim magistracie.
Wyjaśnienia nie przekonują…
Radnych te wyjaśnienia nie przekonują.
– Wszystko, co czyni prezydent Tarnowa, robi zgodnie z prawem, ale czy powinien to robić, czy powinien obciążać miasto takimi wydatkami? Czy te wynagrodzenia, choć zgodne z prawem, muszą być od razu najwyższe? Prezydent nie zastosował żadnej gradacji – nie zaczął od zatrudnienia doradców za mniejsze pieniądze i systematycznego zwiększania wynagrodzenia, jeśli doradcy spełniać będą oczekiwania, wykażą się skutecznością. Od razu poszedł na całość. Uważam, że miasto w żaden sposób by nie ucierpiało, gdyby doradców nie było – mówi radny Jacek Łabno, przewodniczący zespołu kontrolnego.
Radni wskazywali w swoich wnioskach na dublowanie się kompetencji lub wątpliwości co do ich podziału np. w przypadku wydziału kultury i doradcy ds. kultury. Zdaniem prezydenta nie ma mowy o dublowaniu się zakresu kompetencji, a jest wzajemne ich uzupełnianie się.
– Uznaliśmy też, że praca Jolanty Staniendy jako pełnomocnika prezydenta ds. inteligentnych specjalizacji była zbieżna i niejednokrotnie dublowała się z projektem pod nazwą Tarnowskie Gniazda Inteligentnych Specjalizacji, realizowanym przez Jacka Włodka we współpracy z Wydziałem Rozwoju i Wydziałem Informatyzacji. A przecież jest jeszcze zastępca prezydenta, Piotr Augustyński, też zajmujący się rozwojem miasta – mówi Jacek Łabno. – Ludzi zajmujących się podobnymi lub identycznymi sprawami jest sporo, a efekty skromne. Nie zauważyłem, by Tarnów zaistniał jako smart city. Jaką więc misję zakończyła Jolanta Stanienda i jakie są jej efekty? Nie wiemy. Nie oceniliśmy też pozytywnie efektów kilkumiesięcznej pracy Wiesława Rajskiego. Rodzi się zatem pytanie, czy zatrudnianie doradców nie jest wyrazem braku zaufania do dyrektorów, niskiej oceny ich umiejętności?
Radni mieli również wątpliwości co do pracy w magistracie Jolanty Staniendy – w godzinach pracy miała zaplanowane zajęcia ze studentami tarnowskiej PWSZ. Prezydent twierdzi, że na wszelkie ewentualne wyjścia prywatne w godzinach pracy Jolanta Stanienda posiadała odpowiednią zgodę, a godziny nieobecności odpracowywała w innych ustalonych terminach.
Zdaniem radnych – kontrolerów, prezydenccy doradcy nie są niezbędni, radni zalecać będą ograniczenie liczebności tej grupy do minimum. Komisja rewizyjna wróci do tematu początkiem maja.
























