Demon wprowadza się do dworu

0
demon
Czy mroczny, opuszczony dwór w Popędzynie będzie można częściej oglądać na filmach?
REKLAMA

Po prawdzie Popędzyna już karierę zrobiła. Jedna z najmniejszych w Polsce południowo-wschodniej wsi – ledwie czterdziestu mieszkańców – położona w gminie Szczurowa dwa lata temu była miejscem niezwykłego zdarzenia. Okazało się, że ekipa filmowa kręcąca „Demona” w reżyserii Marcina Wrony, znakomitego twórcy pochodzącego z Tarnowa (właśnie przypada pierwsza rocznica jego samobójczej śmierci), za jedno z miejsc plenerowych wybrała opuszczony dwór Sobolewskich.
– Wiem od jednej z osób z ekipy filmowej, która w naszej okolicy szukała odpowiednich plenerów, że zupełnie przypadkowo natrafiono na popędzynowski dwór – opowiada Marian Zalewski, wójt gminy Szczurowa. – Kiedy ludzie z ekipy po dokonanym rekonesansie zawracali samochodem na drodze, w tyle ujrzeli zarys sylwetki tajemniczego budynku. Wysiedli z auta i już parę chwil potem nie mieli wątpliwości: tak, to bardzo dobre miejsce na film…

Tu diabeł mówi dobranoc
Dwór Sobolewskich rozsiadł się na wysokim brzegu Wisły, na kompletnym odludziu, w środku wielkich połaci pól. To przysiółek Popędzynka, do najbliższych zabudowań w Popędzynie jest ze dwa kilometry. Jeśli ktoś nie wie, gdzie diabeł mówi dobranoc, powinien przyjechać tutaj.
Ale to niejedyny filmowy walor tego miejsca. Piękny kiedyś staropolski dwór z widoczną jeszcze na szczycie datą 1890, z resztkami drewnianej werandy rozpada się, zasłaniają go chaszcze i drzewa samosiejki. W pobliżu zrujnowane budynki gospodarcze. Dawny park krajobrazowy dawno zatracił swoje cechy – niepielęgnowany od dziesiątków lat zdziczał. Wokół kompletna cisza, aż dźwięczy w uszach. Ani żywego ducha. Jak można było nie nakręcić tutaj mrocznego „Demona”?…
Film polsko-izraelski, pełen symboliki, mistycyzmu i niedopowiedzeń, opowiada o duchu, który opętał jednego z bohaterów, czai się w pamięci i we wspomnieniach, a w tle rozgrywa się zwykłe wiejskie wesele. Gdyby zapytać o ten film mieszkańców Popędzyny, wielu odpowie: – Tak, widziałem…
Widział go choćby Sławomir Gadowski, strażak ochotnik z pobliskiego Uścia Solnego, który podczas kręcenia „Demona” dbał o zaopatrzenie ekipy w wodę. Wymienia znanych aktorów, których osobiście poznał na planie zdjęciowym.
– Koło dworu zjawiło się wtedy ze dwieście osób zaangażowanych do filmu, w tym wielu statystów. Busy z Krakowa jeździły jeden po drugim.


Referaty dla Gomułki
Film widział również Czesław Jesionka, sołtys Popędzyny. Zdjęcia mu się podobały, chociaż to oczywiste, że na filmie wszystko wychodzi inaczej.
Sołtysowi wiadomo, że spadkobierców dworu jest być może nawet kilkunastu  w różnych miejscach Polski.
– Podatek za dwór do wsi wpływa regularnie. Płaci współwłaściciel, zaległości nie ma.
Bronisław Garus, który mówi o sobie „najstarszy z mężczyzn w Popędzynie”, lat 74, na filmie nie był, ale zna prawie całą historię dworu.
– Sobolewski, właściciel dworu, był niewidomy, ale na koniu jeździł i jeździł tak dobrze, że zawsze trafiał w miejsce, w które chciał. Słuch miał taki, że w polu po głosie rozpoznał każdego robotnika. Po wojnie nastąpiła parcelacja majątku, te pola wokół poszły w ręce chłopów, mojemu ojcu po Sobolewskim przypadło ćwierć morga łąki i pół morga ziemi ornej. Nieżyjący już syn ostatniego właściciela, Karol, osiadł w Warszawie, czasem na wakacje przyjeżdżał do Popędzyny ze swoją służąca i opiekunką, panią Marysią. Do mojej matki zachodził na pogwarki, twierdził, że sekretarzowi Gomułce pisał referaty.
We wsi głośno się mówi, że z powodu przedłużającego się sporu własnościowego stan dworu, który wymagałby natychmiastowego remontu, jest coraz gorszy. Wkrótce może mu grozić zawalenie. Pootwierane na oścież drzwi i okna potęgują wrażenie kompletnego opuszczenia. Jest obawa, że kiedyś obiekt podzieli los innego pięknego dworu – w sąsiednim Barczkowie. Budowla pozostawiona sama sobie w końcu się zapadła. Miała ona przeszłość godną uwagi. Do 1927 roku należała do rodziny Kisielewskich, a niektóre źródła podają, zresztą mylnie, że na świat przyszedł tutaj Stefan Kisielewski, znany publicysta i kompozytor, słynny „Kisiel”. Na pewno jednak w Barczkowie mieszkał jego dziadek, Zygmunt Kisielewski.

REKLAMA (2)

Panna młoda na traktorze
Na potrzeby „Demona” otoczenie dworu w Popędzynie zostało częściowo uporządkowane, trawa wykoszona, chaszcze usunięte. Waląca się stodoła została niemal „odbudowana”, oczywiście tylko wizualnie. W tym celu producent filmu sprowadził tu znaczną ilość drewna.
– Dwie ciężarówki nawiozły tego drewna, by odpowiednio przyszykować stodołę. Nie wiem, co się z nim potem stało – rozkłada ręce Bronisław Garus, który z czasu kręcenia ma też sentymentalne wspomnienie.
– Któregoś dnia pracowałem na polu ciągnikiem. Nagle od dworu przybiegła do mnie aktorka, która grała pannę młodą. W tej białej sukni i w welonie na głowie usiadła na traktorze, a jej koledzy robili nam zdjęcia. Miałem potem zgłosić się do nich po fotografie, ale zapracowany byłem i przegapiłem moment odjazdu ekipy. Od tamtego czasu nic się wokół dworu nie dzieje.

REKLAMA (3)

Ktoś tutaj zagląda…
Jakieś trzydzieści lat temu było całkiem inaczej. Dwór w Popędzynie miał zarządcę. Bronisław Garus dobrze go pamięta. Administrator o nazwisku Drabik mieszkał na miejscu i był gospodarzem całą gębą. Uprawiał pole, prowadził hodowlę owiec. To był silny, żywotny człowiek, kilka hektarów zboża potrafił sam wykosić ręczną kosą. Dożył osiemdziesiątego siódmego roku. Po jego śmierci dwór stanął otworem. Wcześniej zmarł jego brat – niemowa, który również mieszkał we dworze.
– W środku były stare, piękne meble. Wszystkie gdzieś przepadły – mówi pan Bronisław. – Chyba ktoś je wypatrzył i którejś nocy wywiózł. To nie nasi, to obcy, tak przypuszczam.
Od czasu „Demona”, którego pierwsza rocznica premiery przypada w tym miesiącu, mieszkańcy zauważają obcych kręcących się wokół starego odludnego parku. Widać to choćby po kilku wydeptanych wąskich ścieżkach, które po obu stronach otacza wysoka trawa.
– Już po tym, jak film poszedł w kinach, widziane były w pobliżu samochody z rejestracją warszawską, ale kto i czego tu szukał, nie wiadomo – mówi sołtys Jesionka.
Niedługo wałem nadwiślańskim pójdzie piękna asfaltowa droga rowerowa, prosto koło tajemniczego dworu. Popędzyna czeka na nowe odkrycie, tym bardziej iż pojawiła się pogłoska, że kolejne ekipy filmowe chciałyby skorzystać z tego intrygującego klimatu. Horrory lub thrillery miałyby tu znakomitą scenerię.
Jeden z mieszkańców na wieść o tym śmieje się: – Byle tylko jakiś duch na zawsze nie zamieszkał w dworze.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze