Groził wysadzeniem bloku

0
grozil doprowadzenie
grozil doprowadzenie
REKLAMA

Po prawie trzech godzinach negocjacji sam otworzył drzwi i nie stawiając oporu opuścił mieszkanie stwierdzając, że „to tylko żarty były”. Dalszy rozwój wydarzeń pokazał jednak, że żarty właśnie się skończyły.
Zdarzenie miało miejsce przy ul. Wygoda w Bochni, gdy kobiety i dzieci już w mieszkaniu nie było. Przy wspomnianej ulicy znajdują się kilkupiętrowe, zadbane bloki z mieszkaniami do wynajmu. Z samego rana Kamil Ł. miał wyrwać swojej partnerce klucze z ręki, gdy ta wychodziła z bloku. Szybko otworzył drzwi parterowego mieszkania i zamknął się od środka, stając się na kilka najbliższych godzin „panem sytuacji”. Ten czas postanowił wykorzystać na szantażowanie kobiety, która zapasowe klucze zostawiła w zabarykadowanym mieszkaniu. Wysłał jej krótki komunikat z telefonu komórkowego, że wysadzi blok. SMS-ową wiadomość partnerka potraktowała bardzo poważnie.
– Tuż przed godziną ósmą zadzwoniła do nas kobieta informując, że jej konkubent zabarykadował się w mieszkaniu i grozi wysadzeniem bloku – potwierdza Łukasza Ostręga, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Bochni. – Para, mająca wspólne dzieci, dość często się kłóciła, mieliśmy już tam interwencje. Jednak ten pan tam nie mieszkał. Oficer dyżurny niezwłocznie wysłał na miejsce policjantów, a także poinformował służby ratunkowe i energetyczne o zaistniałym zagrożeniu. Dzięki natychmiastowej reakcji już po kilkunastu minutach udało się odciąć gaz i prąd w bloku, w którym zabarykadował się desperat, a policjanci mogli podjąć z nim rozmowy. Nie stawiał żadnych żądań, nie podał też żadnej przyczyny swojej porywczej decyzji, można się domyślać, że ta przyczyna jest złożona.
Jednocześnie na miejscu cały czas działały pozostałe służby, w tym strażacy, którzy przy użyciu czujników wykluczyli ryzyko nagromadzenia się i wybuchu gazu. – Nasze działania polegały na zabezpieczeniu miejsca zdarzenia, odłączeniu zasilania w energię elektryczną i zakręceniu dopływu gazu na głównym zaworze. Po przybyciu pogotowia energetycznego i gazowego instalacje zostały powtórnie sprawdzone. Po zatrzymaniu mężczyzny dokonaliśmy w mieszkaniu pomiarów i mierniki nie wykazały obecności ani gazów niebezpiecznych, ani gazu ziemnego – informuje mł. kap. Łukasz Klecki z Komendy Powiatowej PSP w Bochni.
Z ustaleń, jakich dokonali policjanci wynikało, że w mieszkaniu nie ma butli z gazem, czy też innych substancji i przedmiotów, które desperat mógł wykorzystać do spowodowania wybuchu. W związku z tym nie zarządzono ewakuacji mieszkańców. Wykluczając już na wstępie zagrożenie eksplozją policjanci mogli bezpiecznie kontynuować negocjacje, które po niecałych trzech godzinach zakończyły się sukcesem.
Zespół negocjatorów policyjnych przyjechał do Bochni z Tarnowa, wraz z nadzorującą ich pracę policjantką z Krakowa. – Ponad dwie godziny rozmawiano z zabarykadowanym mężczyznę, który straszył wszystkich, że zrobi krzywdę sobie, a przy okazji innym. Nie mógł się porozumieć z partnerką i myślał, że w ten sposób wywrze presję. Nigdy nie wiadomo, do czego taki desperat jest zdolny, więc na początku zagrożenie było realne – wyjaśnia Paweł Klimek, rzecznik tarnowskiej policji. Najpierw negocjatorzy kontaktowali się z 32-latkiem telefonicznie, a gdy zerwał kontakt telefoniczny, rozmawiali przez drzwi do mieszkania stojąc na klatce schodowej. Cel był taki, aby dobrowolnie otworzył drzwi, inaczej funkcjonariusze musieliby wejść „siłowo”.
W efekcie mężczyzna przekręcił klucz w zamku i nie stawiając oporu opuścił mieszkanie stwierdzając, że „to tylko żarty były”. Kamil Ł. został przebadany przez zespół ratownictwa medycznego i przewieziony do Szpitala Klinicznego im. Józefa Babińskiego w Krakowie, stamtąd dosyć szybko wrócił do bocheńskiej izby zatrzymań. Był trzeźwy, nie są jeszcze znane wyniki badania krwi pod kątem użycia środków odurzających.
Jak kosztowne i nieodpowiedzialne były jego „żarty” 32-latek dowie się już wkrótce, ponieważ śledczy wszczęli wobec niego postępowanie związane z fałszywym zawiadomieniem o zagrożeniu życia i zdrowia wielu osób, za co grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.
32-latek usłyszał także kolejne zarzuty, jest ich pięć. – To są zarzuty dotyczące między innymi wdarcia się do mieszkania, czyli naruszenia miru domowego, spowodowania obrażeń ciała partnerki, a także gróźb karalnych i stalkingu – wylicza prokurator Barbara Grądzka, zastępca prokuratora rejonowego w Bochni.  
Sąd na wniosek prokuratury zdecydował o aresztowaniu mężczyzny na trzy miesiące. Obecnie przebywa on w Zakładzie Karnym w Tarnowie.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze