To, co dzieje się w sejmiku małopolskim w kwestii wyłaniania zarządu, u niektórych wywołuje śmiech – politowania bądź zażenowania. Dla innych obserwatorów cała sprawa woła o pomstę do nieba. Kolejni w zachowaniu radnych widzą zemstę na elektoracie. Marketingowcy polityczni mają ciekawe studium przypadku. A reżyser telenowel ma fabułę przyniesioną na tacy. Małopolska dawno nie widziała takiego spektaklu, którego – żeby było weselej – końca nie widać. Albo inaczej, nie znamy jego zakończenia. Bo skoro słowo Jarosława Kaczyńskiego już nic nie znaczy dla niektórych radnych prawicy…
Korespondencyjne „pojedynki miłości”
Jak wiemy z literatury, bohaterowie powieści Witolda Gombrowicza preferowali pojedynki na miny. Politycy Małopolski wybrali inną drogę rywalizacji. W formie… korespondencyjnej. Albo przepychanki na kwieciste bon-moty i figury retoryczne. Zaczął Prezes we Własnej Osobie, rekomendując w swoim stylu kandydaturę Łukasza Kmity na godność marszałka, strzelając przy okazji w kolano fanom dotychczasowemu Królowi Małopolski Witoldowi Kozłowskiemu i frakcji Beaty Szydło.
– No bunt jak bunt, to jest kwestia tam pewnych różnic zdań – twierdził prezes. – Czasem nowi ludzie, tacy, którzy cokolwiek, no powiedzmy sobie, z wyższej półki w sensie intelektualnym, niektórym się nie podobają – dosypał do pieca po chwili, wywołując niemałą konsternację. U tych z tytułem co najwyżej magistra.
„Frakcja profesorska”, w której prym wiodą naukowo utytułowani Ryszard Terlecki i Włodzimierz Bernacki, mogła zacierać ręce. Wszak do tej pory słowa Naczelnika, jak w partii nazywany jest Jarosław Kaczyński, były niczym dogmat papieski. Nie podlegały dyskusji.
I tu pierwszy zonk! W majowym głosowaniu zamiast oczekiwanych dwudziestu głosów Kmita otrzymał ledwie trzynaście. Jarosław Kaczyński całą sytuację miał odebrać jako osobisty afront. Przed drugą, czerwcową rozgrywką, w wigilię kolejnej sesji i w przede dniu swoich urodzin zdecydował o posłaniu do Krakowa emisariusza w osobie Piotra Milowańskiego, szarej eminencji PiS, sekretarza generalnego partii, który był odpowiedzialny za ostatnie wybory samorządowe. Miał on uspokoić rozbestwione towarzystwo. Po odwiedzinach na grobie brata w katedrze wawelskiej Jarosław Kaczyński miał spotkać się z aktywem i dopingować do zagłosowania na Kmitę.
To tylko fragment tekstu… |
![]() Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów. Wykup nielimitowany dostęp BEZ REKLAM do wszystkich treści i wydań elektronicznych tygodnika TEMI. Jesteś już subskrybentem? Zaloguj się |
























