Krakowski Sąd Apelacyjny obniżył wyrok dla 23-letniego Łukasza W. i młodszej o dwa lata Moniki O., którzy domowym sposobem podrabiali pieniądze. Para narzeczonych spod Tarnowa spędzi za kratami rok i osiem miesięcy. Oboje przyznali się do winy, wyrazili skruchę i opisali okoliczności nielegalnego procederu. To nie pierwszy w regionie tego rodzaju przypadek, gdy młodzi ludzie wykorzystali domowy komputer i drukarkę, aby zdobyć pieniądze.
Bo brakowało im na życie…
Para postanowiła wydrukować pieniądze, bo brakowało im na życie dla siebie i dziecka. Nielegalnym procederem zajmowali się niecałe dwa tygodnie, banknotów wyprodukowali niewiele i były marnej jakości. Drukowali je na zwykłym papierze i domowej drukarce. Najpierw Monika zapłaciła fałszywkami o niskich nominałach za doładowanie telefonu w sklepie Groszek w Gromniku, ale po udanej transakcji para zaczęła podrabiać banknoty stuzłotowe. Zeskanowali prawdziwą stuzłotówkę, skan drukowali, sprawdzali jakość, potem wycinali i podniszczali, by banknoty wyglądały na używane. Nie zawracali sobie głowy znakami wodnymi, wypukłym drukiem czy zabezpieczeniami.
We wrześniu 2017 roku para wybrała się do kilku sklepów, by skorzystać z podróbek – zjedli obiad w pizzerii Victoria w Olszynach, gdzie zapłacili 100 złotych, a następnie zajrzeli do Delikatesów Centrum, wydając kolejne 100 zł. Wprawdzie kasjerka nie chciała przyjąć jednego banknotu, bo był jaśniejszy od pozostałych, jednak w końcu dała się ubłagać i wzięła pieniądze. Następnie Monika i Łukasz pojawili się na stacji Orlen i za gaz do auta wręczyli kasjerowi podrobiony 100-złotowy banknot, po chwili wydali 100 zł za benzynę. Tego dnia płacili jeszcze w sklepie za karton papierosów i cztery piwa. Za następne 200 złotych kupili od nieznanej im osoby sztuczne kwiaty na grób. Kolejnego dnia pojechali kupić dwie gęsi, sprzedawczyni wręczyli 200 złotych i dostali 80 zł reszty, jednak ekspedientka zauważyła, że z pieniędzmi coś nie jest w porządku. W efekcie odebrała gęsi klientom i zwróciła fałszywe banknoty.
Sprawa wyszła na jaw, gdy do policji zaczęły docierać sygnały, że ktoś w okolicy usiłuje płacić podrobionymi pieniędzmi. Funkcjonariusze zatrzymali Monikę i Łukasza. W ich domu odkryto kolejne fałszywki na kwotę około 900 złotych.
Niedawno krakowski Sąd Apelacyjny obniżył wyrok dla 23-latka i młodszej o dwa lata narzeczonej, para spędzi za kratami rok i osiem miesięcy. Uwzględniono motywy, jakimi kierowali się młodzi ludzie, podrabiając pieniądze.
Nie dali się nabrać na fałszywkę
Kilka lat temu tarnowscy policjanci rozpracowali inną grupę trudniącą się podrabianiem pieniędzy i wprowadzaniem ich do obrotu. Złapani zostali szybko, więc za wydrukowane na domowej drukarce banknoty zbyt wielu zakupów nie zdążyli zrobić. Niektóre osoby zamieszane w ten proceder miały na koncie również kradzieże i włamania.
Na podrobiony banknot 50-złotowy zwrócił uwagę pracownik stacji paliw w Radłowie i zawiadomił tarnowską policję. Policjanci rozpoczęli śledztwo. Szybko ustalono, że trzech mieszkańców gminy Radłów wspólnie podrabiało pieniądze. Do fałszerstw wykorzystali posiadany sprzęt komputerowy, sfałszowali co najmniej osiem banknotów o nominale 50 złotych. Do obiegu wprowadzili trzy fałszywe pięćdziesięciozłotówki.
Policjanci przesłuchali świadków i przeszukali mieszkania sprawców przestępstwa, znaleziono pięć podrobionych banknotów 50-złotowych i jeden o nominale 20 zł, a także sprzęt komputerowy służący do fałszowania.
Kolejni fałszerze mieli 21 do 26 lat i pochodzili z Tarnowa. Usłyszeli dwa zarzuty dotyczące podrabiania i wprowadzania do obiegu banknotów 50-złotowych. Podczas śledztwa ustalono, że po raz pierwszy zapłacili fałszywkami za wynajem samochodu. Wykorzystali wówczas cztery podrobione banknoty o nominale 50 złotych. Niczego nieświadoma właścicielka wypożyczalni samochodów wydała otrzymane pieniądze w jednym z tarnowskich sklepów, jednak kasjerka zauważyła, że banknoty są podrobione.
W ten sposób policja dowiedziała się, że ktoś wprowadza na rynek podrobione banknoty. W specjalnie zorganizowanej akcji mundurowi zatrzymali wszystkich sprawców. Jednego z mężczyzn ujęli w mieszkaniu, które wynajmował, mężczyzna nie chciał dobrowolnie otworzyć drzwi, dlatego policjanci musieli wyważyć je siłą. W mieszkaniu znaleziono komputery, skaner, drukarki oraz kilka worków ścinek podrabianych pieniędzy. Natrafiono również na amfetaminę.
Wpadka na targowisku
Jeszcze kilka lat wcześniej za podobny proceder wzięła się spora, siedmioosobowa grupa domorosłych fałszerzy z Dąbrowy Tarnowskiej. Jak ustalono, banknoty podrabiał z pomocą domowego komputera i drukarki dwudziestoletni Bartosz M., a koledzy i znajomi próbowali je upłynnić. Z ostrożności zajęli się tylko banknotami dwudziestozłotowymi.
Na trop procederu wpadli policjanci patrolujący okolice targu w Dąbrowie Tarnowskiej, którzy otrzymali wiadomość, że jedna z handlujących kobiet przyłapała młodego człowieka próbującego zapłacić jej fałszywym banknotem. Policjanci już wcześniej mieli sygnały o fałszywych banknotach dwudziestozłotowych, które pojawiły się w mieście. Jednak tym razem właścicielka stoiska na placu targowym dość szczegółowo opisała mężczyznę, który, kupując jajka, próbował wręczyć jej falsyfikat. Kobieta złapała podejrzanego za rękę i próbowała go zatrzymać. Młody człowiek wyrwał się i odszedł, kobieta natomiast wezwała policję. Podczas poszukiwań na targowisku okazało się, że jeszcze dwoje handlujących tego samego dnia przyjęło nieświadomie fałszywe banknoty: na jednym ze stoisk zapłacono falsyfikatem za mleko, inny rozmienił – na prośbę młodego człowieka – właściciel sklepu.
Jak się okazało, na targowisku operowało dwóch młodych ludzi posiadających fałszywe banknoty. Jednego z nich, 26-letniego Ireneusza P., na podstawie opisu funkcjonariusze zatrzymali w okolicy targowiska. Znaleziono przy nim trzy podrobione banknoty 20-złotowe. Na podstawie zeznań zatrzymanego, a także późniejszych działań operacyjnych ustalono i zatrzymano kolejne zamieszane w sprawę fałszerstwa osoby.
Krążący po targu Ireneusz P. i Sebastian F. stanowili już „trzecią linię” w rozprowadzaniu banknotów. Kolejne powiązania skierowały prowadzących śledztwo do 20-letniego Bartosza M., mieszkańca jednego z dąbrowskich osiedli. Podczas wstępnego przesłuchania zeznał on, iż bawił się komputerem należącym do brata i wówczas wpadł na pomysł skopiowania banknotu. Jak wyjaśniał, chciał „zdobyć trochę pieniędzy na opłacenie egzaminów”. Spróbował je więc – dosłownie – zrobić. Próba, w jego własnej ocenie, wypadła nieźle, więc uruchomił proceder. Bartosz M. wyprodukował serię 25 fałszywek, zaproponował znajomemu z tego samego osiedla, Jarosławowi J., by spróbował je upłynnić. Później w proceder zaangażowano jeszcze pięć osób, a niedługo później wszyscy wpadli w ręce policji.
Młody fałszerz – amator przyznał się do wyprodukowania 25 falsyfikatów.
























