Na ostatniej sesji Rady Miejskiej Dąbrowy zdjęto z programu obrad punkt dotyczący zamiaru przekazania prowadzenia podstawówki osobie fizycznej. Pomysłodawcą przekształcenia szkoły był burmistrz Dąbrowy i to on prosił o wycofanie wniosku. Ale problem finansowania szkół narasta, z opracowanego przez komisję oświaty raportu wynika, że dzieci w szkołach uczy się coraz mniej, stale rosną pensje dla nauczycieli, co sprawia, że wydatki gminy są coraz większe.
– Nasza szkoła, odkąd pamiętam, przeznaczona jest do likwidacji – a to z powodu niżu demograficznego, a to dlatego, że nauczyciele są zbyt drodzy – ostatecznie półtora roku temu przekształcono placówkę w filię Zespołu Szkół w Gruszowie Wielkim – wyjaśnia Beata Kuta, dyrektorka podstawówki w Sutkowie. – Zabrano nam klasy czwarte, piąte i szóste, uczymy dzieci w klasie zerowej, pierwszej i drugiej, bo trzeciej nie mamy z powodu braku uczniów – łącznie 24 dzieci. Oprócz mnie pracują jeszcze dwie nauczycielki oraz dwie osoby obsługi po pół etatu. Jak jednak pokazują rozliczenia subwencji, do Zespołu Szkół w Gruszowie, którego jesteśmy filią, gmina nie dokłada. Pomysł był taki, aby przekształcić naszą szkołę w samodzielną placówkę i przekazać jej prowadzenie osobie fizycznej – proponowano to mnie i pracującym tu nauczycielom, ale nikt się nie zgodził. Przy takiej liczbie dzieci samodzielnie szkoła istnieć by nie mogła, koszty jej utrzymania byłyby zbyt duże.
Dyrektorka zwraca uwagę, że szkoła jest dobrze wyposażona, a dzieci czują się w niej jak w domu. Ponadto jest to centrum życia kulturalnego i społecznego dla mieszkańców wsi. Ani nauczyciele, ani rodzice nie wiedzą, na jak długo udało im się szkołę uratować. Burmistrz Dąbrowy, Stanisław Początek mówi, że po przejęciu podstawówki przez osobę fizyczną zmieniłyby się tylko warunki wynagradzania nauczycieli.
– Sprawa jest problematyczna, dlatego wycofałem wniosek spod obrad rady – twierdzi. – Dzieci musiałyby daleko dojeżdżać do szkoły, ponadto bez wątpienia nastąpiłaby degradacja wsi. Do oświaty każdego roku dokładamy prawie 6,5 miliona złotych z własnego budżetu i musimy podejmować działania, które ograniczą wysokość dopłat.
Z małymi szkołami mają problem nie tylko w Dąbrowie Tarnowskiej. Także radni ze Szczucina już wkrótce będą zmuszeni podejmować niepopularne decyzje i zlikwidować szkołę w Dąbrowicy.
– Utrzymanie jednego ucznia kosztuje tam 23 tysiące zł rocznie, czyli trzy razy więcej niż w innych szkołach – mówi burmistrz Jan Sipior. Uważa on, podobnie jak wielu radnych, że reforma szkolnictwa w gminie to proces nieunikniony, w przeciwnym bowiem razie po zapłaceniu zobowiązań związanych z oświatą gminy na nic innego nie będzie stać.
– A wymagania mieszkańców stale rosną, chcą dróg, chodników, sal sportowych, skąd zatem mamy na to brać pieniądze, jeśli każdą wolną złotówkę wydajemy na szkoły? Dziesięć lat temu mieliśmy w szkołach blisko 2 tysiące uczniów, teraz mamy ich o 800 mniej, podczas gdy liczba nauczycieli jest taka sama. Musimy zmierzyć się z tym trudnym tematem i przeanalizować, czy faktycznie stać nas na utrzymanie obecnej sieci szkół. I chcę jeszcze podkreślić, że decyzja o likwidacji szkoły w Dąbrowicy, a w przyszłości być może innych jeszcze szkół, nie będzie dla nikogo łatwa. Ale być może decyzje te uratują gminę przed zapaścią finansową. Mamy 10 milionów subwencji, a tylko do utrzymania podstawówek i gimnazjów dokładamy 4 miliony, do tego doliczyć trzeba utrzymanie przedszkoli, nauczanie indywidualne, wypłaty dla nauczycieli na urlopach dla podratowania zdrowia, zapewnienie uczniom dowozów. Ogółem na oświatę wydajemy prawie 18 milionów – wyjaśnia burmistrz Sipior.
Włodarze Szczucina są zdania, że w gminie powinny być cztery szkoły podstawowe, dwa gimnazja, jedno przedszkole publiczne i dwa niepubliczne. Teraz tylko jedna szkoła – Zespół Szkół w Szczucinie – nie jest deficytowa.
Już niedługo radni ze Szczucina będą podejmować uchwały, które reformować będą gminną oświatę. Nie będą to decyzje łatwe, tym bardziej że w przyszłym roku wybory samorządowe, a w związku z likwidacją szkoły trudno liczyć na wzrost popularności i poparcia wśród mieszkańców.
Mała szkoła, wielki problem
REKLAMA
REKLAMA
























