
Gospodarstwo rybackie w Nadleśnictwie Lasów Państwowych w Dąbrowie Tarnowskiej wciąż nie może uporać się z problemem „wodnych wilków”. Tak niektórzy określają kormorany czarne, które zlatują się masowo nad stawy hodowlane i objadają się rybami. Robią to bezkarnie, gdyż stosowane metody ich odstraszania nie przynoszą oczekiwanych efektów.
Widok był niesamowity. Na niewielkim, 15-arowym stawie znajdowała się cała masa kormoranów. Damian Kosierb, szef gospodarstwa rybackiego w dąbrowskim nadleśnictwie, szacuje, że tego dnia mogło tam być nawet około 100 ptaków. Ucztowały na całego. W niektórych miejscach woda przybierała czerwony kolor – od krwi ich ofiar. Drapieżniki dobrały się do wpuszczonych do stawu kroczków, czyli starszych ryb, między pierwszym i drugim rokiem życia. Chodzi w tym przypadku o palczaki szczupaków.
– Widząc, co się dzieje, próbowałem przepłoszyć ptactwo, ale może tylko dwadzieścia ptaków uniosło się do góry i odleciało. Reszta z całej setki była już tak objedzona rybami, że nie była w stanie wznieść się ponad lustro wody, więc tylko zanurkowała w stawie – opowiada Damian Kosierb. W dniu, w którym rozmawiamy, chwilę później nad brzegiem jednego ze stawów natrafia na pokaleczone martwe ryby, zaatakowane przez drapieżne ptaki.
Problem powtarza się od lat wiosną i jesienią. Kormorany czarne są już stałymi gośćmi stawów hodowlanych w Lasach Wierzchosławickich – gośćmi nieproszonymi i bardzo trudnymi.
Walka z wiatrakami
To szkodniki: dziennie dorosły kormoran może zjeść nawet ponad pół kilo ryb, a drugie tyle potrzebuje na wykarmienie młodych. Poza tym jego odchody, bogate w fosfor oraz azot, zanieczyszczają akweny, niszczą drzewa i inną roślinność. Jeszcze niedawno spacerowicze, którzy znaleźli się nad stawem Wróblik, mogli zaobserwować uschnięte po drugiej stronie drzewa, na których lubiły przebywać kormorany. Drzewa zostały już usunięte.
Istnieje też inne zagrożenie związane z obecnością kormoranów: mogą one przenosić groźną chorobę wirusową karpi – KHV (koi herpesvirus).
Od kilku lat Nadleśnictwo Lasów Państwowych w Dąbrowie Tarnowskiej usiłuje przepędzać szkodniki przy wykorzystaniu armatek hukowych. Ale metoda ta nie zdaje w pełni egzaminu. Ptaki powoli przyzwyczajają się do głośnych odgłosów emitowanych przez urządzenie i stają się mniej płochliwe. Coraz trudniej je na dłużej przepłoszyć.
Walka z kormoranami jest trochę jak walka z wiatrakami. Tak twierdzą właściciele stawów rybnych w całym kraju. A liczebność ptaków, obecnie objętych częściową ochroną, w przeszłości dość rzadkich w Polsce, dzisiaj gwałtownie wzrasta.
– Próbujemy różnych sposobów, żeby ograniczyć nasze straty – zaznacza Damian Kosierb. – Na przykład wokół stawów-magazynów umieszczamy sznury z łopocącymi na wietrze kolorowymi taśmami. To przynosi rezultat, ale tylko w przypadku niedużych akwenów, kilkunastoarowych. Trudno opasać sznurami i taśmami kilkunastohektarowy staw.
Chwycimy za strzelby?
A więc co? Kiedyś nad stawy wierzchosławickie zalatywał bielik, śmiertelny wróg kormorana czarnego. Nadleśnictwo chętnie by go „zaadoptowało” na zawsze jako strażnika stawów, gdyż ten ptak skutecznie odstraszał kormorany. Wprawdzie jego „utrzymanie” też trochę kosztowało, gdyż bielik również lubi ryby, lecz mimo to i tak był bardzo opłacalny. Ale jak to ptak: przyleci, trochę pobędzie i odleci w siną dal. Tak bywa też z bielikami.
Nadleśnictwo w Dąbrowie zwróciło się do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Krakowie o pozwolenie na odstrzał części kormoranów. Takie zezwolenie zostało wydane, lecz, jak dotychczas, leśnicy z niego nie skorzystali.
– To nie takie proste – zaznacza kierownik gospodarstwa rybackiego. – Trzeba mieć dużo czasu, paliwa i… naboi. Trzeba byłoby cały dzień jeździć od stawu do stawu, nie zajmując się niczym innym. To kosztowne zajęcie, a skala odstrzału i tak byłaby tylko kroplą w morzu potrzeb.
Poza tym, o czym nie mówi kierownik, nadleśnictwo, które strzelałoby do kormoranów, od razu obudziłoby czujność organizacji strzegących praw zwierząt. Mogłoby się zanosić na poważniejszą awanturę. Leśnicy nie chcą uciekać się do tak drastycznych form walki z kłopotliwymi ptakami.
Wiele gospodarstw rybackich w kraju ma już zezwolenia na odstrzał kormoranów, lecz rzadko sięgają one po strzelby. Do tych ptaków można strzelać jedynie poza sezonem lęgowym, czyli od 1 sierpnia do końca roku. Tylko na stawach odległych o ponad 20 km od kolonii lęgowych odstrzały mogą trwać cały rok. W przypadku Lasów Wierzchosławickich byłoby to możliwe, gdyż tych kolonii tu nie ma, zresztą na szczęście. Nie wiadomo dokładnie, z których miejsc kormorany przybywają nad stawy; przypuszcza się, że z doliny Dunajca, Wisły, Jeziora Rożnowskiego, a może też z dalszych terenów. Kilka lat temu znaleziony martwy ptak miał obrączkę założoną w Helsinkach.
Inne sposoby
Według wielu rybaków odstrzały „wodnych wilków” nie przynoszą istotnych korzyści. Kormoran to bardzo inteligentny ptak. Jeśli uda się odstrzelić kilka osobników, reszta kolonii ucieka i osiedla się w nowym miejscu. Tak jak mówi Damian Kosierb, tego typu akcje są też bardzo kosztowne; jednorazowo trzeba wydać kilka lub nawet kilkanaście tysięcy złotych. Problemem jest również utylizacja zwłok, która również sporo kosztuje. Nie opłaca się skórka za wyprawkę.
Mało kto radzi sobie z nadmierną populacją kormoranów nie tylko w Polsce i – zdaniem krajowych producentów ryb – potrzebny jest plan europejski. Mówi się o potrzebie opracowania wieloletniej strategii gospodarowania tym gatunkiem, zakładającej m. in. bardziej humanitarne sposoby ograniczenia liczebności kormoranów, na przykład poprzez wychładzanie lub olejowanie jaj.
# TEMI, Region, wodne wilki, Lasy Wierzchosławickie, rzeź ryb, stawy hodowlane, gospodarstwo rybackie, Nadleśnictwo Lasów Państwowych, kormoran czarny, Dąbrowa Tarnowska, Damian Kosierb, palczaki szczupaków, KHV, odstrzał, bielik, Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, kolonie























