Teraz pracuje w szkole jako stażysta, jest woźnym, przełożeni chwalą go za sumienność, podkreślają, że znakomicie wywiązuje się z obowiązków, ale na stałe do pracy go nie przyjmą. Sytuacja niepełnosprawnych na dąbrowskim rynku pracy nie jest wesoła, kierownik tamtejszych Warsztatów Terapii Zajęciowej, Ryszard Micek mówi, że muszą upłynąć jeszcze lata, zanim cokolwiek się zmieni.
Marcin jest towarzyski, dowcipny i bardzo zdolny, szybko się uczy i ma swoją teorię dotyczącą niepełnosprawności. – Osoba niepełnosprawna to ktoś, kto siedzi na wózku inwalidzkim, nie ma ręki albo nogi. Ja, dzięki Bogu, umiem czytać i pisać, wszystko potrafię zrobić. Niepełnosprawnego do pracy by nie wysłali, a ja już po raz kolejny jestem na stażu i dobrze sobie radzę. Wniosek z tego taki, że jestem pełnosprawny – wyjaśnia.
36-latek uczył się w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Tarnowie, wtedy spotkał znakomitego szkoleniowca Ryszarda Kacera, który zauważył jego talent pływacki. Szybko zaowocowało to udziałem w zawodach i sięganiem po najwyższe trofea. Marcin wykazywał też talenty w innych dyscyplinach sportowych, między innymi w narciarstwie. Gdy miał 17 lat, wystartował w zimowej paraolimpiadzie w Toronto, skąd przywiózł dwa złote medale.
– To była wielka przygoda, przed zawodami ćwiczyłem kilka miesięcy, dawałem z siebie wszystko, wiedziałem, że tylko w taki sposób mogę coś osiągnąć. Dzięki mojemu wspaniałemu trenerowi osiągnąłem wielki sukces, byłem bardzo szczęśliwy – wspomina Marcin. Przez cały czas trenował pływanie, brał udział w wielu zawodach w całej Polsce, od lat jest mistrzem kraju osób niepełnosprawnych w tej dyscyplinie. Pływa na 25 i 50 metrów stylem dowolnym. Wkrótce minie 10 lat od czasu, gdy brał udział w paraolimpiadzie w Szanghaju, został wtedy potrójnym złotym medalistą. – Krzywdzące jest to, że biorący udział w paraolimpiadach i osiągający czasem lepsze wyniki od zawodowych sportowców nie dostają za swoją ciężką pracę żadnych pieniędzy. A te bardzo by się przydały, miałbym na opłacenie wejściówek na basen, kupiłbym narty czy rower – mówi Marcin.
Mężczyzna cały czas dba o swoją kondycję fizyczną, kilka razy w tygodniu chodzi na basen, codziennie jeździ na rowerze, nawet po kilkadziesiąt kilometrów. Jego wielką pasją jest także kajakarstwo, w sezonie wypożycza sprzęt i pływa w Radgoszczy albo w Radłowie. I w tej dyscyplinie wywalczył kilka dyplomów i pucharów. Ostatnie zawody w pływaniu, w jakich brał udział, odbyły się w listopadzie ubiegłego roku w Katowicach, wrócił z tytułem mistrza Polski, a wraz z trzema kolegami wywalczył złoty medal w pływackiej sztafecie.
Od 13 lat Marcin jest podopiecznym Warsztatów Terapii Zajęciowej w Dąbrowie Tarnowskiej.
– Pracownia muzyczna jest moją ulubioną, to tam nauczyłem się grać na akordeonie i na organach. Usłyszę piosenkę w radiu i potrafię zagrać ją ze słuchu, przygotowuję w WTZ dyskoteki, na których gram i śpiewam. Kilka razy byłem także zapraszany jako muzyk do prowadzenia prywatnych imprez. Kocham muzykę, w każdej wolnej chwili jej słucham – opowiada.
Od prawie pół roku Marcin odbywa staż w jednej z dąbrowskich podstawówek, jest woźnym, popołudniami sprząta sale lekcyjne i szatnie. Ale to niejedyne jego zawodowe doświadczenie. – Byłem na stażach w stacji paliw i w spółdzielni mieszkaniowej, zajmowałem się utrzymaniem porządku na osiedlach, zatrudniano mnie także przy malowaniu klatek schodowych, wiele się wtedy nauczyłem. Byłem także na kursie organizowanym przez urząd pracy, uczyłem się układania kostki brukowej. przeszedłem także kurs komputerowy, każdy komputer potrafię sam naprawić, lubię pogrzebać w Internecie, tam wszystkiego można się dowiedzieć. Moim największym marzeniem jest znalezienie na stałe pracy, wiele umiem i nie mam wielkich wymagań, chciałbym mieć swoje pieniądze, czułbym się wtedy bezpiecznie – mówi.
Kierownik Warsztatów Terapii Zajęciowej w Dąbrowie Tarnowskiej mówi, że jeśli chodzi o znalezienie stałej pracy, to Marcinowi łatwo nie będzie. – Spośród 35 podopiecznych placówki kilku mogłoby iść do pracy – odbywają staże, biorą udział w kursach organizowanych z myślą o niepełnosprawnych. Marcin pracował już ponad dwa lata, teraz ma półroczny staż, zostanie pewnie skierowany na następne, ale to nie gwarantuje, że jakaś firma bądź zakład zdecydują się zatrudnić go na stałe – ubolewa Ryszard Micek i obawia się, że musi upłynąć jeszcze sporo czasu, aby sytuacja niepełnosprawnych na rynku pracy zmieniła się. – Generalnie pracodawcy nie mają zaufania do takich ludzi, ale zupełnie niesłusznie. Warto zaznaczyć, że są to ludzie, którzy oddają się pracy bezgranicznie, są bardzo sumienni, a zadania wykonują z niezwykłą dokładnością. Taki pracownik byłby dla firmy bezcenny. Nie bez znaczenia jest także fakt, że w razie zatrudnienia osoby niepełnosprawnej pracodawca może liczyć na spore pieniądze.
O czym marzy Marcin Bezak?
REKLAMA
REKLAMA




















