Treść listu z protestem w tej sprawie, przekazanego Urzędowi Marszałkowskiemu w Krakowie, znajduje się na Facebooku. Można przeczytać, że plan likwidacji linii kolejowej nr 115 z Tarnowa do Szczucina „jest sprzeczny z zasadami zrównoważonego transportu oraz polityką transportową Unii Europejskiej i będzie skutkować dalszą marginalizacją transportową miejscowości położonych na północ od Tarnowa”.
Autorzy listu twierdzą, że po zawieszeniu przewozów pasażerskich na tej linii w 2000 roku mieszkańcy Powiśla praktycznie zostali pozbawieni dostępu do transportu zbiorowego. Ich zdaniem, kursujące na tych trasach autobusy i busy nie ułatwiają przemieszczania się osobom niepełnosprawnym czy pasażerom z wózkami dziecięcymi. „Decyzja jest tym bardziej skandaliczna w sytuacji, gdy województwo małopolskie posiada spalinowe autobusy szynowe, które mogłyby tę trasę obsługiwać już w chwili obecnej” – podkreślają miłośnicy kolei.
SMK domaga się od władz samorządowych województwa rezygnacji z budowy ścieżki rowerowej w miejscu dawnej „szczucinki”, przywrócenia kolei pasażerskiej na wspomnianym szlaku, rewitalizacji linii i dostosowania jej do obowiązujących dziś parametrów technicznych.
Kiedy rozmawialiśmy z autorami protestu, odpowiedź od marszałka jeszcze nie nadeszła, ale z nieoficjalnych doniesień wynika, że województwo nie zamierza rezygnować z budowy drogi dla rowerów – zdaniem urzędników brak jest obecnie przesłanek, które wskazywałyby, że ewentualne nakłady poniesione na przywrócenie kursów pasażerskich na linii Tarnów – Szczucin mogą być uzasadnione.
* * *
Bez wątpienia szlachetny w intencji protest Stowarzyszenia Miłośników Kolei zaskakuje o tyle, że stanowi próbę obrony czegoś, czego od dawna już nie ma. Pasażerska „szczucinka” w rzeczywistości nie istnieje od 15 lat, a SMK nie zauważył jeszcze, że ona sama i wszystko wokół niej już zdążyło się rozlecieć. Tory zarosły drzewami, urządzenia kolejowe się rozsypały, dawne stacyjki zakończyły byt. Jak zatem rozumieć pogląd miłośników, że spalinowe autobusy szynowe mogłyby tędy ruszyć już „w chwili obecnej”…?
Jeśli „szczucinka” miała jeszcze jakąś szansę, to na pewno nie dzisiaj. Może tę szansę przegapiono w przeszłości, może jej nie wykorzystano, może zabrakło determinacji. Dzisiaj „szczucinka” to „kamieni kupa”, którą trzeba będzie ostatecznie posprzątać. Reaktywowanie linii oznaczałoby teraz milionowe nakłady, w dodatku bez większej nadziei, że inwestycja zyskałaby dość klientów. Nie ma żadnych badań, które potwierdzałyby zainteresowanie koleją na Powiślu na tyle duże, że uzasadniałoby wielki publiczny wydatek.
Nie zapominajmy, że podstawą bytu „szczucinki” były zawsze dojazdy setek ludzi do zakładów przemysłowych w Tarnowie i Niedomicach. Dziś wielu tych zakładów już nie ma, nie ma więc setek pasażerów. Nie ma nawet pewności, czy znalazłoby się teraz dość chętnych, by zapełnić mniejsze szynobusy.
SMK w swoim liście podaje przykłady reaktywowania kilku lokalnych linii kolejowych w kraju, ale nie zauważa, że dotyczy to przede wszystkim terenów skupionych wokół wielkich aglomeracji (Wrocław, Gdańsk, Bydgoszcz, Poznań). Warto też podać, ile szlaków w tym czasie opustoszało w innych regionach i z jakiego powodu. Jeden tylko przykład: w pociągach zawieszonej w tym roku linii Jasło – Zagórz średnia frekwencja wynosiła 11 pasażerów…
W przeszłości były już różne próby ratowania „szczucinki”, łącznie z szynowym żukiem i pomysłem na pociąg retro. Nic z tego nie wyszło, a od tego czasu nie zaistniała żadna nowa okoliczność, która otwierałaby przed „szczucinką” nową szansę. Sam zresztą tego żałuję – jako miłośnik kolei.























