Przez pierwszych kilka dni nadal ustawiała się kolejka, bo mały kartonik w rogu witryny informujący o tym, że kasa jest nieczynna, przegrywał z siłą przyzwyczajenia mieszkańców udających się w drogę. Dopiero duża biała kartka przyklejona centralnie do szyby z niebudzącym wątpliwości komunikatem spowodowała, że pasażerowie przestali wypatrywać kasjerki.
– Okienka kasowe są dwa, ale i tak czynne było tylko jedno. Teraz nie ma żadnego – rozkłada ręce pani Krystyna, która przyszła na dworzec, żeby zasięgnąć informacji i równocześnie kupić bilet do Jastarni. Nad morze wybiera się z przyjaciółką w połowie czerwca. – To jest daleka podróż z co najmniej jedną przesiadką. Chciałam się dowiedzieć, które połączenie będzie najlepsze i od razu kupić bilety powrotne. A tu kasy pozamykane na cztery spusty, jest jak w sąsiednich Cikowicach czy Stanisławicach, tyle że to są wioski, a Bochnia to podobno miasto – mówi z sarkazmem. O biletach kupowanych w automatach i na stronach internetowych nie chce słyszeć. – Nigdy tego nie robiłam, nie mam komputera, zresztą komputer mi nie doradzi. PKP chwali się wielkimi inwestycjami, a nie potrafi zadbać o najważniejszą rzecz na dworcu – kasę biletową. I co mam teraz zrobić? Wsiądę w busa i pojadę po bilety do Krakowa. Zdenerwowanych pasażerów jest dużo więcej, zwłaszcza że w ubiegłym tygodniu umieszczony w budynku dworcowym biletomat był nieczynny z powodu prac serwisowych.
Przewozy Regionalne, przedsiębiorstwo wydzielone z Polskich Kolei Państwowych postanowiło zmienić swoje podejście do sprzedaży biletów. Spółka ogłosiła, że chce większej dostępności tradycyjnych okienek kasowych (bo te mogą jednocześnie służyć jako punkty informacyjne, co jest korzystne dla pasażerów), ale prowadzonych przez firmy zewnętrzne w oparciu o franczyzę. Nie ukrywano, że przekazanie kasy własnej do obsługi agencyjnej pozwoli zmniejszyć koszty jej funkcjonowania nawet o połowę. Ten model zastosowano również w Bochni.
Jak twierdzi Dominik Lebda, rzecznik prasowy PR, w związku z tym, że nie udało się rozstrzygnąć przetargu na prowadzenie od 1 maja agencyjnej sprzedaży biletów na bocheńskim dworcu, przedłużono umowę z dotychczasowym agentem. A ten poinformował spółkę przewozową, że wszyscy pracownicy sprzedający bilety zrezygnowali z pracy. – W związku z tą wyjątkową sytuacją kasa biletowa jest nieczynna i obecnie prowadzimy priorytetowe działania nad jej uruchomieniem. Agent jest na etapie poszukiwania nowych osób celem rozpoczęcia sprzedaży biletów – wyjaśnia rzecznik i dodaje, że bilety można nabyć za pośrednictwem strony internetowej, platformy biletowej i aplikacji mobilnej oraz w salonikach prasowych, automatach biletowych i u obsługi pociągu bez pobierania dodatkowych opłat.
Ten ostatni sposób bardzo dobrze się sprawdza na lokalnych trasach, ale podróży do Jastarni bez wcześniej kupionego biletu nikt nie zaryzykuje. Tymczasem sezon urlopowy właśnie się zaczyna. Nieoficjalnie mówi się, że na rezygnację z pracy bocheńskich kasjerek miały wpływ minimalne zarobki. Dlatego znalezienie zastępstwa może być trudne.
A kasy nie ma…
REKLAMA
REKLAMA
























