To miał być zwykły codzienny kurs z Sanoka do Krakowa. Autobus marki Iveco, należący do sanockiej firmy, miał tylko 28 miejsc. Bilety zarezerwowało 17 osób, pozostali czekali na przystanku. Bus wyjechał do Krakowa we wtorek 27 sierpnia wczesnym rankiem – o godzinie 5.20. Jechał przez Brzozów, Krosno, Tarnów, Brzesko i Bochnię, pokonując trasę nie autostradą, lecz dawną krajową czwórką. Niestety tą drogą wciąż jeździ wiele tirów.
Pasażerów wiózł do Krakowa 57-latek z Leska, mający wieloletni staż za kierownicą. Doskonałe znał trasę przez Łapczycę, bo często nią jeździł. Mimo poranka ruch na drodze był duży, bus nieraz stawał w korku. Na przednim siedzeniu, tuż obok kierowcy autobusu, podróżowała 39-letnia Agata M. z dziesięcioletnim synem Karolem. Pochodzili z powiatu brzozowskiego na Podkarpaciu, jechali na konsultację do specjalisty w krakowskiej klinice dziecięcej. Również z przodu pojazdu siedział 53-letni mężczyzna. Pozostali pasażerowie zajęli miejsca z tyłu.
W podbocheńskiej Łapczycy bus zjeżdżał ze wzniesienia, przed nim jechała ciężarówka. Nagle kierowca przejechał na przeciwny pas ruchu i zderzył się czołowo z jadącym z przeciwka ciężarowym manem z przyczepą. – Do wypadku doszło na prostym odcinku drogi, na suchej nawierzchni jezdni, przy dobrej widoczności – informuje bocheńska policja.
Potem kierowca tłumaczył mundurowym, że miał niesprawne hamulce, przestraszył się i usiłował uniknąć zderzenia z jadącym przed nim autem, dlatego przejechał na przeciwny pas ruchu. Liczył, że będzie pusto. Tymczasem ciężarowy man próbował w ostatniej chwili ominąć autobus, zjechał z jezdni, otarł się o drzewo i wjechał na przydrożną posesję. Cudem ocalał stojący kilka metrów dalej dom. Jednak tirowi nie udało się uniknąć zderzenia, bo droga była zbyt wąska. Siła uderzenia zmiażdżyła prawy narożnik busa, a potem obróciła samochód. Obaj kierowcy byli trzeźwi.
Dokładnie o godzinie 8.39 o wypadku zostało powiadomione tarnowskie pogotowie. Minutę później informacje trafiły na policję i do straży pożarnej. Do Łapczycy wysłano osiem karetek z ratownikami: dwie z Bochni i Niepołomic oraz po jednej z Gdowa, Muchówki, Brzeska i Świniar. Ponadto wezwano dwa lotnicze pogotowia ratunkowe z Krakowa i Kielc.
– Poszkodowanych było 20 osób, w tym 17 trafiło do czterech szpitali w Krakowie oraz lecznic w Bochni i Brzesku. W najpoważniejszym stanie był dziesięciolatek, ratownicy musieli go reanimować. Helikopter przewiózł chłopca wraz z matką do dziecięcego szpitala w Prokocimiu. O godzinie 10 już wszyscy ranni byli w szpitalach – relacjonuje Kazimiera Kunecka, dyrektorka tarnowskiego pogotowia.
Niestety, stan Karolka był bardzo ciężki, mimo wysiłków lekarzy życia dziecka nie udało się uratować. Chłopiec zmarł jeszcze tego samego dnia wieczorem na oddziale intensywnej terapii, jego matka wypisała się z krakowskiej lecznicy na własne żądanie. Sekcja zwłok dziecka potwierdziła, że Karol miał poważne obrażenia nie tylko czaszki i mózgu, ale również całego ciała.
– To spowodowało jego śmierć – wyjaśnia Elżbieta Potoczek-Bara, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Tarnowie.
Drugi śmigłowiec zabrał ciężko rannego, 53-letniego mężczyznę również do Krakowa. Obrażenia pozostałych kilkunastu pasażerów nie były groźne, mieli jedynie otarcia, stłuczenia i siniaki. Większość opuściła szpital już po kilku godzinach od wypadku. Kierowca busa miał obrażenia głowy i złamane kilka żeber. Ciężarówkę prowadził 58-letni mieszkaniec podkrakowskich Zielonek, nic mu się nie stało.
Droga w obu kierunkach była zablokowana przez pięć godzin. Osobom, które mogły kontynuować podróż do Krakowa, pracownicy Urzędu Gminy w Bochni zapewnili transport, a wcześniej w pobliskiej szkole zorganizowano niezbędną pomoc, m.in. częstowano ofiary wypadku herbatą.
Prokuratura Rejonowa w Bochni wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu drogowym. Po obejrzeniu miejsca wypadku i obu aut śledczy zlecili biegłemu zbadanie busa i wydanie opinii, jaki był stan techniczny samochodu, którym podróżowali pasażerowie. W minionym tygodniu prokurator jeszcze czekał na wyniki opinii eksperta. Jednocześnie kierowca busa usłyszał zarzut nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym, zagrażającej życiu i zdrowiu pasażerów.
– Mężczyzna jechał z nadmierną prędkością: około 60 km na godzinę w terenie zabudowanym. W naszej ocenie nie zachował należytej ostrożności ani bezpiecznej odległości od samochodu, który jechał przed nim – tłumaczy rzeczniczka prokuratury. Kierowca zjechał na lewy pas, nie upewniając się, czy jedzie tam jakiś pojazd.
Podejrzany nie przyznał się do winy, tłumaczył, że miał awarię hamulców i nie chciał uderzyć w jadące przed nim auto. Może spędzić w więzieniu od sześciu miesięcy do ośmiu lat.
Kto zawinił w Łapczycy?
REKLAMA
REKLAMA




















![Kolizja na ruchliwym skrzyżowaniu w Tarnowie. Ruch odbywa się wahadłowo [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2025/12/Zdjecie-WhatsApp-2025-12-06-o-15.28.05_165d4e1c-218x150.jpg)



