Polonez wygląda tak, jakby przed chwilą opuścił fabrykę. A może nawet lepiej, jeśli uwzględni się jakość produkcji w nieistniejącej już FSO na Żeraniu. Każdy detal wychuchany i dopieszczony, to od razu rzuca się w oczy. Co jeszcze się rzuca? Oczywiście kolor samochodu. Kiedyś taki kolor naród określał jasno i bez pardonu: sraczka sekretarza Gierka.
W tym przypadku wszystko musi być oryginalne, łącznie z barwą lakieru. Ten ma symbol L57 i oficjalnie określany jest jako brązowo-złocisty, a w przeszłości potocznie jako sraczkowaty.
Polonez lśni. Jego właściciel, Paweł Wojnicki, przedsiębiorca z Zaborowa koło Brzeska, miłośnik i znawca starej motoryzacji, zajmował się nim w warsztacie przez dwa lata jak małym dzieckiem. W końcu wyniańczył liczący się w kraju zabytek rodzimej motoryzacji.
– Najpierw poloneza nabył kuzyn od swego wujka, a potem ja od kuzyna – opowiada. – Zależało mi, gdyż zorientowałem się, że mamy do czynienia z „Borewiczem”, czyli z polonezem pochodzącym z pierwszego okresu produkcji. Coraz trudniej takie auto spotkać.
To tylko fragment tekstu… |
![]() Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów. Wykup nielimitowany dostęp BEZ REKLAM do wszystkich treści i wydań elektronicznych tygodnika TEMI. Jesteś już subskrybentem? Zaloguj się |

























