Kto zapłaci za szkody?

0
powodz szczucin
powodz-szczucin
REKLAMA

Straty, jeszcze nie do końca oszacowane, są ogromne, a największe ponieśli rolnicy i plantatorzy głównie ziemniaków i truskawek, których uprawa jest podstawowym źródłem utrzymania dla całych wsi. Akurat wtedy, gdy truskawki zaczęły dojrzewać, rozpadało się na dobre, większość owoców zgniła więc na polach. Na szczęście coraz więcej rolników ubezpiecza się na wypadek klęsk żywiołowych, takich jak powodzie, gradobicia i huragany. Przez prawie dwa tygodnie dąbrowska straż pożarna, wspierana przez jednostki OSP z całego powiatu, każdego dnia po kilkadziesiąt razy wyjeżdżała do interwencji związanych z lokalnymi podtopieniami. – Mieszkańcy zgłaszali, że mają pozalewane domy i budynki gospodarcze, interweniowaliśmy wielokrotnie z powodu zalanych dróg. Najczęściej wyjeżdżaliśmy do gmin Szczucin i Olesno, gdzie wylewały lokalne rzeki – Breń i Żabnica – wyjaśnia Dariusz Sosin z dąbrowskiej PSP. – Do ogromnej części podtopień przyczyniają się sami właściciele posesji, zasypują przydrożne rowy, wyrzucają do nich śmieci, a nadmiar wody wylewa się na podwórka i do domów.
Najgroźniejsza sytuacja panowała w gminie Szczucin, gdy zamknęły się śluzy na Wiśle i niemieszcząca się w korytach rzek woda zaczęła wypływać na pola. Ogółem, jak mówi burmistrz Jan Sipior, pod wodą znalazło się około 30 procent powierzchni upraw. – Ludzie ponieśli ogromne straty, a niestety duża liczba rolników nie jest ubezpieczona – informuje burmistrz. – Od  czasu jednej z większych powodzi, jaka dotknęła nasze tereny w 1997 roku, sytuacja pod tym względem poprawiła się znacznie, gdyż wtedy ubezpieczenia w rolnictwie należały do rzadkości. Już od lat ubezpieczenia domów i budynków gospodarczych w rolnictwie są obowiązkowe, natomiast jeśli chodzi o uprawy, jest dowolność. W dalszym ciągu zbyt wielu rolników nie ubezpiecza upraw, bo składki są zbyt wysokie, wolą ryzykować i nie płacić.
Stan pogotowia przeciwpowodziowego wprowadzono  także w gminie Dąbrowa. Woda wdarła się do wielu budynków, jednak i tu największe straty są na polach uprawnych. – Pod wodą znalazło się blisko tysiąc hektarów pól – wylicza burmistrz Dąbrowy, Stanisław Początek. – Woda nie była wysoka, ale stała przez długi czas, a to spowodowało zniszczenie upraw. Od wielu lat apelujemy do rolników, aby ubezpieczali pola, sytuacja pod tym względem jest co roku lepsza, ale w dalszym ciągu niezadowalająca. Burmistrz Początek mówi, że w przypadku, gdy woda, tak jak w tym roku, nie jest zbyt groźna i nie zostaje ogłoszony stan klęski, wówczas sprawą wielce problemową pozostaje wypłata odszkodowań dla tych, którzy nie mają polis ubezpieczeniowych. – Mieszkańcy uważają, że jest to zadanie gminy, ale nic bardziej mylnego – dodaje burmistrz. – Najbardziej poszkodowanym możemy pomóc jedynie poprzez Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej, ale ten przed udzieleniem pomocy osobom, które się do niego zwrócą, musi sprawdzić dochody całej rodziny. Często okazuje się, że mimo iż rodzina poniosła duże straty, pomoc jej się nie należy. Dlatego sprawą tak ważną jest, aby rolnicy ubezpieczali swoje uprawy.  
Jak się okazuje, nie zawsze jest to takie proste. – Towarzystwa ubezpieczeniowe, które mają swoje agendy w naszej gminie, nie chcą ubezpieczać upraw leżących na terenach zalewowych, a proponowana przez nie wysokość składek jest dla większości rolników nie do przyjęcia – mówi szef zarządzania kryzysowego w gminie Olesno, Józef Woźniak. – Tak więc rolnicy w naszej gminie ubezpieczają się głównie od gradobicia, bo te często nas nawiedzają, ale tym razem pod wodą znalazło się u nas blisko 2 tysiące hektarów upraw. A z wcześniej podanych powodów większość z nich nie była ubezpieczona. Rolnicy ponieśli ogromne straty, bo większość upraw zboża, fasoli  czy kukurydzy została zniszczona.
– Wysokość składki zależy od ryzyka, na jakie narażone są uprawy, im jest ono wyższe, tym opłaty droższe – wyjaśnia Adam Pokrowski, przedstawiciel jednego z bardziej znanych na Powiślu towarzystw ubezpieczeniowych. – Obszar powiatu dąbrowskiego jest dość specyficzny, bowiem tam większość pól uprawnych znajduje się na terenach zagrożonych powodzią. Gdybyśmy chcieli wypłacać odszkodowania, które faktycznie pokryłyby poniesione starty, to wysokość składki musiałaby się równać wartości zbiorów. O wysokości składek decyduje także liczba ubezpieczonych, im jest ona wyższa, tym składki są niższe. A niestety, na terenie Powiśla, czyli w strefie wysokiego ryzyka, większość rolników po macoszemu traktuje sprawy związane z ubezpieczaniem upraw i zwierząt. Na szczęście liczba ubezpieczonych, choć bardzo powoli, ale stale rośnie.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze