– „Miasteczko zbrodni” to najnowsza pani książka, która opisuje sprawę zabójstwa 17-letniej Iwony Cygan ze Szczucina, to próba rekonstrukcji tragicznych zdarzeń sprzed 20 lat, oparta na relacjach świadków, do których pani dotarła, i na dokumentach procesowych. To także próba opisu niejasnych powiązań polityczno – towarzysko – biznesowych w gminie Szczucin, swoistego układu, który przez lata miał stać na straży tego, by sprawcy zabójstwa Iwony nigdy nie zostali wykryci. W jakich okolicznościach zetknęła się pani z tą sprawą i co ją skłoniło do zajęcia się tą ponurą historią?
W lokalnej prasie ukazywały się krótkie teksty o zabójstwie Iwony. Pamiętam, że przeraziła mnie zmowa milczenia panująca wśród mieszkańców Szczucina, jeszcze wtedy nie wiedziałam, skąd się ona bierze. Zadzwoniłam do siostry Iwony, Anety. Była zrozpaczona. Opowiadała mi, że od lat odbijają się od muru bezduszności i znieczulicy organów ścigania. Pomyślałam wtedy, że może da się coś zrobić, pomóc tej rodzinie. Postanowiłam napisać pierwszy reportaż, potem kolejne, aż w końcu książkę. Taka rola dziennikarza.
– W jaki sposób udało się pani namówić niektóre osoby ze Szczucina lub okolicy do rozmowy? Jak wiemy, przez prawie 20 lat w tej sprawie trwała zmowa milczenia, czy może „zmowa bojaźni”, jak twierdzi jeden z pani rozmówców.
– Wielu z nich musiałam zagwarantować anonimowość. Niektórzy poprosili mnie wręcz o całkowitą zmianę danych osobowych, żeby nikt nie domyślił się, kim są. Jedna osoba nie chciała wejść ze mną do kawiarni w oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów mieście, bo bała się, że ktoś ją zobaczy. Musieliśmy rozmawiać w samochodzie. Mało kto w Szczucinie chce otwarcie rozmawiać o zabójstwie Iwony.
– Jak wynika z tekstu książki, sporo osób w Szczucinie jeszcze nie przemówiło, a niektóre – jak pani relacjonuje – podczas próby nawiązania kontaktu w pobliżu ich domostw poszczuły ją psem, by mieć święty spokój. Czy zdaniem pani, mogą to być ważni świadkowie, którzy „wolą nie pamiętać”? Czy nad Szczucinem ciągle unosi się mgła strachu?
– Tak, myślę, że w Szczucinie, i nie tylko, jest jeszcze sporo osób, które mogłyby wnieść wiele istotnych informacji do sprawy, ale milczą, bo się boją.
– Z książki wyłania się obraz wręcz Dzikiego Zachodu, na którym jednak długo nie pojawia się sprawiedliwy szeryf, który chce zaprowadzić porządek, a jak się pojawia, to na krótko i potem znika. Znika, bo ktoś ważny nie chce, aby poprowadził dalej to śledztwo, mimo że zmierza ono we właściwym kierunku. Dużo miejsca w książce poświęca pani indolencji organów ścigania. Wiemy już, że 14 policjantów ze Szczucina i Dąbrowy Tarnowskiej zostało oskarżonych za tuszowanie sprawy, ale czy według pani ktoś jeszcze – spoza kręgu policji – powinien ponieść odpowiedzialność za, nazwijmy to oględnie, brak rezultatów w wieloletnim śledztwie?
– Proszę zwrócić uwagę, że nad śledztwem czuwał dąbrowski, a potem tarnowski prokurator i jego zwierzchnicy. Nadzór nad postępowaniem miała też komenda wojewódzka policji – najpierw tarnowska, a potem małopolska. Nikt nie zauważył żadnych nieprawidłowości? Wydaje się to mało prawdopodobne. Polecenie „ukręcenia” tego śledztwa musiało przyjść z góry. Obawiam się, że jak we wszystkich dużych aferach w Polsce, ukarani zostaną tylko bezpośredni wykonawcy, a ci, którzy pilnowali, żeby sprawa nie wyszła przez dwadzieścia lat, nie zostaną nawet wskazani.
– Istotnie, lektura książki nasuwa nieodparte wrażenie, że od początku za sprawą zabójstw ktoś stał, czuwał, żeby sprawcy pozostali bezkarni, ale pisze pani również, że jest tak do dzisiaj, że się to nie skończyło. Informuje pani, że wielu oskarżonych w procesie, który od czerwca ub. roku odbywa się w sądzie w Rzeszowie, ma obrońców z najwyższej półki, znanych w Polsce, a więc bardzo drogich. Przytacza pani pogłoskę, że jeden z nich wycenił swoje honorarium na 300 tysięcy złotych, a jednocześnie daje do zrozumienia, że większości oskarżonych nie byłoby stać na tak znakomitych adwokatów. Czy sugeruje pani, że ktoś niewidzialny opłaca ich pracę?
– Cóż, wnioski nasuwają się same. Ja tylko przytaczam fakty, ich interpretację pozostawiam czytelnikom.
– Wspomina pani również aferę gospodarczą związaną ze znaną szczucińską spółką Tankpol sprzed kilkunastu lat. Dlaczego pani to robi, czy ma to jakiś związek ze sprawą Iwony Cygan?
– W książce opisuję firmę Tankpol i jej szefa, Romana M., jako element pewnego lokalnego układu władzy, który rządził w miasteczku. Firma ta jako pierwsza zadeklarowała nagrodę dla osoby, która pomoże w ustaleniu zabójcy Iwony, ale nigdy nie przekazała wójtowi pieniędzy na ten cel. Za to krótko po ogłoszeniu nagrody tajemniczą śmiercią zginął Tadeusz Drab, pierwszy odważny, który chciał się zgłosić po pieniądze w zamian za zeznania. Uważam, że są to okoliczności, które trzeba wyjaśnić. Podobnie jak zakrapiane alkoholem imprezy z wójtem, proboszczem i tarnowskimi politykami w restauracji „Zajazd Leśny” należącej do Tankpolu, i w innych miejscach. Wiele osób w Szczucinie wskazuje także na bliską znajomość Romana M. z oskarżonym Józefem K. i nieżyjącym już „Trabantem”. Czy znajomość ta ma związek z zabójstwem Iwony lub późniejszym tuszowaniem tej zbrodni – nie wiem. Szkoda, że pan Roman M. nie zgodził się odpowiedzieć na moje pytania i wyjaśnić wątpliwości.
– Na początku książki znajduje się lista tajemniczych śmierci, jakie w ciągu ostatnich 20 lat wydarzyły się w Szczucinie lub okolicy. Poza znanymi przypadkami dotyczącymi Tadeusza Draba, Marka Kapela czy Wojciecha Sołtysa, którzy przypuszczalnie zostali zamordowani, bo „coś wiedzieli”, mamy tam nazwiska jeszcze 13 innych osób. Wrażenie robi historia niektórych samobójstw lub zastanawiających wypadków z udziałem młodych chłopaków, których na pewno wiązało to, że razem trenowali piłkę nożną w Wiśle Szczucin. Pani w ich przypadku szuka jeszcze punktów stycznych ze sprawą Iwony Cygan, czasem, jak się wydaje, dosyć wątłych. Czy nie ma pani wrażenia, że do pewnego stopnia uległa atmosferze wielkiej podejrzliwości, którą dobrze wyczuwa się w miasteczku?
– Nie twierdzę, że wszystkie tajemnicze zgony z ostatnich lat, do których doszło w Szczucinie i okolicach, na pewno wiążą się ze sprawą Iwony. Ale niepokojące jest, że w tej małej i na pozór spokojnej gminie było ich tak dużo, wiele miało dziwny przebieg i żadne z nich nie zostało do końca wyjaśnione. Może ktoś kiedyś znajdzie powiązania między tymi zgonami. Ja mam przeczucie, że przynajmniej niektóre z nich się ze sobą łączą.
– W książce Szczucin określa się, tak jak w tytule, „miasteczkiem zbrodni” albo „zakątkiem diabła”. To prawda, zdarzyły się tam rzeczy, z powodu których czuje się ciarki na plecach, zdarzył się dziwny układ w rodzaju „pieniądze, władza i polityka”, który podobno jeszcze nie całkiem wygasł, z drugiej strony w tym 4-tysięcznym miasteczku sporo osób w końcu zdobyło się na odwagę i postanowiło zeznawać w prokuraturze. Mamy tu 34 świadków incognito, zdecydowaną większość ze Szczucina. A więc w tym „zakątku diabła” znaleźli się także ludzie, którzy zmierzyli się z prawdą i dzięki którym możliwe było postawienie zarzutów domniemanym sprawcom. Może więc ten Szczucin nie jest do końca aż taki zły?
– Nie twierdzę, że Szczucin jest zły, ani że mieszkają tu źli ludzie. Wyraźnie piszę w książce, że mieszkańcy milczeli nie dlatego, że był im obojętny los Iwony i jej rodziny, ale dlatego, że zostali skutecznie zastraszeni. Po serii tajemniczych zgonów osób, które odważyły się mówić, ludzie się po prostu bali. Wiedzieli, co się dzieje w mieście. Widzieli, z kim zadają się lokalni policjanci. Dlatego ja się wcale mieszkańcom Szczucina nie dziwię. Natomiast jestem pełna szacunku i podziwu dla tych, którzy po przejęciu sprawy przez Prokuraturę Krajową zdecydowali się zeznawać. To na pewno nie była łatwa decyzja. W tak małym miasteczku wszyscy się znają, było oczywiste, że sprawcy się w końcu dowiedzą, kto zdecydował się mówić. Uważam, że świadkowie incognito wykazali się ogromną odwagą. Bez nich tego procesu by nie było.
– Czy podczas gromadzenia materiałów do książki zdarzyły się sytuacje, które w szczególny sposób zaskoczyły panią?
– Zaskoczyło mnie, że w tak małym miasteczku, jakim jest Szczucin, potrafiła się rozrosnąć tak silna przestępcza pajęczyna, być może nawet międzynarodowa. Zaskoczyło mnie, że lokalni bandyci byli w stanie zastraszyć tak wiele osób. Zdziwiła mnie łatwość, z jaką funkcjonariusze publiczni dali się wciągnąć w te sidła. Wreszcie zaskoczyło mnie, że w Szczucinie wciąż są osoby, które uważają, że to Iwona jest winna. Jest winna tego, że zginęła. Stopień zakłamania niektórych ludzi jest nieprawdopodobny.
– Jak już wspomniałem, w rzeszowskim sądzie toczy się proces w sprawie zabójstwa Iwony Cygan, głównymi oskarżonymi są Paweł K., „Młody Klapa”, i jego ojciec, Józef K., „Stary Klapa”. Czy wierzy pani, że wszystkie wątpliwości dotyczące tej sprawy zostaną kiedyś w pełni wyjaśnione, czy kiedykolwiek poznamy tych, którzy także powinni zasiąść na ławie oskarżonych, ale ciągle nie wiadomo, kim oni są?
– Bardzo bym chciała, żeby tak się stało. Potrzebna jest do tego wola polityczna, odwaga i pełna determinacja, aby tego typu patologiczne struktury niszczyć. Na razie nie widzę żadnej gotowości, żeby wyjaśnić tę sprawę „do podszewki”. Mam wrażenie, że prokuraturze zależy wyłącznie na skazaniu bezpośrednich wykonawców zbrodni i mataczenia. Na wyjaśnieniu tego, kto zlecił mataczenie, kto pilnował, aby sprawa przez dwadzieścia lat nie wyszła i co tak naprawdę wydarzyło się w Szczucinie – moim zdaniem nikomu, poza rodziną, nie zależy.
– Czy obserwuje pani toczący się proces w Rzeszowie? Jakie są pani wrażenia?
– Oczywiście, obserwuję proces i bardzo żałuję, że sąd nie pozwolił na relacjonowanie go w mediach, bo w sali rzeszowskiego sądu dzieją się niezwykle ciekawe rzeczy. Niektórzy świadkowie z pełną determinacją próbują wmówić sądowi, że są niepoczytalni. Na przykład utrzymują, że podczas przesłuchań mówili to, co im dyktował prokurator. Za wszelką cenę, nawet kosztem śmieszności, próbuje się uczynić ich niewiarygodnymi. Nikt nie przyznaje się do winy. Nawet ci, którzy w trakcie śledztwa opowiadali o okolicznościach zbrodni, teraz wycofują się z zeznań. Adwokaci oskarżonych sprawiają wrażenie zwartej gwardii gotowej bronić nie tylko swojego klienta, ale też wszystkich pozostałych. Mam wrażenie, że wszystkie siły zostały rzucone, żeby koszty – i nie mówię tu o pieniądzach – tego, że ta sprawa trafiła w końcu przed sąd, były jak najmniejsze.
– Czy nie obawia się pani, że jeśli komuś z dzisiejszych oskarżonych, opisanych w książce, uda się wyjść obronną ręką z procesu sądowego, wtedy jej wytoczy proces o zniesławienie? W dodatku niektóre znane w regionie Tarnowa osoby w pani książce ukazane są w co najmniej dwuznacznym świetle…
– We wszystkich moich tekstach opieram się na dokumentach ze śledztwa, ustaleniach prokuratury i relacjach świadków, do których sama dotarłam. Informacje od osób, z którym rozmawiam, jeśli tylko było to możliwe, potwierdzam w innych źródłach. Nie boję się żadnego procesu.
– Domyślam się, że w książce znalazła się tylko część pani reporterskiej wiedzy na temat tej strasznej historii i jej otoczki. Zresztą zapowiada pani dalszy ciąg swojego dziennikarskiego śledztwa. O czym będzie drugi tom „Miasteczka zbrodni”?
– Drugi tom, mam nadzieję, powstanie po zakończeniu procesu. Świadkowie z pewnością ujawnią na sali sądowej wiele nowych informacji. Być może ludzie, którzy wciąż milczą, odważą się mówić. Liczę też na to, że w drugiej części uda się znaleźć odpowiedź na pytanie zadane w pierwszej – dlaczego Iwona zginęła i kto przez dwie dekady torpedował śledztwo.
– Dzisiaj jeszcze pani nie wie, co było przyczyną zabójstwa dziewczyny?
– Być może Iwona zginęła dlatego, że z powodu wiedzy, którą zdobyła, stała się zagrożeniem dla grupy przestępczej, działającej w Szczucinie.
***
MONIKA GÓRA, dziennikarka i scenarzystka, absolwentka dziennikarstwa UJ. Współpracowała przy realizacji telewizyjnych seriali dokumentalnych, zrealizowała kilkadziesiąt reportaży dla programu „Uwaga” w TVN i Ekspresu Reporterów w TVP 2. Autorka ponad stu scenariuszy telewizyjnych. Laureatka I nagrody za scenariusz filmu dokumentalnego w konkursie „Trzy Korony – Małopolska Nagroda Filmowa 2015”. Współpracuje z magazynem reporterskim „Duży format” w Gazecie Wyborczej. Jej książka „Miasteczko zbrodni”, opowiadająca o sprawie zabójstwa Iwony Cygan ze Szczucina, przygotowana przez Grupę Wydawniczą Foksal, właśnie trafiła do księgarń.
Książkę „Miasteczko zbrodni” można kupić w biurze ogłoszeń TEMI, mieszczącym się na parterze Centrum Handlowego Świt w Tarnowie, pon. – pt. w godz. 9 do 20 oraz w soboty od 9 do 17.
























