Lokalny układ chronił zabójców

0
Iwona Cygan grob
Iwona-Cygan grob
REKLAMA

Zatrzymanych zostało kilka innych osób, kolejne prawdopodobnie też znajdą się w kręgu zainteresowania organów ścigania. Wielu zastanawia się, dlaczego wcześniej nie było możliwe do ustalenia to, co jest możliwe teraz, po tylu latach. Mec. Ireneusz Wilk, pełnomocnik rodziny Cyganów, mówi nam, że jest przekonany o istnieniu lokalnego układu, który długi czas utrudniał dotarcie do sprawców okrutnego mordu.
Kiedy do opinii publicznej przedostają się nowe fakty związane ze zbrodnią spod Szczucina, coraz więcej osób zadaje sobie pytanie, dlaczego wcześniej organa ścigania wykazywały tyle bezradności w wielokrotnie umarzanym śledztwie. Czy tylko dlatego, że w Szczucinie, małym, 2-tysięcznym miasteczku, panowała twarda zmowa milczenia? Czy wówczas nie było sposobu na to, żeby ją przełamać?
Mec. Ireneusz Wilk jest warszawskim adwokatem. W przeszłości był pełnomocnikiem rodziny Olewników spod Płocka, znanej z bardzo głośnej sprawy zabójstwa Krzysztofa Olewnika, występował też jako pełnomocnik ofiar tzw. mafii świętokrzyskiej, która dopuściła się kilkuset groźnych przestępstw. Od 2009 roku reprezentuje rodzinę Cyganów ze Szczucina. Od początku jest przekonany, że wieloletni brak postępów w śledztwie dotyczącym zabójstwa Iwony nie był przypadkowy.
– Cały czas podtrzymuję to, co już powiedziałem wcześniej. Uważam, że na niewykrycie sprawców tego przestępstwa miał wpływ funkcjonujący lokalny układ, nieformalne powiązania między osobami, które zajmowały się śledztwem, a osobami, które znalazły się w kręgu zainteresowania organów ścigania.


Przeciek kontrolowany?
Mec. Wilk jest powściągliwy w tym, co mówi.
– Na razie nie mogę ujawniać żadnych szczegółów. Na to przyjdzie czas. Wczoraj miałem spotkanie w prokuraturze w Krakowie. Pewnych informacji nie wolno mi przekazywać. Taką mam umowę z prokuratorem i muszę jej dotrzymać. Mogę tylko powiedzieć, że ja i rodzina nieżyjącej Iwony jesteśmy zadowoleni z obecnych działań prokuratury. Osobiście uważam je za w pełni profesjonalne. Są to działania, których długo oczekiwaliśmy, były przez nas pożądane.
Dziś postępowanie, przeniesione w ub. roku z Prokuratury Okręgowej w Tarnowie, prowadzi Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Krakowie. Dziennikarzom nie udziela się żadnych informacji poza tą, że sprawa ma „charakter rozwojowy”.
Mimo to do mediów przedostaje się zaskakująco dużo informacji. Jeden z policjantów, z którym rozmawialiśmy, przypuszcza, że może dochodzić do zamierzonego, kontrolowanego przecieku, który ma na celu ośmielić ludzi, którzy coś wiedzą na temat zabójstwa nastolatki, ale ciągle się wahają, czy mówić.

Znikające dowody
Policjant twierdzi, że wielce prawdopodobne jest, że w Szczucinie działał „układ zamknięty”, który długo chronił sprawców zbrodni przed odpowiedzialnością karną.
Wciąż zagadkowa wydaje się rola w tej historii niektórych ludzi zatrudnionych w policji w Szczucinie i Dąbrowie Tarnowskiej. Wiadomo tylko, że wkrótce po zabójstwie Iwony działy się rzeczy, które zastanawiały rodzinę Cyganów. W październiku 1998 roku, dwa miesiące po zabójstwie Iwony, jej rodzice otrzymali telefon, aby zgłosić się do komendy policji w Dąbrowie po zabezpieczoną odzież córki. Odzież zapakowana w czarny worek została odebrana. Wielkie zaskoczenie przeżyła rodzina, gdy około trzy tygodnie później w domu pojawili się policjanci i poprosili o rzeczy, które wcześniej wydali. Tłumaczyli, że dowody rzeczowe powinny znajdować się jednak w komendzie. Odzież zabrali, nie pozostawiając żadnego potwierdzenia. Później okazało się, że prokuratura nie wydawała jakiegokolwiek postanowienia w sprawie odbioru rzeczy od Cyganów. Ubrań nie odnaleziono do tej pory…

REKLAMA (2)

Ściany mają uszy
Ojciec zamordowanej dziewczyny w rozmowie z dziennikarką „Gazety Wyborczej” tak wspominał wizytę siostry Iwony w komendzie policji w Dąbrowie Tarnowskiej: „Tam sprawę prowadził taki młody policjant. Szybko się zorientował, że policja jest w to wmieszana. Jak ktoś tam wchodził, to dwa nazwiska na K. – nie mówmy o nich, zmieniamy temat. W końcu jej powiedział, że nic nie da się zrobić. Ściany mają uszy”.
Jedno z nazwisk na „K” należy do poszukiwanego listem gończym 46-letniego Pawła K. Prokurator podejrzewa go o zabójstwo Iwony Cygan ze szczególnym okrucieństwem. Z dotychczasowych ustaleń wynikało, że od pewnego czasu przebywa on w Austrii. Sąd Okręgowy w Tarnowie na wniosek prokuratury wydał Europejski Nakaz Aresztowania (ENA). W ubiegłym poniedziałek mężczyzna został zatrzymany w tym kraju przez austriacką policję.
– W takich przypadkach uwzględnia się wiarygodne informacje o tym, iż poszukiwany może znajdować się poza granicami kraju, że chodzi o popełnienie przez niego poważnego przestępstwa itp., natomiast sąd nie bada zebranego materiału dowodowego. O wydanie ENA decydują przede wszystkim kwestie formalne – wyjaśnia Tomasz Kozioł, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Tarnowie.

REKLAMA (3)

Utrudnianie śledztwa
Drugie nazwisko na „K” ma należeć do Roberta K., właściciela lokalu, dobrego znajomego Pawła K., który również pracował w Austrii. W przeszłości obydwaj dopuścili się pobicia dwóch młodych mężczyzn, którzy im się narazili, za co otrzymali wyroki w zawieszeniu.
Z wymienionymi mężczyznami dobrze znali się niektórzy policjanci z Powiśla. Do tej pory w związku ze śledztwem krakowskiej prokuratury zatrzymanych zostało trzech – Grzegorz J., Jacek S. i Leszek W.; jeden z nich wciąż pozostawał w czynnej służbie. Mężczyznom zarzuca się utrudnianie śledztwa w jego początkowych etapach, niedopełnienie obowiązków i poplecznictwo.
Ojciec Iwony twierdzi, że córka jednego z tych funkcjonariuszy chodziła do tej samej szkoły, co Iwona, a sam policjant jako pierwszy zjawił się w ich domu, gdy odnaleziono zwłoki dziewczyny.

Śmiali się w twarz
W aktach śledztwa pojawia się również postać czwartego byłego funkcjonariusza policji, Andrzeja Ł., który kiedyś pracował w Wydziale Dochodzeniowo-Śledczym KRP w Dąbrowie. Po zabójstwie Iwony Cygan wyjechał na kilka lat do USA. Po powrocie do kraju w 2009 r. został przesłuchany przez badających już wtedy sprawę policjantów z krakowskiego Archiwum X. Wkrótce potem znów wyjechał do Ameryki. Nie wiadomo, czy miał on jakikolwiek związek ze sprawą.
Pojawiają się też informacje, których na razie nikt oficjalnie nie potwierdza, że śledczy z Krakowa interesują się postawą niektórych prokuratorów, którzy w minionym czasie zajmowali się tropieniem zabójcy lub zabójców dziewczyny ze Szczucina. Być może uda się odpowiedzieć na pytanie, czy doszło z ich strony do zaniedbań, a jeśli tak, to jaki był ich charakter i czy mogły one mieć tzw. drugie dno.
– Jeśli chodzi o wyjaśnienie wielu zagadek związanych ze sprawą zabójstwa, o dojście do prawdy, jestem dziś dobrej myśli – mówi mec. Wilk.
Dodaje, że rodzina Cyganów była niesłychanie zdeterminowana, aby sprawcę czy sprawców morderstwa spotkała wreszcie sprawiedliwość.
– Nigdy nie zapomnę, jak pani Czesława, matka Iwony, opowiadała z żalem, że morderców jej córki często spotyka na ulicy i że śmieją się jej prosto w twarz.
Czesława Cygan zmarła na serce kilka lat temu.
Do dzisiaj najmniej wiadomo o motywie zbrodni. Piotr Krupiński, naczelnik krakowskiego wydziału Prokuratury Krajowej powiedział niedawno, że śledczy znają już powód zbrodni, ale na razie nie mogą go ujawnić.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze