Takie historie często zaczynają się niewinnie, ale potem przeradzają w problem. Tak było i tym razem, gdy któregoś dnia Ryszard Pawlik (imię i nazwisko zmienione) pojawił się w sklepie spożywczym w Radgoszczy. Spotkał tam dwóch policjantów drogówki z Komendy Powiatowej Policji w Dąbrowie Tarnowskiej, którzy robili zakupy.
– Zażartowałem wtedy do sprzedawczyni, że policjanci mają fajną robotę, skoro nawet w czasie pracy mogą udać się na zakupy. Tamci odpowiedzieli, że im wszystko wolno – relacjonuje pan Ryszard. I tak niewinna rozmowa szybko przemieniła się w nieprzyjemną wymianę zdań. Jej dalszy ciąg nastąpił już poza sklepem na drodze, w pobliżu której pan Ryszard pozostawił swój samochód.
Łokciem w brzuch
– Policjanci zakomunikowali mi, że podejmują kontrolę drogową, a w chwilę potem jeden z nich podszedł do mnie i mocno uderzył mnie łokciem w brzuch. Zupełnie zaskoczony i przestraszony zadzwoniłem pod numer alarmowy 997 i rozmawiałem z oficerem dyżurnym komendy w Dąbrowie, potem jeszcze z naczelnikiem drogówki. Chciałem, żeby na miejsce przyjechał drugi patrol. Ustaliliśmy w końcu, że mam poddać się kontroli do końca, a później, jeśli zechcę, będę mógł złożyć skargę na funkcjonariuszy. Poczułem się jednak źle, bolał mnie żołądek, zbierało mnie na wymioty. Pojechałem do szpitala powiatowego, zrobiłem obdukcję.
Lekarz w historii choroby napisał: „Brzuch miękki, bolesny przy palpacji. Objaw Goldflamma obustronnie ujemny. Dgn.: powierzchowny uraz brzucha, dolnej części grzbietu i miednicy”.
Pawlik złożył skargę na policjantów, sprawa trafiła do prokuratury najpierw w Dąbrowie Tarnowskiej, następnie w Brzesku. Ta druga wydała postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa. Wcześniej zapoznała się z wersją wydarzeń podawaną przez funkcjonariuszy drogówki. Według nich, spotkany przez nich w sklepie Ryszard Pawlik zachowywał się prowokująco, pozwalał sobie na różne komentarze pod ich adresem, ale oni nie chcieli wdawać się z nim w dyskusję. Kiedy po wyjściu ze sklepu zauważyli, że należący do Pawlika samochód został zaparkowany nieprawidłowo, rozpoczęli kontrolę. Zdaniem policjantów właściciel mercedesa nie chciał poddać się kontroli, uważał ją za bezprawną, zachowywał się niekulturalnie, domagał przyjazdu innego patrolu. Nagle, z niewiadomych przyczyn, chwycił się za brzuch, wykrzykując, że został uderzony przez policjanta.
Nikogo nie biliśmy
Obydwaj funkcjonariusze zgodnie zeznali, że w czasie kontroli żaden z nich nie zbliżył się do Pawlika na odległość mniejszą niż metr. Zarzut o pobicie uznali za bezsensowny.
Prokurator Rejonowy w Brzesku, odmawiając wszczęcia śledztwa, napisał, że decyzja drogówki o przeprowadzeniu kontroli pojazdu należącego do Ryszarda Pawlika była słuszna, natomiast „twierdzenie pokrzywdzonego o użyciu wobec niego siły fizycznej nie znajduje żadnego potwierdzenia i może jawić się jako próba przerzucenia uwagi organów ścigania z osoby podejrzewanej o popełnienie wykroczenia drogowego na osobę funkcjonariusza zmierzającego do urzeczywistnienia odpowiedzialności za ujawnione wykroczenie”.
W zażaleniu na to postanowienie, które Pawlik złożył do Sądu Rejonowego w Dąbrowie Tarnowskiej, podnoszony jest argument, że prokuratura bezkrytycznie przyjęła zeznania dwóch policjantów, nie podjęła próby ich zweryfikowania, nie odsłuchała nagrania zgłoszenia interwencji przez Ryszarda Pawlika, a także nie wzięła pod uwagę opinii lekarza biegłego, według którego mogło dojść do naruszenia nietykalności cielesnej pokrzywdzonego.
Prokurator: „Z zapisów karty informacyjnej SP ZOZ w Dąbrowie Tarnowskiej nie wynika, aby na ciele (…) widoczne były ślady ewentualnego uderzenia – zasinienie, zaczerwienienie, otarcia naskórka – zapisy wskazują jedynie na deklarowany przez badanego, a nieweryfikowalny ból brzucha”.
Słowo przeciwko słowu
Zażalenie Ryszarda Pawlika sąd uznał za bezzasadne.
– Okazuje się, że kiedy nie ma świadków ani nagrania ze zdarzenia, zwykły obywatel skarżący się na policję jest bez szans. Wiarygodna jest policja, a on już nie. Od początku stoi na przegranej pozycji, nie ma się jak obronić. Po uderzeniu mnie przez policjanta ból żołądka odczuwałem przez kilka dni – mówi Pawlik
Z powodu incydentu w sklepie i na drodze Ryszard Pawlik wdał się w wojnę z dąbrowską policją. Twierdzi, że po tym zdarzeniu jest nękany przez funkcjonariuszy na różne sposoby, dlatego musi reagować. – Kiedyś jechał za mną policyjny radiowóz, który należy do Komendy Powiatowej w Dąbrowie, jakby mnie śledząc. Gdy ja się zatrzymałem, i on się zatrzymał niemal zderzak w zderzak. Innym razem zauważyłem, jak przejeżdżający obok mojej posesji jeden z funkcjonariuszy wymachuje w radiowozie wyciągniętym z kabury pistoletem. Te dwa zdarzenia odebrałem jako próbę zastraszenia.
Brak dowodów
Pawlik ze swoimi podejrzeniami udał się do prokuratury w Brzesku, a ta – po przesłuchaniu dąbrowskich policjantów – odpowiedziała: „Zebrany w sprawie materiał dowodowy nie dał podstaw do wszczęcia śledztwa o wskazany czyn”.
Dla Komendy Powiatowej Policji w Dąbrowie Tarnowskiej to również koniec sprawy. – Została złożona skarga na naszych policjantów i zgodnie z obowiązującą u nas procedurą podjęliśmy określone przepisami czynności – informuje kom. Jarosław Kmieć, kierownik Referatu Ruchu Drogowego KP Policji w Dąbrowie Tarnowskiej. – Uważam, że sprawę zbadaliśmy dogłębnie. Nie wykazano jednak, by w trakcie kontroli w Radgoszczy funkcjonariusze przekroczyli swoje uprawnienia, by kontrola przebiegała nieprawidłowo. Pan, który był autorem skargi, otrzymał od nas odpowiedź na jego zarzuty, potem sprawą zajmowała się również prokuratura. Ale i ona nie dopatrzyła się nieprawidłowości. Tak, dla nas jest to już sprawa zamknięta.
Kto wygra tym razem?
Zdeterminowany Pawlik nie popuszcza i policja w Dąbrowie ma z nim coraz trudniejsze życie.
– O, proszę, jak policjanci przestrzegają prawa – pan Ryszard pokazuje zdjęcie, które zrobił, gdy radiowóz zaparkował na chodniku, tuż obok przejścia dla pieszych. – To jawne złamanie przepisów, ponieważ pojazd w tym czasie nie brał udział w akcji, nie miał włączonych świateł sygnalizacyjnych. Nie powinno go tu być.
Wojenka trwa nadal, ponieważ chodzi jeszcze o mandat, którego Ryszard Pawlik nie przyjął od kontrolujących go w Radgoszczy funkcjonariuszy. Oni byli zdania, że Pawlik powinien zostać ukarany za zaparkowanie mercedesa na jezdni w odległości mniejszej niż 10 metrów od przejścia dla pieszych.
– To bzdura. Czy policjanci drogówki na pewno dobrze znają przepisy? Ja zaparkowałem nie na jezdni, ale obok jezdni, więc mogłem znajdować się bliżej pasów. Podobnie parkuje wiele pojazdów choćby w Dąbrowie Tarnowskiej, mam tu zdjęcia, i nikt z tego powodu nie płaci mandatu.
Sprawę zaparkowania mercedesa w dniu, w którym – jak twierdzi mężczyzna – został pobity, rozpatrzy wkrótce sąd. Ryszard Pawlik ma nadzieję, że tym razem to on, a nie policja będzie górą.
























