Dziki rujnują pola

0
Dziki w Szerzynach
REKLAMA

– Uprawy ziemniaków oraz zbóż zostały doszczętnie zniszczone. Jesteśmy załamani – mówi Jadwiga Wszołek, mieszkanka Szerzyn, która tak jak większość tamtejszych rolników nie potrafi poradzić sobie z dzikami grasującymi na terenie gminy. Rzeczywiście jej pole uprawne jest w opłakanym stanie. Ogrodzenie odstraszające na niewiele się zdało. Dziki bez problemu sobie z nim radzą i żerują. – Dzwoniłam w tej sprawie już do kół łowieckich. Powiedziano mi, że nie mogą nic w tej kwestii zrobić. A przecież nie uprawiam pola dla zwierzyny leśnej, tylko dla swojej rodziny! Chciałam ubiegać się o stypendium dla moich dzieci, ale powiedziano mi, że mój dochód z gospodarstwa rolnego jest zbyt wysoki. Szkoda tylko, że tak zniszczone pole nie przynosi żadnych plonów, a tym samym dochodów! Wszystko zostało zniszczone przez dziki! Płacę za nasiona, za paliwo i kosztuje mnie to wiele pracy i wysiłku, a i tak wszystko na nic… Na pewno ubiegać będę się o odszkodowanie.

W kołach łowieckich problemu nie widzą
Koła łowieckie jak na razie nie widzą problemu. Jak mówi nam Józef Nabożny z koła łowieckiego „Szarak”, który jest odpowiedzialny za szacowanie szkód wyrządzonych przez zwierzynę leśną na terenie gminy Szerzyny, dziki wyrządzają szkody w całej Polsce, a nie tylko w tej jednej gminie.
– Ludzie dzwonią do nas z pretensjami, że nie zabijamy dzików, jednak trzeba zrozumieć, że istnieją okresy ochronne i w tym momencie strzelać możemy jedynie do odyńców. Lochy i ich młode są pod ochroną. Zabijać można je dopiero zimą. W zeszłym roku na terenie naszego koła łowieckiego, które obejmuje swym zasięgiem powiat tarnowski, jasielski i dębicki, zabiliśmy 50 dzików. W tym roku planujemy zabić ich jeszcze więcej, ale nie jest to takie proste, bo zwierzęta co chwilę się przemieszczają.
Jednym z problemów w pozbyciu się zwierzyny leśnej jest zakaz polowań zbiorowych w lecie. Obecnie myśliwi mogą polować zbiorowo jedynie od listopada do stycznia, co w znaczący sposób ogranicza możliwości odstrzelenia dzików, których z roku na rok jest coraz więcej.
– Koła łowieckie również mają plany co do tego, ile dzików mogą odstrzelić. Dwa lata temu mieliśmy za zadanie zabić 25 dzików. W poprzednim roku ta liczba była już dwukrotnie wyższa. Na ten rok również mamy przewidziane zabicie 50 dzików. Jeżeli jednak zajdzie taka potrzeba, to ta liczba może być większa – mówi Nabożny.
Problem zniszczonych przez dziki pól uprawnych dotyczy jak na razie tylko rolników, ale już wkrótce okazać się może, że dotyczyć będzie również samych… myśliwych, bo o ile zwierzyna leśna jest własnością Skarbu Państwa, to koła łowieckie muszą wypłacać całość odszkodowania, które przysługuje rolnikom z tytułu wyrządzonych szkód.
– Odszkodowania płacimy z zebranych przez siebie składek. Dawniej wypłacane one były przez Skarb Państwa, a koła łowieckie pokrywały tylko niewielki procent. Ustawa regulująca kwestię odszkodowań mówi, że jeżeli dzierżawcą jest koło łowieckie, to ono odpowiada za zwierzynę. Jest to absurd, ponieważ może się okazać, że w pewnym momencie nie będzie nas stać na wypłatę wszystkich odszkodowań, co będzie się wiązać z upadkiem koła łowieckiego.

REKLAMA (3)

Wójt za zmniejszeniem populacji dzików
Nieco inne zdanie na temat odstrzału dzików ma wójt gminy Szerzyny, Grzegorz Gotfryd, który uważa, że jest on dalece niewystarczający.
– Byłem jedynym wójtem gminy w obszarze działania dwóch kół łowieckich „Szarak” i „Knieja”, który kwestionował przedłożone przez te koła plany łowieckie na lata 2015/2016. Wszyscy pozostali wójtowie i burmistrzowie bez refleksji akceptowali proponowaną liczbę odstrzałów dzikiej zwierzyny. Moja determinacja spotkała się z agresywnym protestem ze strony przedstawicieli kół łowieckich, którzy podnosili, że wyliczenia są prawidłowe, a mój upór nieuzasadniony. Wójt nie zgadza się również ze stwierdzeniem, że zwierzyna migruje i stąd trudno dokonać wiarygodnych obliczeń. – Jedno z kół łowieckich w planie na lata 2015/2016 oszacowało liczebność dzika w okresie polowań na 120 sztuk, proponując odstrzał maksymalnie 66 sztuk. Nie potrzeba być łowczym, by zauważyć, że populacja tej zwierzyny na obszarze 9,5 tys. ha dzierżawionych jest mocno przez to koło niedoszacowana, a planowany odstrzał niewystarczający.
W chwili obecnej urząd gminy udostępnia mieszkańcom formularze wniosków o odszkodowanie z tytułu wyrządzonych przez dziką zwierzynę szkód, pomagając przy tym w ich prawidłowym wypełnieniu. Później wnioski trafiają bezpośrednio do kół łowieckich. Gmina nie posiada żadnych innych kompetencji i możliwości pomocy. W poprzednim roku koło łowieckie „Szarak” pozytywnie rozpatrzyło ponad 70 takich wniosków.
– Aby poradzić sobie z tym problemem, potrzeba zmian legislacyjnych uskuteczniających odpowiedzialność Skarbu Państwa za szkody wyrządzone przez dziką zwierzynę. Obecnie wysokość odszkodowań drastycznie odbiega od rzeczywistej wartości szkód. Rekompensaty nie pokrywają zniszczeń w uprawach. Ponadto samorząd gminny winien posiadać ustawowe kompetencje określania rocznej liczby odstrzału dzikiej zwierzyny w sytuacjach kryzysowych. Wydawanie opinii, jak to ma miejsce obecnie, nie jest wiążące dla koła łowieckiego i tym samym całkowicie nieskuteczne – dodaje wójt Gotfryd.
Wszystko wskazuje na to, że obecnie to dziki znajdują się na uprzywilejowanej pozycji, a rolnikom pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś sytuacja się odwróci.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze