Komunikacyjny koszmar po zamknięciu mostu

0
Most Ostrów Drwal
Zamknięcie mostu w Ostrowie zaskoczyło wszystkich i wywołało mnóstwo problemów, których rozwiązanie stanowić będzie poważne wyzwanie | fot. Dawid Drwal
REKLAMA

Chaos i dezorganizacja. Tak w największym skrócie można podsumować skutki decyzji o nagłym i natychmiastowym zamknięciu mostu na Dunajcu w Ostrowie, pomiędzy Wierzchosławicami a Tarnowem. Urzędnicy tłumaczą się, winnych jak zwykle brak, a ludzie przeżywają koszmar.

Kłopoty gminy, kłopoty mieszkańców

W Urzędzie Gminy w Wierzchosławicach od kilku dni panuje atmosfera daleka od sielskiej. – Nazwijmy rzeczy po imieniu. Mamy sytuację kryzysową. To jest kryzys – przekonuje wójt Andrzej Mróz.
Nowa sytuacja zaskoczyła wszystkich, mieszkańców i urzędników, i wywołała mnóstwo problemów, rozwiązanie których i dla jednych, i dla drugich stanowić będzie poważne wyzwanie. Przede wszystkim komunikacyjne. Przecięcie najkrótszej nitki drogowej do stolicy regionu spowodowało konieczność dalekich objazdów, co znacznie wydłuża czas podróży. W pierwszych dniach po zamknięciu mostu, w godzinach szczytu, z Tarnowa do Wierzchosławic niektórzy jechali ponad godzinę! To rodzi kolejne reperkusje. Rodzice wracając długo z pracy mogą nie zdążyć odebrać dzieci ze szkolnych świetlic oraz przedszkoli. W gminie zastanawiają się więc nad wydłużeniem godzin otwarcia placówek, ale do tego potrzeba zatrudnienia dodatkowych osób, a to przecież kosztuje, i podniesie i tak już mocno napięty oświatowy budżet. Horror przeżywają również rodzice, dowożący dzieci do szkół w mieście.
Na zamknięciu mostu cierpi komunikacja zbiorowa. Autobusy firmy Voyager, wykonujące popularne kursy do Krakowa, tylko przez kilka dni dojeżdżały do Wierzchosławic okrężną trasą przez Wojnicz. Od niedzieli, 1 grudnia, z takiego rozwiązania zrezygnowano. Teraz jadąc z Tarnowa do Krakowa omijają Wierzchosławice, z Wojnicza kierując się do Brzeska i dopiero tam wjeżdżają na autostradę A4. Oznacza to wydłużenie czasu przejazdu, a dla mieszkańców gminy Wierzchosławice utratę wygodnego i częstego połączenia zarówno z Krakowem, jak i z Tarnowem. Sytuacja będzie generować kolejne problemy.
Andrzej Mróz nie ma złudzeń – Na pewno wydłuży się czas oczekiwania na przyjazd karetki pogotowia oraz straży pożarnej. To samo dotyczyć będzie ewentualnej interwencji policji. Gmina stanie przed problemem zupełnie nowej organizacji niektórych zadań, chociażby odśnieżania dróg, leżących po drugiej stronie rzeki, bo przecież trudno, aby piaskarki docierały tam jadąc przez Mikołajowice lub most pomiędzy Niedomicami a Żabnem.
Nagłe zamknięcie mostu spowoduje straty finansowe przedsiębiorców prowadzących działalność po jego „tarnowskiej” stronie, którzy utracić mogą wielu klientów z gminy Wierzchosławice. Wójt Mróz dzieli się informacją zasłyszaną od inwestora, rozpoczynającego budowę stacji obsługi samochodów w Kępie Bogumiłowickiej. – Już zapowiedział, że wstrzyma inwestycje. A straty przedsiębiorców oznaczają mniejsze podatki, a więc także realne straty dla naszej gminy. W ostatnim czasie Wierzchosławice stały się niemal dzielnicą Tarnowa, teraz zostały od niego odcięte – dodaje.

REKLAMA (2)

Operacja zamiast badań

REKLAMA (3)

Największe gromy za nagłe zamknięcie mostu spadło na Starostwo Powiatowe w Tarnowie, z czym starosta Roman Łucarz się nie zgadza. W wywiadzie udzielonym na antenie lokalnej stacji radiowej dzień po zamknięciu mostu podkreślał, że podjął jedynie decyzję administracyjną, w trosce o bezpieczeństwo użytkowników, a most zamknął Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego. Na podstawie dwóch niezależnych ekspertyz, według których dalsza eksploatacja mostu groziła jego katastrofą. Za pomówienie uznał sugestie, że w starostwie o wynikach ekspertyz wiedziano wcześniej i ukrywano ten fakt przed opinią publiczną. Ostro skrytykował prezydenta Tarnowa Romana Ciepielę, który miał mu zarzucić, że nie wykazał należytej troski o most – Nie można mówić panie prezydencie takich rzeczy, jeśli się nie ma na ten temat wiedzy.
Łucarz dodał, że most był pod stałą kontrolą i starostwo nie ma sobie w kwestii konieczności jego nagłego zamknięcia nic do zarzucenia. Poproszony o komentarz Maciej Skrabacz z Powiatowego Zarządu Dróg potwierdza, że most odbywał regularne oględziny techniczne, natomiast wady skutkujące konieczność jego szybkiego zamknięcia przyniosły ostatnie oględziny konstrukcyjne, bardziej szczegółowe, oparte o dokładne naukowe wyliczenia, weryfikujące go pod względem projektowym. Jak dodaje, była to pierwsza taka ekspertyza od czasu wybudowania mostu w 1971 roku.
W poniedziałek, 2 grudnia, starosta zorganizował konferencję prasową, podczas której informował o działaniach mających na celu zminimalizowanie olbrzymich perturbacji wynikłych z zamknięcia przeprawy. Powstał pomysł budowy kładki dla pieszych przez rzekę, kolej ma uruchomić dodatkowe połączenia na trasie Tarnów-Bogumiłowice, starostwo próbuje także zorientować się w możliwościach uruchomienia kursów autobusowych z Wierzchosławic do stacji PKP w Bogumiłowicach oraz do Wojnicza. Na skrzyżowaniu w Mikołajowicach ma powstać dodatkowa sygnalizacja świetlna. Można jednak odnieść wrażenie, że działania te przypominają poważną operację na pacjencie, której mógł uniknąć, gdyby wcześniej przeprowadzono mu kontrolne badania.

Winnych jak zwykle brak

Sposób zamknięcia mostu rodzi wiele pytań i wątpliwości. Wprawdzie oficjalne wyniki dwóch ekspertyz dotrzeć miały pod koniec listopada, ale przecież ich wykonanie zlecono dużo wcześniej, bo już w kwietniu tego roku. Musiały zatem istnieć przesłanki do takiej decyzji, przypomnijmy, pierwszej w prawie półwiecznej historii istnienia obiektu.
– Pojawiły się pierwsze niepokojące sygnały – pęknięcia spawów – przyznaje Maciej Skrabacz. Dlaczego zatem już wtedy, na wszelki wypadek nie zastanowiono się nad wypracowaniem awaryjnych rozwiązań? A jeżeli nie wtedy, to wówczas, kiedy ukazała się pierwsza niekorzystna ekspertyza, bo przecież, przynajmniej wstępnie, musiała być ona gotowa wcześniej niż 27 listopada, skoro poproszono o jej weryfikację. Te wątpliwości ma także wójt Andrzej Mróz – Mam doświadczenie w zarządzaniu kryzysowym i uważam, że starostwo miało przesłanki, aby stwierdzić, że najdalej idący scenariusz może się ziścić. I do tego się przygotować. Już po pierwszej ekspertyzie należało wdrożyć odpowiednie procedury. W zależności od wyników tej ekspertyzy należało podjąć różne warianty – od ograniczenia ruchu do całkowitego jego zamknięcia.
Na sposób działania urzędników można spojrzeć jednak w znacznie dłuższej perspektywie czasowej. Plany budowy autostrady A4 na odcinku z Krakowa do Tarnowa znane były od wielu lat. Nie wymagało specjalnej wiedzy z inżynierii ruchu drogowego, aby przewidzieć, że po otwarciu tego odcinka i węzła w Wierzchosławicach, ruch, także samochodów ciężarowych, znacznie się zwiększy. Co więcej, autostrada Kraków-Tarnów została oddana do użytku z dużym, kilkuletnim poślizgiem. Było więc sporo czasu, aby most poddać dokładnym ekspertyzom, zmodernizować go lub wybudować nową przeprawę. Tym bardziej, że tuż po oddaniu do użytku węzła autostradowego Wierzchosławice, głośno było o nienajlepszym stanie przeprawy i konieczności jej zamknięcia w niedalekiej przyszłości. Jedynym śladem działalności widocznym dla kierowców było zainstalowanie przed wjazdem na most progów zwalniających.
Konkluzja jest niestety przykra. Nikt nie ma sobie niczego do zarzucenia, odpowiedzialnych jak zwykle w takich przypadkach brak, chociaż ewidentnie lokalnym, urzędniczo-politycznym decydentom, zabrakło dalekowzroczności. A mieszkańcy Tarnowa, Wierzchosławic i okolicznych miejscowości przez kilka następnych lat będą ponosić przykre tego konsekwencje.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze