W czasie wojny rosyjsko-ukraińskiej cała Europa, łącznie z Polską, zastanawia się, jak się uniezależnić od dostaw gazu ziemnego pochodzącego z Rosji. Mało kto już pamięta o wielkich nadziejach związanych z tą sprawą, które nagle wybuchły w naszym kraju kilkanaście lat temu. Mija dziesięć lat od czasu, gdy jedno z tarnowskich przedsiębiorstw oficjalnie ogłosiło, że jest gotowe wziąć udział w dużym gazowym przedsięwzięciu.
Nadzieje na wielki gazowy boom wzięły się z publikowanych informacji o pokaźnych pokładach gazu łupkowego w Polsce – czyli gazu ziemnego – występujących w skałach macierzystych, przede wszystkim w łupku ilastym. Surowiec ten na wielką skalę od dawna wydobywany jest chociażby w Ameryce Północnej, a według przewidywań niektórych ekspertów największym producentem „łupek” w Europie miała stać się Polska. Szacowano, że w skali roku wydobycie wyniesie od 10 do 30 mld metrów sześc. Ponieważ prognozowane wielkości oznaczały nie tylko pełną krajową samowystarczalność, ale także możliwość intratnego eksportu, rozpoczął się polski sen o potędze.
Zbudujemy kopalnie
Sen ten dotarł także w okolice Tarnowa, mimo że nie stwierdzono tutaj obecności pokładów gazu łupkowego. Dziesięć lat temu w oddziale PGNiG SA Technologie w Pogórskiej Woli zorganizowano konferencję, podczas której dziennikarze zostali poinformowani, iż specjaliści z tego oddziału przygotowują się do budowy kompaktowych kopalni gazu ziemnego pochodzącego z pokładów łupkowych. Obecny na konferencji Janusz Waciszewski, członek zarządu PGNiG SA Technologie, mówił wtedy między innymi: „Na potrzeby wydobycia wykorzystywanych będzie wiele otworów. Czas ich eksploatacji będzie wiele razy krótszy niż w tradycyjnej metodzie. Modułowa budowa kopalni pozwoli na szybki demontaż i montaż w nowym miejscu”.
Tego rodzaju kopalnie miały się stać nową tarnowską specjalnością. Firma z Pogórskiej Woli już wcześniej budowała tradycyjne kopalnie gazu ziemnego w zachodniej części kraju. Prasa entuzjastycznie zapowiadała, że teraz przypadnie jej niemała część „łupkowego” tortu, na który z apetytem szykuje się cała Polska.
Sen o potędze nigdy się jednak nie spełnił.
Za głęboko i za drogo
Już pierwsze odwierty dokonane w kraju ujawniły, że prognozy i oczekiwania są zbyt optymistyczne. Gaz łupkowy był, ale znajdował się dużo głębiej – nawet do 5 km – niż w USA. Wykorzystywanie złóż okazałoby się bardzo drogie zarówno dla producentów, jak i odbiorców. Firmy wykonały 72 odwierty, tylko 25 z pełnym szczelinowaniem. Po zapoznaniu się z sytuacją jedna po drugiej zaczęły oddawać koncesje i wycofywać się z Polski. Czar prysł. W Pogórskiej Woli przeżywano zawód. Z ulgą odetchnęli tylko ekolodzy, obawiając się, że metody wydobywania „łupków” srogo zemszczą się na środowisku naturalnym.
Jak wspominałem na wstępie, w okolicach Tarnowa nie odnaleziono „łupków”, ale od dziesięcioleci wydobywa się tu gaz ziemny. Znajduje się tu też obiekt, który jest rzadkością. Chodzi o Podziemny Magazyn Gazu (PMG) w Swarzowie, należący do PGNiG SA, rozciągający się między gminami Dąbrowa Tarnowska a Olesno, który przechowuje zapasy „błękitnego paliwa”. Umożliwia on pokrywanie sezonowych nierównomierności poborów surowca w systemach krajowych, zapewnia wyrównanie zdolności wydobywczych ze złóż, poza tym dzięki rezerwom strategicznym pozwala przeżyć odbiorcom indywidualnym i przemysłowym jakiś okres po utracie przez państwo możliwości importu tego paliwa. PMG w Swarzowie jest w stanie pomieścić do 90 mln metrów sześc. gazu.
Powtórka z historii
Obiekt ten odwiedziłem osiem lat temu, po uzyskaniu stosownych zezwoleń. Odwiedziłem nieprzypadkowo, pod wpływem okoliczności, wobec których stanęła Europa. Właśnie Rosja zbrojnie zaatakowała Ukrainę, roszcząc sobie wtedy prawa do Krymu. A świat powoli zastanawiał się, jak uniezależnić się od gazu Rosjan, którzy traktują to paliwo jako narzędzie szantażu i broń w rozgrywkach politycznych. Dzisiaj historia zatoczyła krąg, bo – jak wiadomo – Rosja powtórnie stała się wobec Ukrainy agresorem, a kraje Zachodu z lekcji sprzed ośmiu lat nie wyciągnęły żadnych wniosków.
Polska także przez wiele lat przyzwyczajona była do uzależnienia od rosyjskiego gazu. To również następstwo poprzedniej epoki, czasów przyjaźni i sojuszu między PRL i ZSRR. Sytuacja jednak prędko się zmienia. Być może jeszcze w tym, a najpóźniej w następnym roku uniezależnimy się od dostaw „błękitnego paliwa” ze wschodu. Zakończy się rozbudowa gazoportu w Świnoujściu, do którego pierwszy tankowiec wpłynął pod koniec 2015 roku. Drugą poważną inwestycją jest budowa rurociągu Baltic Pipe do Norwegii, którą w przeszłości podejmowano kilka razy i kilka razy z niej rezygnowano. Za parę miesięcy Baltic Pipe ma być już gotowy. W związku z kolejnym atakiem Rosji na Ukrainę prace przy budowie wielokilometrowej „rury”, której fragment przebiega po dnie Bałtyku, zostały przyspieszone.
























