Śmierdzący skandal w gminie

0
skandal w gminie wojnicz
Na posesji Halberdów rośnie starta worków z różnymi odpadami
REKLAMA

Pod jednym względem nic się tu nie zmieniło: jak było pięknie, tak jest. Ale bywa też trudno, jak już zdarzało się w przeszłości. Kilka miesięcy temu posesja Halberdów najpierw pęczniała od starego popękanego azbestu, teraz od piętrzących się worków z odpadami. Wszystko przez to, że małżeństwo emerytów mieszka w trudno dostępnym miejscu.
Worek na worku. W środku odpady, takie, które wytwarza każde gospodarstwo domowe. Tylko że większość z nich nie ma problemu z wywozem. Gospodarstwo Halberdów ma. Śmieci czekają na odbiór, z każdym dniem ich przybywa. Nie wiadomo, co robić.
Małżeństwo z Krakowa, odkupiwszy wiejski domek na czas emerytury, osiadło na rozległym wzniesieniu w pobliżu Grabna i zachwyca się tutejszym klimatem, krajobrazem i życiodajną ciszą. Do koronawirusa także daleko, gdyż w najbliższym sąsiedztwie znajduje się tylko jeden dom, o kontakt z innymi ludźmi bardzo trudno.
Problemem stają się jednak inne sprawy. Weźmy na ten przykład owe śmieci.

Jedźcie, gdy jest sucho
– Razem z żoną przebywamy w różnych miejscach, tu mam zameldowanie czasowe. Wcześniej regularnie zwoziłem samochodem odpady w workach na wyznaczonym składowisku w Wojniczu. To kilkanaście kilometrów stąd – opowiada Józef Halberda. – W końcu postanowiłem tę kwestię uregulować. Po zgłoszeniu się w urzędzie i przedstawieniu sprawy bardzo szybko otrzymałem formularz z umową o wywóz śmieci z posesji i zapłaciłem, co się należy. Wyniosło 27 złotych od osoby miesięcznie.
W tej sytuacji pan Józef przestał transportować śmieci pod Wojnicz, bo czekał na dostarczenie obiecanego kubła na odpady i na ich wywóz. Ale mijały tygodnie i śmieciarka się nie pojawiała. Zaczął więc interweniować w Urzędzie Gminy w Wojniczu.
– Któregoś dnia, zupełnie znienacka, przyjechało z urzędu pięć osób. Zaczęliśmy rozmawiać. Urzędnicy tłumaczyli, że zwłoka z odbiorem odpadów wynika z trudności z dojazdem do mojej posesji. Owszem, łatwo nie jest, ale przecież od dłuższego czasu już nie pada, droga jest sucha i nie powinno być problemu.

Śmieci pod oknami
Gmina poradziła Halberdom, żeby odpady nadal gromadzili w workach i że w najbliższym czasie zostaną one wywiezione. Kiedy rozmawiamy w tej sprawie, nadal nic.
– Worków przybywa i nie wiem, co z nimi robić. Pod swoimi albo sąsiada oknami mam składować? Albo na przyległym terenie, który jest własnością jeszcze kogoś innego? Tylko patrzeć, jak się robactwo rozpleni lub gryzonie. Znowu mam kursować swoim autem do Wojnicza na składowisko? To w takim razie, za co ja płacę?
O problemach Halberdów pisaliśmy już w tamtym roku. Wtedy chodziło o prawie tonę pokruszonego eternitu, który pan Józef ściągnął ze starego dachu budynku gospodarczego. Azbest długo czekał na bezpieczny transport, a sprawa rozbijała się o to samo, co teraz. O dojazd. Już raz wysłano ciężarówkę na posesję, lecz utknęła ona w błocie. Kiedy zrobiło się sucho, nie przyjeżdżał nikt.

REKLAMA (2)

Dwie drogi
Halberdowie na co dzień dojeżdżają do siebie leśną drogą, lecz jest to droga nieoficjalna. Oficjalna zaznaczona jest na gminnej mapce pod numerem 271. Kiedy trochę popada, dojazd staje się trudny. Można byłoby ten odcinek utwardzić, ulepszyć, żeby była szansa. Józef Halberda wielokrotnie w tej sprawie monitował. Kiedy w ubiegłym roku rozmawialiśmy na ten temat z Leszkiem Ząbkowskim, zastępcą burmistrza Wojnicza, powiedział nam: „Odcinek należący do gminy formalnie urywa się w polach, nie dochodzi już do działki Halberdów, więc problem nie leży w gestii samorządu”.
Po naszej interwencji udało się jednak wywieźć pokruszony azbest. Teraz Halberdowie zmagają się ze śmieciami. Leśną drogą, o której była mowa, duży ciężki samochód raczej się nie prześlizgnie, inną da radę, jeśli jest sucho.

REKLAMA (3)

Po co wam to było?
Józef Halberda się denerwuje, bo życie wśród worków z odpadami ani mu się uśmiecha. To są już setki kilogramów. Ale jeśli nawet wreszcie ktoś odbierze ten transport, problem nie znika. Gdyby – odpukać – potrzebny był ratunek, gdyby miała tu dojechać karetka pogotowia lub wóz bojowy straży pożarnej, byłby poważny kłopot.
Halberdowie coraz częściej czują się więc jak mieszkańcy wyspy odciętej od świata. Sami jeszcze są w stanie stąd się wydostać, zwłaszcza przy użyciu terenówki, lecz w razie poważniejszego transportu jest jak widać.
– Już słyszałem od urzędników pytanie: to po co pan kupował to gospodarstwo? – mówi pan Józef. – Jak to po co? Piękna i czysta okolica, w sam raz na spokojne życie emeryta. Przecież przez dziesiątki lat ktoś tu mieszkał i dawał radę. My też musimy.
Teraz się niepokoi, gdyż słyszał w telewizji, że w najbliższych dniach ma spaść od dawna oczekiwany deszcz. To może oznaczać, że śmieci na posesji pozostaną jeszcze dłużej.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze