Jedna z kobiet została dotkliwie pobita, napadnięty został również policjant. Świadek i uczestnik zdarzenia zarzuca policji, że nie zapobiegła w czas niebezpiecznej sytuacji.
– Tamtej nocy zauważyłem wydobywający się dym – opowiada Stanisław Wróbel, mieszkaniec wioski. – Byłem trochę zaskoczony, ale brałem pod uwagę, że któryś z sąsiadów spala na podwórzu różne odpadki. Mimo to sprawa nie dawała mi spokoju.
Pan Stanisław budzi wtedy ze snu swoją dorosłą córkę Jadwigę i zaniepokojony mówi jej o dymie, którego zbiera się w powietrzu coraz więcej. Córka ubiera się, wychodzi z domu, a on telefonuje do straży pożarnej. Wiadomo już, że około 300 metrów stąd pali się drewniany niezamieszkany budynek.
– Jadzia, biegnąc w stronę pożaru, zauważa dwie postacie, mężczyznę i kobietę, które ze sobą się szarpią. To znane w naszym środowisku osoby. Potem, gdy ta dwójka zauważa córkę, mężczyzna swoją agresję kieruje na nią. Jadzia ucieka, oni biegną za nią. W końcu udaje jej się skryć w pobliskiej piekarni.
Na miejscu są już strażacy i policjanci z komisariatu w Żabnie. Córka pana Stanisława informuje funkcjonariusza, że w pobliżu palącego się budynku widziała dwie osoby. Wskazuje je, ale policjant nie reaguje.
– W chwilę później między mężczyzną spotkanym w sąsiedztwie pożaru i naszym sąsiadem dochodzi do wymiany zdań – relacjonuje pan Stanisław. – Ten pierwszy jest ciągle agresywny, w pewnej chwili rzuca się na sąsiada, przewraca go na ziemię. Wtedy z opresji ratuje znajomego policjant, który specjalnym chwytem obezwładnia napastnika. Ale zamiast go skuć kajdankami, nie dopuścić do kolejnych incydentów, oskarża sąsiada, że prowokuje swoim zachowaniem, chce go wylegitymować, ale ostatecznie odstępuje od tego.
To nie koniec pełnych napięcia zdarzeń tej nocy. Kiedy strażacy gaszą pożar, obok nadal trwa awantura. Znowu dochodzi do bójki. Jak twierdzi Stanisław Wróbel, jego córka zaatakowana została przez kobietę, która towarzyszyła agresywnemu mężczyźnie.
– Napastniczka chwyciła Jadźkę za włosy, przewróciła, ale najgorsze nastąpiło potem. Kiedy córka podnosiła się z ziemi, podbiegł do niej ten mężczyzna i kopnął w twarz. Córka doznała złamania nosa, została przewieziona do szpitala, ma wykonaną obdukcję.
Sytuacja zostaje dopiero opanowana, gdy do wsi dociera drugi radiowóz. Agresywny człowiek zostaje odwieziony do komisariatu. Pan Stanisław ma pretensje do policji, że nieprawidłowo przeprowadziła interwencję, nie zapobiegła eskalacji zatargu, wskutek czego jego córka została dotkliwie pobita.
– Moim zdaniem, policjanci, widząc dużą agresję ze strony mężczyzny, powinni natychmiast działać, odizolować go od grupy innych osób. Nie powinni dopuścić do takiego napięcia, szarpaniny i bójek, które mogły zakończyć się jeszcze gorzej. Miałem wrażenie, że funkcjonariusze bardziej osłaniali sprawcę niż ofiary jego napaści. Gdyby policjanci zareagowali w porę, córka nie miałaby dzisiaj złamanego nosa. Aż godzinę trzeba było czekać na uspokojenie sytuacji. Będę w tej sprawie oczekiwał od policji wyjaśnień.
Paweł Klimek, rzecznik tarnowskiej policji, potwierdza, że w październiku w Pasiece Otfinowskiej wybuchł pożar w niezamieszkanym budynku. Według wstępnych ustaleń, osoby, które były widziane przez córkę Stanisława Wróbla, mogły zaprószyć tam ogień. Postępowanie w tej sprawie trwa. Postępowanie dotyczy także pobicia córki pana Stanisława. Okazuje się ponadto, iż zatrzymany mężczyzna dopuścił się również czynnej napaści na funkcjonariusza policji.
– To znana nam osoba, karana wcześniej za inne przestępstwa, recydywista – informuje Paweł Klimek.
Jeśli chodzi o sposób przeprowadzenia w Pasiecie policyjnej interwencji, rzecznik mówi: – Dotarliśmy do innych świadków zdarzenia, którzy nie są związani z którąkolwiek ze stron. Z ich relacji wynika, że w tym przypadku obie strony zawiniły. Obie zachowywały się wobec siebie prowokująco i w końcu puściły nerwy. Wiele wskazuje na to, że wina za zajście rozkłada się równomiernie.
Stanisław Wróbel nie przyjmuje takiego wyjaśnienia. Właśnie wybiera się do komendanta miejskiego w Tarnowie na skargę.
– Muszę coś zrobić, bo po tym wszystkim czuję się z rodziną zagrożony.
Pożar z awanturą w tle
REKLAMA
REKLAMA
























