Stanisław od Chrystusa Frasobliwego

0
Stanislaw Socha
Stanislaw-Socha
REKLAMA

Nagroda za diabła
O tym, że praca z drewnem mu się podoba przekonał się w siódmej klasie, kiedy na zajęciach plastycznych robili lampki nocne z korzeni drzew. – Miałem do tego smykałkę – mówi Socha. – Chodziłem po lasach i zastanawiałem się, co można byłoby stworzyć z korzeni. Kiedy w szkole wyrzeźbiłem pierwszą lampkę nocną, postanowiłem oddać się rzeźbiarstwu. Początkowo nie było stać mnie na profesjonalny sprzęt, zamiast dłuta używałem noża masarskiego. Wykonywałem lampki, żyrandole, później głowy ptaków, węży oraz postacie. W 1974 roku zrobiłem pierwszą rzeźbę – dziadka siedzącego na pniu.
Być może Socha pozostałby do dziś anonimowym twórcą, gdyby nie jego siostra, która trzy lata później na wystawie prac Józefa Stępka z Wróblowic opowiedziała ówczesnemu dyrektorowi zakliczyńskiego ośrodka kultury o zainteresowaniach brata. Od tamtej pory zaczął brać udział w konkursach i wystawach.
– Cały czas podchodziłem do tego wszystkiego hobbystycznie. Nie liczyłem, że mógłbym mieć z tego jakiekolwiek pieniądze. Jednym z przełomowych momentów był ogólnopolski konkurs w muzeum w Łęczycy w 1987 roku. Wśród 172 osób, które brały udział w konkursie, udało mi się zająć trzecie miejsce. Tematem prac był „Diabeł w rzeźbie ludowej”, a ja wykonałem figurkę Maryi, pod której stopami klęczała kobieta z diabłem na plecach. Jeszcze w tym samym roku odebrałem nagrodę za zajęcie trzeciego miejsca w konkursie „Sztuka ludowa województwa tarnowskiego”.
Od tego momentu jego prace zaczęły cieszyć się większym zainteresowaniem. Rzeźby, które wykonał, do dnia dzisiejszego znajdują się w muzeach w Tarnowie, Łodzi czy Krakowie. W 2002 roku został wyróżniony za osiągnięcia artystyczne i upiększanie krajobrazu Tarnowa i okolic. Pracował również m.in. przy „Skamieniałym mieście” w Ciężkowicach. Dzięki niemu ten szlak turystyczny wzbogacił się o ozdobną bramę przy wodospadzie, ścieżki, dębowe stopnie, ławki oraz barierki.


Mania jednej rzeźby
Jest jedna postać, którą może rzeźbić dniami i nocami. To figura Chrystusa Frasobliwego.
– To rzeźba, którą można podziwiać niemal w całej Polsce, ale pochodzi ona z Galicji. Jeżeli nic nie przychodzi mi do głowy, to biorę się właśnie za nią. W swoim życiu wykonałem ich blisko 500. Jedna była dla mnie szczególnie ważna i wyjątkowa, niestety musiałem ją sprzedać… W swojej kolekcji mam również postać Jezusa stojącego przed sądem. Ta rzeźba również ma dla mnie dużą wartość sentymentalną i mam nadzieję, że nigdy nie będę zmuszony się z nią rozstać – mówi rzeźbiarz z Faściszowej.
W warsztacie potrafi spędzać całe dnie. Od lutego przeszedł na emeryturę rolniczą, więc swojej pasji poświęcać będzie jeszcze więcej czasu. Potrzebne materiały sprowadza z Zakliczyna, a pomysły na nowe rzeźby czerpie z otaczającego go świata. Czasami przygląda się klocowi drewna, który ma obrobić, a następnie szuka w nim kształtu, który ma przybrać. Do rzeźb, które mają stanąć we wnętrzu, wykorzystuje drewno lipowe. Bardziej trwałe dzieła powstają z dębu, olchy i modrzewia, a że teren wokół Faściszowej jest gęsto zalesiony, materiału nie brakuje. – Na pewno rzeźbiarstwo nie należy do najłatwiejszych zawodów na świecie, zwłaszcza teraz, kiedy po latach zaczyna dokuczać kręgosłup i oczy. Niektóre rzeźby wymagają blisko 40 godzin pracy, aby osiągnąć wymarzony efekt. W swoim życiu wykonywałem figurki, które miały 10 cm, ale i takie, które miały ponad cztery metry! Rzeźbienie piłą spalinową jest szybkie. Dłutem trzeba się narobić. Zdarzało się, że od wyrzeźbionej postaci odpadała ręka czy głowa. Zawsze można ją było jednak dokleić. Nigdy nie wyrzuciłem żadnej ze swoich rzeźb! Nigdy też w trakcie pracy nie zmieniałem zamysłu co do efektu końcowego, jaki chciałem osiągnąć. Rzeźby bywały bardziej lub mniej doskonałe, ale zawsze przedstawiały to, czym miały być od początku – nie ukrywa Socha.

REKLAMA (3)

Otwarty na zmianę warty
W swoim domu Stanisław Socha założył galerię, gdzie oglądać można jego prace i odbywają się warsztaty dla dzieci. Na początku sierpnia zorganizowano tam weekend warsztatów rzemiosła w ramach akcji „Otwarte pracownie”.
– Nigdy nikomu nie zazdrościłem talentu i nigdy też sam nie zamykałem się przed otoczeniem. Chcę, aby jak najwięcej ludzi rzeźbiło. Świat jest piękniejszy, jeżeli się go przyozdobi. Syn stara się pójść moimi śladami. Założył nawet firmę, ale składki ubezpieczeniowe były tak duże, że zrezygnował i dziś pracuje w Austrii. Mimo tego nie rezygnuje i chciałby w przyszłości poświęcić się rzeźbiarstwu. Rzeźbić próbuje również mój wnuk. Biorąc pod uwagę jego wiek, naprawdę dobrze posługuje się dłutem. Wygląda na to, że rzeźbiarstwo mamy we krwi… – mówi Socha.
Rzeźbiarz marzy o założeniu ogrodu, w którym można byłoby prowadzić lekcje plenerowe dla dzieci. Chciałby także stworzyć miejsce, w którym najmłodsi mogliby z rzeźb nauczyć się podstawowych wiadomości na temat wsi i tutejszego życia. Dzięki organizacji tego typu plenerów mógłby wyłowić rzeźbiarskie talenty wśród dzieci i młodzieży. – Dzisiaj moje rzeźbiarstwo stało się raczej hobby aniżeli sposobem na zarobek. Dawniej ludzie zamawiali kapliczki, rzeźby czy ozdobne ogrodzenia. Dziś na przyjemności w postaci ładnej rzeźby stać tylko wąską grupę osób. Liczę jednak na to, że uda mi się zarazić młodych adeptów rzeźbiarstwa do tego zawodu, aby i oni mogli upiększać ten świat swoimi dziełami – kończy.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze