Uwaga! Zwierzę na drodze

0
wypadki zwierzeta
wypadki-zwierzeta
REKLAMA

Do wypadku doszło nocą. Mężczyzna kierujący volkswagenem golfem potrącił sarnę, która nagle pojawiła się na drodze. Chwilę potem samochód, który zmienił tor jazdy, uderzył w drzewo, a następnie wpadł do rowu. Nieprzytomnego kierowcę zabrała karetka pogotowia ratunkowego. Pojazd został całkiem rozbity.
To nie pierwsze takie zdarzenie w okolicach Tarnowa. Przed laty „maluch” zderzył się również z sarną. Zwierzę przez wybitą przednią szybę do połowy wpadło do wnętrza pojazdu. Kobieta, która kierowała „maluchem”, doznała ciężkich obrażeń.
– Często dowiadujemy się o wypadkach bądź kolizjach drogowych powodowanych przez leśne zwierzęta – mówi Krzysztof Łazowski, przewodniczący Zarządu Okręgowego PZŁ w Tarnowie. – W ciągu roku jest od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu takich sygnałów.
Z jakich powodów PZŁ jest tak dobrze poinformowany w tej sprawie? – Część właścicieli pojazdów poszkodowanych w wyniku zdarzeń na drodze, w których uczestniczyły dzikie zwierzęta, wciąż jeszcze jest przekonana, że odpowiedzialność automatycznie spada na Polski Związek Łowiecki. Dlatego w razie tego typu kłopotów od razu składają do nas pisma. Są to czasami gotowe wystąpienia o charakterze roszczeniowym.
Krzysztof Łazowski tłumaczy, że to Skarb Państwa odpowiada za szkody poczynione przez zwierzęta łowne objęte ochroną przez cały rok.
– Docierają do nas też dokumenty z rozmaitych firm ubezpieczeniowych, które proszą nas, abyśmy odnieśli się do niektórych zdarzeń na drogach. Widocznie ubezpieczyciele próbują ustalić zakres ewentualnej odpowiedzialności z naszej strony w ramach przepisów prawa łowieckiego. Taka odpowiedzialność mogłaby wystąpić, gdyby do wypadku lub kolizji ze zwierzęciem doszło podczas organizowanego przez nas polowania połączonego z elementami przepłaszania zwierzyny.
Zdaniem Krzysztofa Łazowskiego, można przypuszczać, że kolizje pojazdów z leśnymi zwierzętami będą coraz częstsze.
– Od pewnego czasu obserwujemy zjawisko zwane synantropizacją. Oznacza ono, że zwierzęta przystosowują się do życia w bezpośrednim sąsiedztwie człowieka, oswajają się ze wszystkimi tego konsekwencjami, także z ruchem na szlakach komunikacyjnych. Rozprzestrzenia się też migracja zwierząt.
Największa w ostatnich latach tragedia dotycząca tego rodzaju wypadków wydarzyła się w 2014 roku na starej „czwórce” w okolicach Brzeska. Samochód osobowy zderzył się z przechodzącym przez jezdnię stadem dzików, potem uderzył jeszcze w inny pojazd. Zginęła trzyosobowa rodzina udająca się na wakacje.
Policjanci zwracają uwagę, by nie lekceważyć znaków ostrzegających przed dzikimi zwierzętami. Znaki te nie pojawiają się przypadkowo. Zawsze znajdują się na obszarze wędrówek saren, jeleni czy dzików. Wtedy trzeba zachować szczególną ostrożność.
Przewodniczący Łazowski przyznaje, że zarządcy dróg często konsultują z PZŁ kwestie dotyczące postawienia znaku lub ogrodzenia zabezpieczającego jezdnię. W razie wypadku nie chcą ponosić odpowiedzialności.
Wnioski o odszkodowanie trafiają zwykle do zarządców dróg lub nadleśnictw. Praktyka wykazuje, że właściciele pojazdów natrafiają na poważne problemy z wyegzekwowaniem zadośćuczynienia. Najpewniejsza wydaje się własna polisa AC.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze