Casa Terracota

Gliniane domy (1)

0
Casa Terracota
fot. Marta Tutaj
REKLAMA

Architekt Octavio Mendoza całe zawodowe życie projektował typowe domy i budynki publiczne. Przeszedłszy na emeryturę, postanowił jednak zrobić coś zupełnie innego. Własną głową i własnymi rękami.

Ja natomiast zawsze uważałam, że architektura jest zasadniczo… nudna. Owszem, widziałam – nie tylko na zdjęciach czy ilustracjach – wiele sławnych budowli: od starożytnych świątyń w Grecji czy Egipcie, po nowoczesne wysokościowce z betonu i szkła w centrum Europy, w krajach arabskich, albo w Australii. Nie zmieniłam zdania. Tzw. wielka architektura jest nieciekawa i w gruncie rzeczy mało zróżnicowana pod względem funkcji i formy.

Refleksje architekta

Oczywiście nie jestem ekspertem. Kolumbijski architekt Octavio Mendoza Morales, który przez większość życia pracował intensywnie w swoim zawodzie, projektując domy mieszkalne, budynki handlowe, biurowe i kościoły, doszedł jednak do podobnych wniosków.

REKLAMA (2)
Taras
Taras | fot. Marta Tutaj

„Kiedy już ukończyłem studia architektoniczne na Universidad Javeriana w Bogocie i zacząłem pracować, zauważyłem, że nasze miasta i ich budynki są zwykle wykonane z milionów gotowych cegieł – napisał. – To wyzwala określone nawyki konsumpcyjne, a także procedury, które szkodzą planecie. Co gorsza, uświadomiłem sobie, w jaki sposób kształt oraz właściwości gotowych cegieł i elementów konstrukcyjnych ograniczają sposoby, w jaki nasze domy i budynki są projektowane, budowane, zamieszkiwane, użytkowane… Kilka lat refleksji nad tym fenomenem doprowadziło mnie do wniosku, że muszą istnieć inne sposoby odniesienia się do przestrzeni i materiałów.

Przeszedłszy na emeryturę, ponadsześćdziesięcioletni architekt postanowił więc zbudować coś w całkiem innym stylu. Sięgnął do źródeł, czyli do wspomnień z dzieciństwa. Urodził się w 1950 roku, pamiętał więc jeszcze rzemieślników konstruujących domy z materiału dostępnego wszędzie, czyli… z ziemi. W Kolumbii zresztą od wieków znane i stosowane były niebanalne techniki budowlane, takie jak domy z adobe – niewypalanej cegły, bahereque – konstrukcje z gliny i trzciny czy słomy, albo starohiszpańska metoda tapio pisada – „udeptana ściana”. Ta technika, polegająca na wypełnieniu mieszanką gliny, ziemi i chrustu specjalnej formy, wciąż jest stosowana w historycznym mieście Barichara.

Tak na obrzeżach innego historycznego miasta Kolumbii, Villa de Leyva, powstał Casa Terracota, zwany też Casa Barro (Dom z Błota), albo – żartobliwie – Domem Flinstone’ów (z popularnej kreskówki), czy też „Domem z planety Tatooine” („Gwiezdne wojny”). Albo: Największym Garnkiem Świata.

Balkon
Balkon | fot. Marta Tutaj

Ręczna robota

Swój dom Mendoza ulepił w całości z czerwonej gliny i wypiekł w słońcu. I gdy piszę „w całości”, to znaczy, że także wewnątrz z tej samej gliny – niejako ze ścian domu, z jego pierwotnego tworzywa – wymodelowane zostały półki, stoły, ławy, łóżka, blaty i, oczywiście, schody czy ściany działowe. Po prostu ulepione. Oczywiście miejscami w wymodelowane w glinie okna (niekoniecznie prostokątne) wstawiono szyby. Niektóre elementy dodatkowe – zabezpieczenia okien i drzwi, poręcze, lampy, nieliczne krzesła – wykonano ze stopów metali, pozyskanych ze… złomu. Wnęki, siedziska i łóżka wyścielono palmowymi matami i ręcznie robionymi tkaninami. W łazienkach i toaletach (w Casa Terracota jest ich kilka) znalazło się trochę porcelany i ręcznie wykonanych, kolorowo glazurowanych płytek. Krótko mówiąc – żadnych gotowych elementów, tylko rękodzieło. Mendoza wykazał, że można zrobić dom – nie tylko prostą chatkę czy szałas, ale budynek rozmiaru i funkcji wygodnej willi podmiejskiej, w dodatku z artystycznymi aspiracjami – własnymi rękami. A że ważny był również ekologiczny element budowy domu, na dachu i tarasach zewnętrznych, których jest kilka, znalazło się miejsce na panele baterii słonecznych czy wiatraki. Są tam też miniaturowe ogródki z kaktusów i kwitnących sukulentów, tarasy z widokami na zachody słońca i otaczające miasto Andy, wypoczynkowe nisze z miejscami do siedzenia czy czytania, a nawet miejsce na grilla i mały bar (!).

Casa Terracota jest wymodelowanym z czerwonej gliny, lecz całkiem funkcjonalnym domem. Na stosunkowo niewielkiej powierzchni mieści się kilka sypialni, łazienek i centralna kuchnia-salon. Ten niezwykły dom – w pełni nadający się do zamieszkania, wyposażony we wszystkie media i mogący pomieścić nawet kilkanaście osób – jest w zasadzie równocześnie jednym wielkim naczyniem ceramicznym.

REKLAMA (3)
Łazienka
Łazienka | fot. Marta Tutaj

Niekończąca się opowieść

Obejrzałam Casa Terracota podczas bytności w Kolumbii i stwierdziłam, że ten rodzaj architektury jestem w stanie docenić. W domu i ogrodzie spędziłam parę godzin. Nie jest to wielki dom, ale na pewno nie jest też nudny. Przede wszystkim nie ma w nim typowej geometrii – kątów prostych, regularnych prostopadłościanów, kół czy trójkątów. Dom przypomina trochę muszlę – miękkie linie, spiralne korytarzyki łączące się ze sobą, ukryte zakamarki, do których można dotrzeć z dwóch albo trzech stron. Jedna przestrzeń, ale wiele miejsc umożliwiających zaszycie się, ukrycie, cichą pracę, okresową samotność. No i wiele elementów użytkowych wykonano w formie rzeźb nawiązujących do natury – w modelowanych lampach, poręczach, okiennicach są figury zwierząt, owadów, ptaków. Każda rzecz jest inna, niepowtarzalna. Może nie każdy chciałby mieć okiennicę w formie wielkiej metalowej mrówki czy poręcz modelowaną na wzór węża, mnie się to jednak podobało. Podobnie jak lampa-pająk nad kuchennym stołem…

Więcej ludzkich rzeźb i figur znajduje się w ogrodzie, gdzie są także oczka wodne, artystyczne ławki, stoliki, kwitnące krzewy i drzewa, kaktusy, wysokie trawy, a także kolorowe wiatraki i mobile, mogące wspomóc – w razie potrzeby – produkcję ekologicznej energii.

Pokój
Pokój | fot. Marta Tutaj

Budowa domu Octavio Mendozy zaczęła się podobno w 1999 roku, a około 2016 roku inwestycję uznano za „zamkniętą w zarysie”. Ale – jak twierdzi architekt – dom nie jest ukończony. I być może nigdy nie będzie. Mendoza mieszka bowiem w innym domu, a nad Casa Terracota wciąż pracuje. – „To niekończący się projekt, ze względu na nieskończone możliwości, jakie dają procesy twórcze, które tam zachodzą. Zawsze jest coś do zaoferowania, do uzupełnienia…” – pisze o swoim „projekcie życia”.

Gliniany dom, który z daleka wygląda na czerwony kopczyk gliny na tle górskiego krajobrazu, jest obecnie lokalną atrakcją turystyczną. Biletowaną. Aby zwiedzić dom wewnątrz, z przewodnikiem lub bez, trzeba zapłacić kilka dolarów. Odbywają się tam też różnego rodzaju spotkania, wystawy i warsztaty artystyczne. Cena biletu nie zniechęca zwiedzających. Bo i nie ma ich zniechęcać. „Autor” Casa Terracota chce bowiem, by jak najwięcej ludzi oglądało dom i – być może – doznało inspiracji. – Mam nadzieję, że każdy, kto przyjedzie obejrzeć Casa Terracota, wyjedzie otwarty na nowe idee i pełen pomysłów na własny dom… – powiedział w jednym z wywiadów.

# TEMI, Podróże, Casa Terracota, Casa Barro

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze