Inny świat pingwinów

0
Inny świat pingwinów
fot. Marta Tutaj
REKLAMA

Foki i pingwiny to z reguły mieszkańcy krain zimnych, podczas gdy ja kocham tropiki i ciepłe morza. Mimo to spotykałam pingwiny i foki, pływałam z nimi. Bo były to pingwiny równikowe i uchatki kalifornijskie. A miejscem, gdzie najłatwiej można je spotkać są Wyspy Zaczarowane, znane też jako Galapagos.

Do Wysp Galapagos dobrze pasuje wzięte z książek Ursuli Le Guin określenie „na zachodzie dalszym niż Zachód”. Ten wulkaniczny archipelag – choć formalnie stanowi jedną z 21 prowincji Ekwadoru – leży prawie tysiąc kilometrów na zachód od wybrzeży tego kraju i zachodnich wybrzeży Ameryki Południowej. Trudno wyobrazić sobie kawałek świata bardziej odległy od…świata właśnie.

Ostatnie takie pingwiny

Wyspy zostały odkryte przez ludzi – a dokładniej przez ekspedycję hiszpańskiego biskupa-podróżnika Berlangi – w 1535 roku. Ludzkie osiedla zaczęły tu powstawać od XVII wieku. Do tego czasu flora i fauna Wysp Zaczarowanych rozwijała się w izolacji od ludzi i lądowych gatunków zwierząt. Wyewoluowały tu żółwie słoniowe i legwany morskie, nielotne kormorany, zięby Darwina i ptaki nazwane przez marynarzy „głuptakami” oraz wiele innych niezwykłych stworzeń. Sporo z nich zginęło na zawsze po pojawieniu się ludzi. W 1960 roku na Wyspach Galapagos utworzono park narodowy pod międzynarodowymi auspicjami, by chronić to, co jeszcze zostało.

Na liście gatunków zagrożonych są m.in. pingwiny równikowe – jedyny gatunek pingwinów na półkuli północnej, żyjący tak daleko od wód antarktycznych. Są to pingwinki nieduże (ok. 40 cm wzrostu) i obecnie naprawdę nieliczne. Całą światową populację szacuje się na niewiele ponad tysiąc osobników. I niemal wszystkie żyją tylko na Galapagos, na wybrzeżach dwóch wysp – Isabeli i Fernandiny.

REKLAMA (2)

Co więcej, tych sympatycznych i rzadkich ptaków każdego roku ubywa. Giną wskutek zanieczyszczenia wód olejami, zaplątania w rybackie sieci, czy chorób roznoszonych przez inne ptaki oraz komary (!). A zawleczone na wyspy drapieżniki – psy, koty czy szczury – niszczą ich jaja i zabijają młode osobniki. Zagrożeniem są też kaprysy zjawiska klimatycznego zwanego El Niño, które miało od zawsze dramatyczny wpływ na życie na Galapagos.

Tym bardziej cenię sobie kilka spotkań z pingwinami równikowymi, które zdarzyły mi się na Galapagos. Szczególnie niezwykłe wspomnienia pozostawiły mi spotkania pod wodą podczas pływania z maską. Pod powierzchnią wody te niewielkie ptaki – na lądzie nie bez trudu drepczące po skałach – stają się zwinne, smukłe, szybkie. Pięknie wyglądają nurkując w blasku pęcherzyków powietrza na piórach. Ursula Le Guin pisała o pingwinach, że nie pływają, a latają pod wodą. I tak to właśnie wygląda.

Uchatka na przystanku
Uchatka na przystanku | fot. Marta Tutaj

Płochliwe lwy

Lobos del mar, lwy morskie albo uchatki (uszanki) kalifornijskie, jako gatunek radzą sobie lepiej. Można je spotkać na wielu z Wysp Galapagos, jednak ich prawdziwą kolonią – dosłownie i w przenośni – jest wyspa San Cristobal.

Uchatki żyły tu zanim na wyspie osiedlili się ludzie, do dziś pozostały z ludźmi i tuż obok ludzi. To one pierwsze zajęły łachę piasku w płytkiej zatoce, nad którą potem zbudowano miasto Puerto Baquerizo Moreno. I zostały, bo mieszkańcy portu na San Cristobal uczestniczą w „programie współistnienia”. Mimo wysiłków międzynarodowych organizacji ekologicznych opiekujących się Parkiem Narodowym Galapagos, nie udało się ograniczyć ludzkiej populacji na dziewiczych niegdyś wyspach. Powstała więc koncepcja współistnienia, według której ludzie na Galapagos mają przystosować się do życia obok zwierząt i „zostawić im obok siebie miejsce”. Dla mieszkańców Puerto Baquerizo Moreno znaczy to, że mają żyć „po sąsiedzku” z kolonią istot o małych uszkach, wielkich rzewnych oczach i dość samowolnym usposobieniu, pełzających po lądzie na płetwach i… mocno pachnących przetrawioną rybą. Do zapachu Puerto Baquerizo na pewno… trzeba się przyzwyczaić. Podobnie jak do widoku uchatek wylegujących się na ulicach, tarasujących obłymi cielskami schody na pomost, zajmujących ławki na skwerku i prywatne łodzie, czy zażywających relaksu w miejskim kąpielisku koło portu.

W centrum miasta dla uchatek zbudowano wygodne ażurowe platformy z drewna, zaopatrzone w tablice informujące, że to miejsce właśnie dla lobos del mar. Ale uchatki nie umieją czytać i wylegują się niemal wszędzie, tylko nie na platformach – na ulicach, parkingach, skwerkach, pomostach dla „taksówek morskich”, zjeżdżalniach dla dzieci, w suchym doku dla remontowanych łodzi, wśród kawiarnianych stolików, u wejścia do kapitanatu portu… Puerto Baquerizo Moreno to miejsce, gdzie siedząc na balkonie w samym centrum miasta można obserwować korek uliczny, spowodowany przez dwa samce uchatek, walczące na środku jezdni.

Trzeba też przerobić lekcję, jak radzić sobie z bardziej upartymi „sąsiadami”. Rano, wychodząc na śniadanie, można natknąć się na uchatkę, wylegującą się na progu hotelu, i może ona wcale nie mieć ochoty do przerwania drzemki, by zrobić przejście. Wychodząc z kąpieli w morzu można odkryć, że ręcznik na pomoście zajął (też po kąpieli) lew morski. A leżąc spokojnie na miejskiej plaży odkrywa się nagle, że przemieszczająca się wzdłuż nadbrzeża grupka uchatek wybrała sobie drogę akurat przez nasz kocyk… Dorosłe samce uchatek niechętnie schodzą ludziom z drogi. Próbują straszyć, kłusując na płetwach z otwartą paszczą i pokazując zęby. Ze względu na rozmiar i wagę dorosłej uchatki, a także długość jej zębów, nie jest to widok dla ludzi o słabych nerwach.

Do ataku z reguły nie dochodzi. Wystarczy lada hałas – klaskanie w dłonie, uderzenie w pomost, klakson samochodu, by skłonić potężne zwierzę do odwrotu. Drobna kobieta, sprzątająca zajętą przez uchatki plażę w centrum miasta, po prostu przechodziła obok szeregu uchatek potrząsając plastikowym workiem na śmieci. Trzepot worka wystarczył, by wycofały się do wody, a kobieta mogła spokojnie posprzątać.

REKLAMA (3)

Uchatki i ludzie

Życie z uchatkami ma także zalety. Plażę w centrum miasta, na której żyje kolonia uchatek, każdego wieczoru okrążają turyści. Jedzą tu, piją, spotykają się i rozmawiają, obserwując równocześnie życie kolonii: samice karmiące młode, samce przeganiające się z jednego końca plaży, czy wędrujące w poszukiwaniu matek wzruszające młode „szczeniaki”. Kolonia uchatek nigdy nie zasypia – gdy część zwierząt śpi na piasku, inne łowią w morzu, wędrują w stronę fal lub wracają na plażę poszczekując, porykując, wzdychając i prychając. Nie ustępują przy tym ludziom w okazywaniu wzajemnego przywiązania, przewagi, uległości, kłótliwości.

Sypiają w zwartych grupkach, tuż przy sobie, bok przy boku. Gdy jednak jakieś zwierzę wychodzi z morza, zawsze próbuje wcisnąć się w sam środek szeregu, rozpychając inne. Wiele jest przy tym przepychanek, hałasów i głośno wyrażanych pretensji, budzą się prawie wszyscy i ochoczo biorą udział w utarczce – ku uciesze obserwujących i robiących zdjęcia turystów. A uchatki pływające i nurkujące w podświetlonej wodzie zatoki portowej to prawdziwy podwodny balet.

Uchatki kalifornijskie uważane są za najinteligentniejsze z płetwonogich. Lubią się bawić i chętnie uczą się sztuczek, toteż większość tzw. tresowanych fok w cyrkach, zwierzyńcach i akwariach to właśnie uchatki. Tę samą chęć zabawy przejawiają w naturalnym środowisku – młode uchatki lubią pływać z ludźmi, bawiąc się pęcherzykami powietrza. A w zatoce Tijeretas obserwowałam kiedyś, jak dorosła uchatka złapała rybę nadymkę. Najpierw ściskała ją w paszczy, tryskając wodą jak ze śmigusówki, potem podrzucała zdobycz, bawiąc się nią jak piłką. Jeśli nie robiła tego dla zabawy, to doprawdy nie wiem, dlaczego. W innej zatoce, La Loberia, całą plażową społeczność skutecznie rozkleiła trójka młodych uchatek, baraszkująca w płytkiej wodzie.

To dla zwierząt na Galapagos przybywają turyści. Dla żółwi słoniowych i waranów morskich, dla ostatnich pingwinów równikowych i głuptaków o niebieskich stopach, dla żółwi morskich i wielkich płaszczek, i dla lwów morskich też. Płacą niemałe pieniądze, by tu być, mieszkać, jeść, pływać i patrzyć na zwierzęta. Dzięki temu mieszkańcom wyspy San Cristobal żyje się lepiej. To także forma współistnienia.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze