Marco Polo, słynny wenecki kupiec z XIII wieku, odbył podróż do Chin przez Mongolię konno. Zagrażali mu bandyci, choroby i trudne warunki pogodowe. I choć minęło kilkaset lat, bezkresne stepy mongolskie to wciąż tereny dzikie. Mimo że nowoczesne technologie, takie jak GPS czy smartfony, ułatwiają podróżowanie, to pokonywanie tego terenu konno wciąż wymaga ogromnej wytrzymałości. Przekonuje się o tym pochodzący z Brzeska Daniel Małajowicz, który przy pomocy dwóch koni przemierza Mongolię. Wenecki podróżnik kierował się ciekawością, chęcią realizacji misji dyplomatycznej i zysku. A jakie są motywacje współczesnego podróżnika?
Podróżowanie może być kluczem do głębszego zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości, ale także nas samych. Dzięki życiu w drodze możemy odnaleźć w sobie pokłady odwagi, ciekawości i wytrwałości. Podróżnik Daniel Małajowicz jest doskonałym przykładem osoby, która wykorzystuje podróże jako narzędzie do realizacji marzeń. Pod koniec ubiegłego roku zawiesił pracę komercyjnego przewodnika.
– Musiałem zacząć robić rzeczy, które mnie pasjonują, a nie te, które były koniecznością i wynikały z obowiązków. Nie mam jeszcze domu, rodziny, ani dzieci, więc mogłem sobie na to pozwolić. Zarabianie pieniędzy nie było dla mnie priorytetem – tłumaczy.
W step ku równowadze duszy
Podróże to nie tylko odkrywanie nowych miejsc i poznawanie ludzi. To także poszukiwanie wewnętrznej równowagi i higieny psychicznej. Właśnie z tych ostatnich powodów Daniel Małajowicz zdecydował się na długą podróż. Obejmowała ona Wyspy Owcze, Lofoty, USA, Kirgistan i Mongolię. Pokonywanie wyznaczonego szlaku ma mu pozwolić oderwać się od codziennych obowiązków, na nowo zachwycić światem i naładować wewnętrzne baterie. – Jeżeli chodzi o obieranie kierunków, to często jest to związane z tym, że prowadzę tam także wyjazdy turystyczne. Tak było w przypadku Wysp Owczych i Stanów Zjednoczonych. Te kraje były związane z moim własnym wyborem, ale też z oprowadzaniem turystów. Często proszę biuro, dla którego pracuję, o zakup biletu nieco wcześniej. Realizuję swoją mikropodróż we własnym stylu, a później jadę z turystami. Wykorzystuję też okazje, że oprowadzam – powiedzmy sobie – znajomych, dla których organizuję wyjazdy. Tak było w przypadku wyprawy przez Kirgistan. Dzięki temu mogłem zaoszczędzić na wyprawę do Mongolii. Autobusem pojechałem do Kazachstanu, do Ałmaty. Stamtąd już skorzystałem z tańszego samolotu do Mongolii – relacjonuje Daniel.
Kirgistan i Mongolia to przykłady miejsc, w których można doświadczyć autentycznego życia, dalekiego od zhomogenizowanych wzorców zachodniej cywilizacji. Spotkania z lokalnymi mieszkańcami i uczestnictwo w ich codziennym życiu, na przykład nocując w jurcie, staje się bezcennym doświadczeniem. Można wtedy poczuć, że ludzkie doświadczenia, choć różnorodne, są uniwersalne. – W Kirgistanie przejechaliśmy przez piękne góry autem terenowym z sypialnią w środku. Dlatego nie byliśmy ograniczeni infrastrukturą turystyczną. Było też sporo nocy spędzonych w jurtach. Co drugą, trzecią noc staraliśmy się spać u lokalsów. Celem było odkrywanie kultury. Tam jadłem też najdziwniejsze potrawy. To było świetne doświadczenie –ocenia podróżnik.
W pogodni za prawdziwym doświadczeniem
W ostatnich latach prowadził wiele grup turystów po Islandii i Norwegii. Podróżując od 15 lat zauważa gigantyczną zmianę w turystyce. – Ona niszczy odkrywanie. Czyli coś, co lubię najbardziej. Kiedy oprowadzam grupy jako przewodnik, trudno odkryć drugiego człowieka, jego uwarunkowania, lokalne środowisko. Turystyka to biznes. Turysta płaci, turysta wymaga, turysta dostaje – wylicza. Dlatego sytuacje w stylu: zatrzymamy się w przydrożnym domku, gdzieś w Jordanii, a ktoś ugości nas szklanką herbaty czy kawy, są coraz rzadsze. Grupa jedzie od punktu A do B. Są ustawione miejsca i są tam ludzie, którzy dostają za to pieniądze. – Dlatego w pracy koncentruję się na pokazywaniu ludziom smaczków natury. Zresztą ludzie są także coraz trudniejszym elementem. Szczególnie tam, gdzie pracowałem, na północy. Bo to kultura dość sympatyczna, ale zarazem hermetyczna. Bliższy kontakt wymaga bezpośredniego poznania, a przy chodzeniu z grupą jest to trudne. Oczywiście, jeżeli podróżujemy po Afryce czy Bliskim Wschodzie jest łatwiej. Dlatego Mongolia jest dla mnie dobrym kierunkiem. Turystów tu mało. Są pasterze, jurty, prawdziwe jedzenie i doświadczenia, o jakie trudno z biurem – relacjonuje Daniel.
Choć to na razie bardziej oczekiwania niż relacja, bo czas zajmuje podróżnikowi poskramianie zwierząt, studiowanie prognoz pogody i nawigacja. Te wyzwania pomagają mu lepiej zrozumieć siebie, są też szkołą pokory. W praktyce pokonywanie Mongolii z dwoma końmi okazało się znacznie trudniejsze, niż można się było spodziewać. Wstawanie skoro świt i opieka nad końmi okazały się ciężką pracą. – Wstaję o piątej, po pierwszym rżeniu. Koń, który jest na linie, nawołuje tego drugiego. Więc przyprowadzam tego, który jest gdzieś w polach. Później, jadąc konno, muszę dwoma rękoma i głosem prowadzić oba konie. Każdy z nich to osobny charakter. Muszą się dogadać wzajemnie, ale także ze mną. Czasami czegoś nie dopatrzę, nie dopnę jakiejś linki, coś się zsunie i muszę kilka razy stawać, by poprawiać bagaże. Jest mnóstwo sytuacji, w których konie zaczynają panikować. Wtedy trzeba zachować zimną krew. Przed dwoma dniami przyjechaliśmy na miejsce, gdzie okazało się, że jest tyle komarów, iż nie można napoić koni, ani rozstawić namiotu. Zacząłem się czuć zmęczony, psychicznie i fizycznie. Ktoś mnie pyta, jak mi się podoba natura? A ja jeszcze nie miałem możliwości się jej przyjrzeć, bo wciąż pracuję z końmi. To chyba moja najtrudniejsza wyprawa – ocenia.
Czytanie Biblii z piratami
Ponieważ ma własny namiot, lokalizacja jurt nie jest problemem. Musi myśleć głównie o dostępności wody, aby napoić konie oraz o zapewnieniu im możliwości poskubania trawy. Na koniec zamierza wrócić do punktu, z którego wyruszył. Jednak jego wyprawa to bardziej droga niż cel. Trasa zmienia się nieustannie. Po sześciu dniach opracowany został czwarty, zupełnie nowy wariant. Rano siada do mapy i analizuje przewyższenia, cieki wodne i prognozy opadów. Deszcze sprawiają, że rzeki są trudniejsze do sforsowania. A jeżeli ich nie będzie, mogą wyschnąć, wtedy konie zostaną bez wody. – Pojadę w kierunku opuszczonej świątyni buddyjskiej w górach, skracając wcześniejsze zamierzenie, żeby iść dalej nad górskie jeziora – opowiada.
Od trzech tygodni spędza czas z końmi, od tygodnia jeździ sam. Zmęczenie powoduje, że nie wie, czy zakończy przygodę zgodnie z planem. Wyprawę traktuje trochę jak wewnętrzną walkę, którą musi stoczyć, by mieć więcej pokory. Energię do smartfona zapewnia mu panel słoneczny na jednym z koni. Do tego źródła podpina cztery powerbanki. Ma też spore zapasy jedzenia. Jego spiżarnia zawiera kilogram suszonych, posiekanych warzyw, mleko liofilizowane, pesto, mleko kokosowe, pasty, curry, worek przypraw, ryże, fasolę, makarony, herbatę i kawę, a nawet aeropress do tej ostatniej. – Jak zechcę, mogę tu zrobić prawdziwego MasterChefa – uśmiecha się, siedząc w namiocie podczas deszczu. Daniel lubi gotować, ceni kuchnię outdoorową, umie nawet piec. W przeszłości na Karaibach zdarzało się mu zarobkować, piekąc chleb i sprzedając go właścicielom przepływających w pobliżu łodzi.
W jednym z materiałów wideo opublikowanych na platformie YouTube, przed laty podczas podróży autostopem po Kolumbii, przekonywał, iż w podróżowaniu pomaga mu szczęście, intuicja, uśmiech i doświadczenia. Te ostatnie zaczął gromadzić od autostopu. – To otworzyło mi oczy na piękno świata i życzliwość ludzi – relacjonuje. Później był jachtostop, m. in. do Ameryki Południowej. Tam np. z piratami czytał Biblię. Te doświadczenia umożliwiły mu pracę w charakterze przewodnika i organizowanie wypraw, takich jak ta do Kirgistanu. – W pewnym momencie zastąpiłem grupę znajomych w Brzesku podróżnikami. W tym kreatywnym środowisku trudno rezygnować z marzeń i odkryć. Miałem szczęście trafić na wyjątkowych ludzi, z którymi wzajemnie się inspirujemy do coraz ciekawszych rzeczy – opowiada.
Swoimi wrażeniami dzieli się na Instagramie i na Facebooku. Jego celem jest także YouTube, choć wciąż brakuje mu czasu na montaż materiałów. Edycja jednego odcinka zajmuje mu 4-5 dni. Dlatego ostatnio zmontował trzy filmy, jednak opublikował tylko jeden. Próbuje też znaleźć kogoś do pomocy w montażu. Ma dużo nagranych materiałów, brakuje mu jednak zasobów czasowo-energetycznych, aby się nimi podzielić.
Dom jest tam, gdzie aktualnie mieszka
Podróże mogą prowadzić do niespodziewanych, ale głębokich relacji. W ubiegłym roku podczas jednej z podróży za kołem podbiegunowym spotkał Polkę, z którą, jak mówi, świetnie mu się rozmawia. – Nie szukałem wtedy żadnych związków, a spotkaliśmy się przez Instagram. Zapytałem ją, czy mogę wziąć u niej prysznic. Spotkaliśmy się, zaczęliśmy rozmawiać i nie mogliśmy przestać przez 15 godzin idąc na szczyt góry podczas dnia polarnego. Do dziś codziennie rozmawiamy i jesteśmy razem. Spotkamy się za dwa miesiące w Azji Południowo-Wschodniej, gdzie będziemy wspólnie podróżować – zdradza.
Z Mongolii zamierza jechać do Chin. Później ma na celowniku Tajlandię lub Laos. Planuje spotkanie ze swoją dziewczyną, z którą zamierzają wspólnie podróżować przez pewien czas. Do Brzeska wróci prawdopodobnie na Święta Wielkanocne. Choć w ostatnich latach Islandia była miejscem, o którym mówił „dom”, zmieniło się to w czasie pandemii. – Dom jest tam, gdzie aktualnie mieszkam. Jest też oczywiście dom rodzinny – deklaruje.
Przyznaje, że podczas przemierzania wielu tysięcy kilometrów w ciągu kilkunastu lat podróży nigdy nie był w sytuacji, w której czułby się naprawdę zagrożony. – Czasem miałem wątpliwości, co się dzieje, ale zazwyczaj okazywało się, że wszystko jest w porządku, a ja źle odczytałem czyjeś zamiary. Moja taktyka to pewność siebie i spojrzenia głęboko w oczy. Zazwyczaj też przespanie pierwszej nocy w nowym miejscu pozwala mi poczuć się pewniej – deklaruje.
Przykład Daniela pokazuje, że choć turystyka masowa zmieniła sposób poznawania nowych miejsc, nie znaczy to, że same podróże straciły sens. Wręcz przeciwnie. Wciąż możemy odnaleźć w nich to, co najważniejsze: kontakt z naturą, autentyczne spotkania z ludźmi i możliwość odkrywania siebie na nowo. Podążanie za wybranym celem pozostaje jednym z najlepszych sposobów na naukę, rozwój i odkrywanie różnorodności świata. Dlatego, jeżeli tylko mamy możliwość, warto pomyśleć o wyruszeniu w drogę. Za horyzontem czeka świat pełen pięknych widoków i fascynujących kultur, który każdemu z nas może pomóc w poznaniu siebie jeszcze lepiej.




![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)



















