Wyzwanie biegowe w szczytnym celu

0
Zdrowo do celu
REKLAMA

W ubiegłym tygodniu miało miejsce niesamowite wydarzenie, które swoim zasięgiem objęło cały świat. Niejaki DAVID GOGGINS, amerykański żołnierz US NAVY SEALS, a także ultramaratończyk i filantrop, znany z organizowania głównie biegów charytatywnych, zachęcili wszystkich poprzez platformę Instagram do wzięcia udziału w wyzwaniu możliwym do zrealizowania w dowolnym miejscu na świecie. Szymon Marciniec to trener grupy ZDROWO DO CELU, zawsze ambitnie podchodzący do tego typu przedsięwzięć.

Przeczytajmy, co miał do powiedzenia Dawidowi Remianowi na temat Maratonu 4x4x48h.

Witaj Szymon, opowiedz o swoim szaleńczym pomyśle. Co kierowało Tobą przed podjęciem wyzwania Davida Gogginsa. Ze swojej strony dodam: cieszę się, że widzę Cię w jednym kawałku!
Witam! Rzeczywiście pomysł odważny, ale przechodząc do sedna. Zadaniem było przebiec 4 mile, co 4 godziny, a całość operacji trwała 48 godzin. Czy to szaleństwo? Rzeczywiście, zadanie jest niełatwe. Ochotnik ma tyle czasu na przerwę, ile zostanie mu po każdym biegu. Cała zabawa w polskiej strefie czasowej rozpoczęła się dokładnie o godz. 5:00 czasu polskiego 5 marca i wtedy też ruszyłem do pierwszego biegu. Pragnę wspomnieć, iż do pomysłu nakłonił mnie nasz serdeczny kolega trener Filip Herduś, badając wcześniej okoliczności wydarzenia. Całość wydała mi się na tyle spójna, że podjąłem rękawicę.

Warunki miałeś mocno zimowe, mimo że dzień wcześniej pogoda symbolizowała nadchodzącą wiosnę. Czy miałeś stały kontakt z Filipem, za którego namową wystartowałeś? Jak to wyglądało?
Udało się nam bez przeszkód wystartować. Filip, mimo iż delikatnie odczuwał „łydkę”, sprawnie rozpoczął równolegle ze mną swój bieg w Warszawie, gdzie obecnie mieszka. Widzieliśmy się na „relacjach live”, co podkręcało nas wzajemnie. Element nie tyle rywalizacji, co zdrowego współzawodnictwa i wzajemnego wsparcia to bardzo ważny czynnik motywujący. Bo wyzwanie ewidentnie nie należy do łatwych. Łącznie do przebiegnięcia było w ciągu dwóch dni aż 77,28 km! Nie przeraziło mnie to jakoś, gdyż kiedyś w ramach własnego sprawdzenia udało mi się w ciągu kilku różnych biegów w 24 godziny przebiec 64 km. Jednak dzień jest dniowi nierówny. Dreszczyk emocji i mocno podniesione tętno przed każdym startem – gwarantowane.

REKLAMA (2)

Warto wspomnieć o Twoim zapleczu. Na co dzień jesteś aktywnym trenerem, lubisz sport, a jego głównym nurtem była od dziecka piłka nożna. Można więc powiedzieć, że masz predyspozycje do biegu?
Rzeczywiście, piłka wszystko zapoczątkowała. Byłem adeptem klubu w Lisiej Górze, skąd w 2013 roku trafiłem do Bruk-Bet Termalica w Niecieczy, następnie do klubu Tarnovia, by w 2017 zagościć w rodzimym KS US Śmigno, aż do chwili obecnej. Bieg to istotny element tego sportu, jednakże w 2019, uprzednio zmieniając nieco swoje treningi, wystartowałem w dwóch maratonach biegowych w Warszawie oraz Wiedniu. Zderzenie ze ścianą maratonu to bardzo ciekawe doświadczenie i wielki trening siły charakteru. To jest chyba ten element, który kręci mnie najbardziej. Podnoszenie swoich kwalifikacji wyżej i wyżej.

Z pewnego źródła wiem, że nie miałeś czasu specjalnie przygotować się do challenge’u. Jak Twoja forma i treningi piłkarskie? I czy rozpocząłeś już sezon kolarski? A może za dużo zdradzam?
Nie, nie jest tajemnicą, że kolarstwo górskie i przełajowe również towarzyszą mi w życiu. Sezon rowerowy ze względu na pogodę i pandemiczne ograniczenia jeszcze się nie rozkręcił, treningi piłkarskie odbywają się jednak regularnie. Uważam, że byłem do tego dość dobrze przygotowany.

Obaj wiemy jednak, że bieg nie był tylko i wyłącznie sprawdzeniem siebie, ale pomocą w celu charytatywnym. W tym przypadku bardzo konkretną. Zasady biegu określają możliwość wyboru formy zbiórki pieniędzy i tak stało się też w przypadku Ciebie i Filipa Herdusia. Opowiesz o tym?
Trzonem tej historii jest charytatywna zbiórka funduszy. Postanowiliśmy przeznaczyć zebrane pieniądze na pomoc dla IZY MARCINIEC, małej dziewczynki, mojej krewnej, która urodziła się z brakiem małżowiny usznej, a także zrośniętym przewodem słuchowym. Szansą dla Izy jest operacja odtworzenia przewodu słuchowego oraz rekonstrukcja małżowiny usznej. Niestety, w Polsce jest ona możliwa dopiero za kilka lat i jest obarczona bardzo dużym ryzykiem niepowodzenia, więc zbieramy na operację w USA. Głęboko wierzę, że uda się zebrać potrzebne pieniądze, a nasz bieg się do tego przyczyni.

REKLAMA (3)

To bardzo szczytny cel i niezwykle wzruszająca historia. Jestem dumny, że takie rzeczy dzieją się na naszym „podwórku”. Na pewno biegło Wam się zdecydowanie inaczej, mając tę historię w głowie. Ale czy pochwalisz się wreszcie osiągniętym rezultatem?
Udało mi się przebiec z czasem 536 minut, co daje niecałe 9h biegu w ciągu tych 48 godzin.

Najtrudniej biegło się oczywiście w nocy, z czego najcięższy był dla mnie o dziwo ostatni… była to prawdziwa walka z samym sobą. Wygrałem jednak z bólem i apatią i jestem z siebie zadowolony. Filip Herduś także szczęśliwie ukończył wszystkie 12 biegów. Ufamy, iż zbiórka charytatywna nabierze rozpędu i z tego miejsca nieśmiało pragnę prosić o wsparcie.

Zbiórkę można wesprzeć pod adresem: https://www.siepomaga.pl/iza-marciniec

Dawid Remian – trener osobisty, mgr wychowania fizycznego ze specjalizacją gimnastyka korekcyjna – korekcja wad postawy, specjalizujący się w indywidualnym treningu prozdrowotnym, a także w zajęciach grupowych o charakterze interwałowym. Na co dzień rezydujący w studio treningu LEVEL UP oraz w Fitness Klub FORMA.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze