Po raz drugi w tym sezonie „Słoniki” przegrały z „Miedziowymi”, po raz drugi straciły też komplet punktów w meczu na własnym stadionie. – Nie zagraliśmy dobrego spotkania – mówił potem trener Czesław Michniewicz. Jego drużyna mimo porażki utrzymała się jednak na najniższym stopniu podium ekstraklasowej tabeli. Przed zimową przerwą piłkarze Bruk‑Betu Termaliki zagrają jeszcze w tym roku dwa spotkania, a już w najbliższą sobotę ich wyjazdowym rywalem będzie Górnik Łęczna, ostatnia ekipa zestawienia.
Piłkarze i kibice „Słoników” mieli ostatnio powody do zadowolenia. Drużyna, która po bardzo dobrej części sezonu przegrała trzy spotkania z rzędu, znowu się odbudowała i zwyciężyła rezultatem 3:1 dwa kolejne wyjazdowe mecze z Arką Gdynia oraz Cracovią. Zdobyte punkty sprawiły, że ekipa – jak podkreślano – wydostała się z chwilowego dołka, wróciła także na podium tabeli Lotto Ekstraklasy. „Słoniki” miały również chrapkę na zwycięstwo w piątkowym meczu 18. kolejki z KGHM Zagłębiem Lubin, tym bardziej że po wyjazdowej przerwie drużyna z Niecieczy grała przed własną publicznością, gdzie w tym sezonie przegrała dotychczas tylko jedno spotkanie.
W najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce trwa już rewanżowa część sezonu zasadniczego, a w pierwszym spotkaniu z Zagłębiem podopieczni Czesława Michniewicza przegrali w Lubinie 0:2. Potem obydwie drużyny długo zajmowały obok siebie miejsce w ścisłej czołówce tabeli („Miedziowi” wyprzedzali nawet „Słoniki”), ale ta sytuacja zmieniła się ostatnio, gdy tym razem to lubinian dotknął kryzys i spadli też w ligowym zestawieniu na niższe miejsce. Drużyna dowodzona przez trenera Piotra Stokowca przegrała bowiem wszystkie trzy listopadowe spotkania, dlatego do Niecieczy przyjechała z nadzieją na przełamanie złej passy i powtórzenie lipcowego zwycięstwa.
Skromna wygrana gości
Już w pierwszych minutach piątkowej konfrontacji lubinianie udowadniali, że chcą przerwać fatalną serię porażek. Aktywna gra przyniosła efekt bardzo szybko, bo w 5. minucie spotkania, gdy Dorde Cotra zagrał piłkę w pole karne gospodarzy, a ta najpierw trafiła pod nogi Łukasza Janoszki, potem Adama Buksy (po raz pierwszy występującego w podstawowej „jedenastce”), który z bliskiej odległości trafił do bramki. Emocjonujący początek nie miał jednak przełożenia na dalszy przebieg spotkania, a szczególnie w pierwszej połowie na boisku działo się już niewiele.
Po przerwie były pojedyncze momenty, w których obydwie drużyny próbowały zagrozić bramce rywala (przy czym gospodarzom zdarzało się to nieco częściej), ale stwarzały sobie nie najlepsze okazje i nic z nich finalnie nie wyniknęło. Zagłębie postanowiło bronić wyniku w oparciu o defensywę, a „Słoniki” zostały zmuszone do ataku pozycyjnego, który nie jest ich domeną w tym sezonie. Nowi piłkarze na boisku desygnowani do gry także nie wpłynęli na przebieg rywalizacji. Ostatecznie lubinianie zdołali dotrwać do ostatniego gwizdka sędziego Szymona Marciniaka ze skromnym i wyrachowanie utrzymanym prowadzeniem 1:0.
– Straciliśmy bardzo szybko bramkę, potem nie byliśmy w stanie wykreować odpowiedniej ilości sytuacji, żeby zdobyć gola wyrównującego i myśleć o zwycięstwie – ocenił pierwszą odsłonę meczu trener Michniewicz. – W drugiej połowie Zagłębie świadomie cofnęło się dość głęboko, zmuszając nas do ataku pozycyjnego. Gra jednak nam nie wychodziła, byliśmy apatyczni, wolni, mało agresywni, stąd też ta przykra przegrana po dwóch wyjazdowych zwycięstwach. Żałuję, że tak się stało, ale nie zagraliśmy dzisiaj dobrego spotkania.
Ze stosunkowo krytyczną oceną szkoleniowca gospodarzy nie korespondują statystyki meczu. Niecieczanie – jak z nich wynika – byli stroną dominującą: dłużej utrzymywali się przy piłce, oddali więcej strzałów, zagrali więcej piłek, częściej podawali. Problem w tym, że „Słoniki” w tym sezonie wygrywają wówczas, gdy mogą skupić się na defensywie i co jakiś czas zaatakować, a szybkie objęcie prowadzenia przez gości i ich późniejsza taktyka uniemożliwiły taką postawę gospodarzy. W piątek zawodnikom Bruk‑Betu Termaliki zabrakło też stuprocentowych sytuacji i skuteczności, bo z kilkunastu strzałów zaledwie jeden okazał się celny.
– Niestety nie da się wygrać wszystkich spotkań. Ostatnio mieliśmy niezłą passę na wyjeździe, ale nie wiem, co dzieje się z nami u siebie – mówił po meczu kapitan Bartłomiej Babiarz. „Słoniki”, które w tym sezonie długo na własnym obiekcie były niepokonane, przegrały bowiem drugie spotkanie z rzędu przed własną publicznością. – Fatalnie zaczęliśmy, druga połowa nie była lepsza. Stworzyliśmy sytuacje, ale było trochę nieskuteczności, trochę szczęścia lubinian. Złość w drużynie jest ogromna, bo wiemy, że to spotkanie co najmniej powinniśmy zremisować, jeśli nie wygrać.
Bruk‑Bet Termalica Nieciecza – KGHM Zagłębie Lubin 0:1 (0:1).
Buksa 5. min. Bruk‑Bet Termalica: Pilarz – Fryc, Osyra, Putiwcew, Guilherme, Misak, Jovanović (70’ Kowal), Kupczak, Babiarz, Gergel (46’ Guba), Stefanik (46’ Kędziora).
Dwa mecze do zimy
Piątkowa przegrana nie pogorszyła sytuacji Bruk‑Betu Termaliki w ekstraklasowej tabeli, w której klub z Niecieczy nadal zajmuje 3. miejsce za Jagiellonią Białystok i Lechią Gdańsk. Problem w tym, że kolejne drużyny w stawce są już bardzo blisko „Słoników” – Legia Warszawa traci do nich jeden punkt, Lech Poznań dwa, a Zagłębie trzy. Inna sprawa, że wyniki drużyny Michniewicza są znacznie lepsze niż te osiągane przez klub na analogicznym etapie poprzedniego sezonu, gdy ówczesna Termalica znajdowała się w drugiej części tabeli.
Postawę „Słoników” doceniają również ich rywale, zwracając uwagę na trudności z jakimi spotykają się występując przeciwko drużynie z Niecieczy, która zyskała w tym sezonie duże poważanie. Wyraził je też po piątkowym meczu trener Zagłębia Lubin, podkreślając z uznaniem waleczną postawę gospodarzy i stronę organizacyjną klubu z niewielkiej miejscowości.
– Dziękuję rywalowi za walkę, cieszę się, że z tego terenu wywozimy trzy punkty – mówił na pomeczowej konferencji prasowej Piotr Stokowiec. – Jestem pierwszy raz w Niecieczy. Szacunek właścicielom klubu należy się za obiekt, który tutaj zastałem, warunki jakie stworzyli do pracy. Drużyna jest dobrze poukładana, ma fajny sztab szkoleniowy. Widać efekty tej pracy, a miejsce, które zajmuje klub w tabeli jest nieprzypadkowe.
W tym roku ekstraklasowe zespoły rozegrają jeszcze po dwa spotkania. W najbliższej 19. kolejce zawodników klubu z Niecieczy czeka wyjazdowy mecz z Górnikiem Łęczna (który swoje domowe spotkania rozgrywa w tym sezonie w Lublinie), a w połowie grudnia zagrają u siebie z Pogonią Szczecin w ramach ostatniego meczu przed rozpoczęciem zimowej przerwy w rozgrywkach.
Dotychczasowa postawa łęcznian sprawia, że w przyszłą sobotę to znacznie wyżej notowani goście będą faworytem konfrontacji. Górnik od dłuższego czasu zajmuje bowiem ostatnie miejsce w tabeli i jest głównym kandydatem do spadku, a w całym swoim dorobku ma tylko trzy zwycięstwa, co sprawiło, że ostatnio z pracą pożegnał się trener Andrzej Rybarski. W pierwszym spotkaniu sezonu „Słoniki” pokonały już łęcznian u siebie 2:1, teraz będą chciały nawiązać do tamtej wygranej.
Szkoleniowiec klubu nie może jednak skorzystać z usług stopera Artema Putiwcewa, który w piątek otrzymał czwartą żółtą kartkę i musi pauzować. W tym roku nie zagra już także kontuzjowany napastnik Vladislavs Gutkovskis, bez którego Bruk‑Bet Termalica musiała sobie radzić również w meczu z lubinianami (to spora strata, bo – jak wyliczył „Przegląd Sportowy” – łotewski zawodnik brał bezpośredni udział aż w 27 procentach akcji, po których „Słoniki” zdobywały gole). Niecieczanie w sobotnim spotkaniu z Górnikiem liczą jednak na dziesiątą wygraną w tym sezonie.
– Trzeba zdobywać jak najwięcej punktów, żeby dostać się do górnej ósemki tabeli w rundzie finałowej. Taki jest nasz cel i musimy jeszcze trochę punktów jesienią zdobyć, by na wiosnę było spokojniej – mówi kapitan drużyny z Niecieczy.






















