Podobno wszystko jest na dobrej drodze i sytuacja z ubiegłego sezonu, kiedy wygrana I ligi okazała się pyrrusowa, już się nie powtórzy.
Drużyna na sukces
To z pewnością nie był łatwy sezon. Zawodnicy mogli czuć spory zawód, że cały ich wysiłek w poprzednich rozgrywkach poszedł na marne. Wykazali się jednak dużą, sportową ambicją. Przez większą część sezonu prowadzili w tabeli i kiedy wydawało się, że powinni swoją grupę I ligi wygrać w „cuglach”, szczęście się odwróciło. Najpierw z zespołu odszedł najskuteczniejszy zawodnik Dariusz Dutka. Miał takie prawo, bo podpisano z nim kontrakt obowiązujący tylko do końca minionego roku. Gorzej, że po Nowym Roku skład się „posypał”. Kontuzja goniła kontuzję, w efekcie tarnowianie zaczęli tracić punkty. Wspomniany ostatni mecz ligowy z Czuwajem był z gatunku o wszystko. Tarnowian urządzało tylko zwycięstwo. – Zawsze wierzyłem w chłopaków, chociaż po serii kontuzji pojawił się lekki niepokój, jak zakończy się sezon. Duże brawa należą się przede wszystkim zawodnikom, którzy pomimo kontuzji zrobili wszystko, aby wrócić do składu na decydujące spotkania – mówi trener Ryszard Tabor.
Co zadecydowało o tym, że szczypiorniści SPR okazali się najlepsi w grupie, a potem, w rewanżowym spotkaniu, wręcz zdemolowali Nielbę? Patrząc z trybun można było odnieść wrażenie, że w dużym stopniu przygotowanie fizyczne. Potwierdza to Ryszard Tabor, dodając także inne cechy: Na pewno byliśmy bardzo dobrze przygotowani fizyczne, w czym duża zasługa samych zawodników. Dużą rolę odegrał też fakt, że drużyna gra ze sobą w większości już od dłuższego czasu, jest ze sobą zgrana. A do tego trzeba dodać większe niż u rywali umiejętności indywidualne. A poproszony o wyróżnienie któregoś z piłkarzy dodaje: Wszyscy zapracowali na sukces. Najwięcej minut na parkiecie spędził bramkarz Dawid Cichoń i bronił znakomicie, a jak trzeba było, zastępował go z powodzeniem Grzegorz Barnaś.
W oczekiwaniu na licencję i wzmocnienia
Szczypiorniści zrobili swoje, teraz kolej na działaczy. Tarnowianie wysłali już aplikację o licencję na grę w Superlidze, do końca miesiąca mieli dosłać brakujące dokumenty, a potem będą czekać na dobre wieści ze stolicy. Wacław Grzesik, kierownik drużyny jest spokojny: Nieoficjalnie wiem, że licencję tym razem otrzymamy. Zgodnie z wymogami licencyjnymi SPR musi mieć zabezpieczony budżet na poziomie minimum 2 milionów złotych. To i tak niewiele w porównaniu z gigantami polskiego szczypiorniaka Vive Kielce czy Wisłą Płock, ale także kilkoma innymi drużynami. Pozostaje kwestia hali. Wacław Grzesik uspokaja twierdząc, że warunkowo SPR otrzyma zgodę na grę w hali PWSZ, a potem może się przenieść do zmodernizowanej „Jaskółki”, kiedy wreszcie zostanie oddana do użytku. Jest rzeczą oczywistą, że drużyna musi zostać wzmocniona, trener Tabor wspomina o konieczności zaangażowania 3‑4 doświadczonych zawodników, którzy skutecznie pomogą beniaminkowi w walce o superligowe punkty. Nie jest to łatwe, bo rynek graczy dostępnych, i na których stać tarnowian, nie jest duży. Rozpoczęły się już negocjacje z zawodnikami, dotychczas reprezentującymi SPR, działacze sondują, jakie mają oczekiwania. Po okresie roztrenowania szczypiorniści otrzymają teraz kilka tygodni wolnego. A czy Ryszard Tabor, jakby nie patrzeć współautor sukcesu, poprowadzi zespół w rozgrywkach i mistrzostwa Superligi? – Jestem po rozmowach z kierownictwem sekcji. Przedstawiłem swój plan pracy i jeżeli moja koncepcja zostanie zaakceptowana, to jestem gotów podjąć się tego zadania. Wszystko w rękach działaczy – mówi szkoleniowiec.
Czekamy na licencję oraz pierwsze personalne decyzje. Sezon na parkiecie wprawdzie się skończył, ale emocje związane z przyszłością tarnowskiej piłki ręcznej bynajmniej nie.
























