Marcin Ogarek: Brakuje doświadczenia i… pieniędzy

0
marcin ogarek
REKLAMA

Po pierwszej części sezonu piłkarze ręczni tarnowskiego SPR‑u zajmują przedostatnie miejsce w I lidze. Chyba nie tak to miało wyglądać…?
Przed sezonem mieliśmy trochę inne założenia, chociaż spodziewałem się, że trzeba będzie zapłacić frycowe, bo drużyna jest bardzo młoda i niedoświadczona. Po pierwszej rundzie czuję niedosyt. Pogubiliśmy trochę punktów u siebie w meczach z rywalami, którzy potencjalnie byli w naszym zasięgu. Stracone punkty bolą, bo liga jest bardzo wyrównana i trudno będzie je odrobić w drugiej rundzie. Nasz powrót do I ligi po kilku latach wypadł poniżej oczekiwań.
W II lidze nie mieliście sobie równych. Zaskoczył was poziom pierwszoligowych rozgrywek?
Przeskok jest duży, ale tego się spodziewaliśmy. Graliśmy już przed sezonem z pierwszoligowymi drużynami i mieliśmy świadomość ich poziomu, ale przestrzegałem też, że rozgrywki mogą być szokiem dla niektórych zawodników. Znaliśmy pierwszoligowców i przed sezonem liczyliśmy na wygranie wszystkich meczów u siebie i ewentualnie jednego spotkania na wyjeździe, czego nie zrealizowaliśmy. Trzeba jednak zwrócić uwagę na fakt, że czasem, nawet na wyjazdach, przegrywamy małą liczbą bramek. Nasze wyniki nie są doskonałe, ale nie doszukiwałbym się wstydu z ich powodu. Po prostu nasze warunki fizyczne nie są najlepsze i wystarczy spojrzeć na zdjęcia zawodników z innych klubów, żeby zobaczyć, jaka jest różnica. Czasem wygląda to wręcz śmiesznie.
Jakie braki ma pana drużyna?
Ogólnie mówiąc, to na pewno brakuje nam głowy. Brakuje spokoju, bo mimo, że kilku zawodników występowało już na pierwszoligowych parkietach, to dla reszty drużyny jest to nowość, co w tym sezonie wyszło na jaw. W ważnych momentach nie zachowujemy odpowiedniej rozwagi na parkiecie, a rywale posiadają doświadczenie, które często odgrywa kluczową rolę. Drugim problemem jest nasza skuteczność. Różnica pomiędzy obroną w I i II lidze jest bardzo duża, bramkarze grają na wysokim poziomie, przez co nawet jeśli stwarzamy sobie sytuacje rzutowe, to w najważniejszym momencie nie potrafimy ich wykorzystać.
Przegraliście ostatnio piąty mecz z rzędu, na co wpłynęły też kontuzje kilku podstawowych zawodników. Może problem polega na tym, że brakuje zmienników?
Liczebność naszej kadry jest taka sama jak w innych klubach, a poziom zawodników to inna kwestia. W pełnym składzie mecze wyglądałby pewnie inaczej, ale nie stać nas na to, żeby posiadać kilkunastu zawodników na wysokim poziomie. Sytuacja finansowa tarnowskich klubów, w tym także nasza, jest trudna: trzeba o wszystko żebrać, liczyć każdą złotówkę. Nie ma mowy o tym, żeby móc pozwolić sobie na komfort posiadania pełnowartościowych zmienników.
Pod koniec stycznia wznowicie ligowe rozgrywki. Jaki jest wasz cel przed drugą częścią sezonu?
Bezwzględnym celem jest utrzymanie się w lidze, choćby nawet po barażach, bo od wielu lat wygrywa w nich drużyna pierwszoligowa. Najlepiej byłoby jednak utrzymać się bez baraży. Zawodnicy muszą się wznieść na wyżyny, a na dodatek każdy mecz będzie dla nich szczególnie trudny, bo będą grali pod presją. Może pojawić się dekoncentracja, której trzeba koniecznie uniknąć.
Wspomniał pan, że niedostatki w kadrze wynikają też z braku pieniędzy. To problem, który dotyczy tarnowskiego sportu w ogóle. Jak radzi sobie z nim piłka ręczna?
Firma Control Process, nasz główny sponsor, finansuje w większości działalność klubu, ale nie są to wystarczające pieniądze – nawet dodając do tego kilku mniejszych sponsorów. Wystarcza nam na funkcjonowanie, ale to wszystko. Nie można pozwolić sobie nawet na to, żeby sprowadzić dwóch naprawdę doświadczonych zawodników, jak zrobiło wiele innych klubów, bo wiąże się to z kontraktami rzędu kilku tysięcy złotych, a nas na to nie stać. Gramy więc swoimi wychowankami albo zawodnikami z Pałacu Młodzieży lub drużyny ze Skrzyszowa. Mamy dwóch chłopaków z Krakowa, ale to wszystko. Gdybyśmy chcieli kupić choć połowę składu, to już w ogóle nie wystarczyłoby nam na nic pieniędzy. Poza tym mamy dalekie wyjazdy: Wągrowiec, Biała Podlaska, Kalisz, Ostrów Wielkopolski. To wszystko sporo kosztuje.
Przy większych możliwościach finansowych bylibyście w stanie grać lepiej?
Powiem tylko tyle: utrzymanie średniej drużyny ekstraligowej kosztuje rocznie około 2‑3 milionów złotych, nieco inne proporcje są w I lidze. Żużel w Tarnowie pochłonął takie pieniądze, że wystarczyłoby nam na 10 lat piłki ręcznej na wysokim poziomie. Nie deprecjonuje żużla, bo to fajna dyscyplina z dużą tradycją, ale sprawił on, że tarnowski sport ma wielkie problemy. Przy trochę lepszym budżecie moglibyśmy kupić trzech zawodników i młodzi ludzie z Tarnowa mieliby się od kogo uczyć. Dobry poziom drużyny ściągnąłby na mecze zapaleńców, którzy chcieliby uprawiać ten sport. Jeśli nie ma jednak odpowiedniego poziomu, to nawet z młodzieżą jest kiepsko.
Ale przykład waszej drużyny, która jest w większości złożona z wychowanków, pokazuje, że jednak wciąż znajdują się młodzi sportowcy…
Na szczęście widać poprawę w zainteresowaniu piłką ręczną. Młodzi ludzie widzą pierwszoligową drużynę, więc zdają sobie sprawę, że jest jakaś nadzieja w trenowaniu tego sportu. Powinniśmy teraz wykorzystać sprzyjającą sytuację. Mamy Państwową Wyższą Szkołę Zawodową, więc zawodnicy nie muszą dojeżdżać, bo mogą i trenować w klubie, i uczyć się w tarnowskiej szkole – to sytuacja dobra dla obydwu stron. PWSZ ma też swoją akademicką drużynę, która gra w rozgrywkach, przywozi medale. Nie wiem, jakie są możliwości, ale bardzo chciałbym też grać w nowej hali PWSZ, która będzie bardziej kameralna. Przyjdzie kilkaset osób, zrobią zamieszanie, atmosferę na trybunach. A „Jaskółka”? Proszę wybaczyć, ale ta hala nie ma duszy.
A czy ze strony kibiców jest ostatnio większe zainteresowanie piłką ręczną w Tarnowie?
Trzy lata temu na trybunach było 40 osób, teraz jest 300. Jeśli będzie wynik, będą ludzie – to oczywiste. Nasza dobra gra w ostatnich latach i awans do I ligi to zasługa kilku fanatyków, którzy od lat dbają o piłkę ręczną w Tarnowie. Pamiętam swoje zawodnicze czasy, kiedy graliśmy za darmo. Na treningi przychodziło kilku zawodników, zależało nam tylko na utrzymaniu. Dzięki namowom wielu osób drużyna jednak funkcjonowała, a gdyby nie zapał kilku działaczy, to nie wiem, czy piłka ręczna przetrwałaby w Tarnowie. Teraz jest poprawa i trzeba zrobić wszystko, żeby o tym sporcie było w mieście głośniej. Ludzie chcą czegoś więcej niż tylko piłki nożnej i żużla, które są letnimi sportami. Przecież w zimie też można przyjść na piłkę ręczną czy siatkówkę, obejrzeć w hali ciekawe spotkanie. To fajne, widowiskowe sporty, co potwierdza coraz większa frekwencja na trybunach. Chciałoby się tylko, żebyśmy mieli jeszcze za co móc się rozwijać.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze