Unią Tarnów rządzi kobieta

0
Malgorzata Mekal
Małgorzat Mękal | fot. Paweł Topolski
REKLAMA

Jakie były pierwsze reakcje na wieść, że „baba” została szefem piłkarzy?
Różne. Dla niektórych był to szok. Kiedy rozeszło się, że zostałam prezesem klubu, to od razu rozdzwoniły się telefony z komentarzami, że chyba oszalałam, bo w Tarnowie, jeśli chodzi o sport, to nikomu jak dotąd nic się nie udało. Nie uważam tak. Udało się na pewno, jeśli chodzi o siatkówkę. Myślę, że z piłką nożną też się uda. W końcu nie trzeba kopać piłki, żeby zarządzać klubem. Ale to nie był mój pomysł, żeby zostać prezesem.
W takim razie czyj?
Nowej rady klubu, która została ostatnio powołana. Zdecydowano, że ja mogę się do tego nadać.
I po prostu się Pani zgodziła?
Powiedzmy – nie od razu – ale po pewnym czasie stwierdziłam, że to jest wyzwanie, a ja lubię wyzwania.
Weszła Pani do klubu i co dalej?
Na wstępie okazało się, że prezes w tym klubie nie ma nawet biurka, więc póki co siedzę „kątem” u księgowej. Ale nawet bez biurka można dojść do pewnych wniosków.
Jakich wniosków?
Na przykład takich, że w tym klubie nie było żadnego zarządzania, żadnych zasad ani wizji. Kompletna pustynia. Jeśli chodzi o treningi młodych piłkarzy, to praktycznie wszystko było na głowie rodziców. To, co powinien organizować, klub załatwiali oni, począwszy od butów, skarpet aż po miejsce do grania.


A pani ma jakąś wizję?
Na początek jedną: zaprowadzić tam dyscyplinę finansową i raportowanie wydatków. Pozamykać sprawy, które ciągną się latami, rozdzielić obowiązki, policzyć pieniądze i sprawdzić, na co je wydano, wprowadzić regulamin i zakresy obowiązków.
To oznacza, że może pani nie być szczególnie lubiana przez swoich współpracowników.
Nie chodzi tylko o pracowników i o lubienie. Klub to drużyna: seniorzy, juniorzy, ale też rodzice dzieci, które się tam szkolą. To głównie oni byli siłą napędową, która, mam nadzieję, doprowadziła do „dobrej zmiany”. Klub szkoli 350 dzieciaków. Ale nie można powiedzieć, że było to w jakikolwiek sposób zorganizowane. Panowały tutaj dziwne zasady, zupełnie niezrozumiałe, z których wynikało, że nie chodzi o żaden wynik sportowy.
Jakiś przykład?
Choćby to, że w klubie więcej do powiedzenia niż prezes klubu miał dyrektor szkoły sportowej, w której uczą się nasi zawodnicy. Był dziwny podział na dwa obozy: piłkarzy, którzy trenują do południa, bo właśnie uczą się w tej szkole, i tych popołudniowych. Zupełnie bez sensu było to, że zamiast wybrania najlepszych zawodników z wszystkich drużyn, był zakaz łączenia piłkarzy ze szkoły sportowej i tych trenujących popołudniami. Jak można osiągać sukcesy, skoro nikomu nie zależało na tym, żeby stworzyć jak najlepszą drużynę. To jakaś kompletna paranoja. Podobnie jak kwota 3 tys. złotych za transfer piłkarza do najwyższej ligi w Polsce. Klub wynajmował za niemałe pieniądze boiska, a piłkarze mogli spokojnie trenować na boiskach szkolnych.
No właśnie, obiekty treningowe – chyba nie są w najlepszym stanie?
Zdecydowanie nie są. Dlatego od razu zaczęłam szukać sposobu, żeby to zmienić. Jest pewien program rządowy, który zakłada dofinansowanie w połowie kwoty do boiska ze sztuczną nawierzchnią. Na pewno złożymy tam wniosek. Ten i wiele innych, bo praktycznie całe zaplecze i infrastruktura wymaga dofinansowania. Nie wiem jeszcze, ile dokładnie będziemy potrzebować na to pieniędzy, ale będziemy korzystać ze wszystkich możliwości. Do tej pory klub praktycznie nie składał żadnych wniosków o środki zewnętrzne. Zmarnowano wiele szans.
Będzie Pani szukać wsparcia w urzędzie miasta?
Na pewno. Nie może być tak, że większość środków z miasta przeznaczonych na wsparcie sportu trafia na żużel, który trenuje zaledwie kilkanaście osób. Piłka nożna to sport powszechny, który uprawiają dzieciaki w każdym wieku. To tam powinny iść nakłady finansowe. Tylko w ten sposób będziemy mogli dorobić się własnej kadry piłkarskiej i osiągać wyniki sportowe. Widać jakie emocje wzbudza piłka nożna patrząc na naszą kadrę narodową. Trzeba to wykorzystać. Piłka nożna jest po prostu cool, a nasze dzieciaki chcą trenować. Dajmy im szansę. Mówi się o tym, że miasto się wyludnia. Żeby to zatrzymać trzeba zacząć od początku. Pokażmy dzieciakom, że Tarnów może być fajnym miastem.
Juniorzy to jedno, ale jest też drużyna, liga i mecze. Nie można powiedzieć, że piłkarze Unii Tarnów są popularni, pewnie też dlatego, że wyniki są dalekie od oczekiwań.
Nie są i to też chcę zmienić. Żeby tak się stało tarnowianie i kibice piłkarscy muszą nas zobaczyć i poznać. Jak mieli to zrobić do tej pory skoro klub nawet nie miał własnej strony internetowej?! W przyszłym roku czekają nas 90‑te urodziny. To będzie doskonała okazja, żeby się pokazać. Na pewno zorganizujemy duży turniej, na który zaprosimy drużyny z innych miast.
Są na to pieniądze?
Jeszcze nie, ale będą. Doskonale wiem, że poszukiwanie sponsorów będzie moim głównym zadaniem. Jestem dobrej myśli. Zaraz po tym, gdy okazało się, że będę prezesem, zgłosił się już jeden, który chce nawiązać z klubem stałą współpracę. Wierzę, że to początek. Musimy najpierw popracować nad sobą, żeby przekonać innych, że warto na nas postawić. Czeka nas ogrom pracy.


Wybawieniem jak na razie jest chyba dla was umowa sponsorska z Grupą Azoty. Jak ta współpraca może układać się dalej i czy jest szansa na większe pieniądze od spółki?
Nie ukrywam, że na to liczę. Mam nadzieję, że jeśli pokażemy, że jesteśmy dobrze zorganizowani i poprawiamy wizerunek klubu, może uda się pozyskać więcej środków. Na pewno zaproponujemy Grupie Azoty kilka inicjatyw, które będą korzystne także dla spółki. Naszymi działaniami będziemy chcieli wzmocnić wizerunek marki Grupy Azoty wśród lokalnej społeczności. Chcemy zorganizować ligę dla pracowników Grupy i poszczególnych jej spółek. Myślę, że to fajna inicjatywa, która na pewno zintegrowałaby pracowników.
Wyobraża sobie pani, że naprzeciwko siebie staną na przykład Grzegorz Kądzielawski, wiceprezes całej Grupy i Jacek Łabno, wiceprezes Jednostki Ratownictwa Chemicznego?
A dlaczego nie? To byłby na pewno ciekawy mecz. Łączy nas piłka, to hasło naszej drużyny narodowej. Może uda się je zaszczepić dzięki nam, pracownikom Grupy Azoty. Wielu z nich uprawia różne sporty.
I to wszystko będzie pani robić za darmo?
Tak, nie będę pobierać pensji jako prezes klubu.
To znaczy, że jest pani tak wielką miłośniczką piłki nożnej i ma pani dużo wolnego czasu.
Miłośniczką nie jestem. Traktuję to jako wyzwanie. Chcę to po prostu zrobić. Tarnów zasługuje na to, by mieć drużynę piłkarską, która będzie chlubą tego miasta i na której mecze będzie się chciało iść razem z całą rodziną. Zupełnie nie mam wolnego czasu, ale jestem przyzwyczajona do tego, że coś robię, działam społecznie. Wiem, że na początku czeka mnie harówka.
I chyba nie będzie czasu na politykę. Chyba że to część politycznego planu?
Jeśli pyta mnie pani, czy wystartuję w wyborach na prezydenta miasta, to odpowiem: nie. Nie teraz. Czy będę kandydatem do rady miasta? Nie będę. Unikam polityki. Ostatnia kampania wyborcza i metody, którymi posługiwali się niektórzy kandydaci, skutecznie mnie do niej zraziły. Jestem na politycznych wakacjach i jest mi z tym dobrze.
Jak zareagowali na Pani „transfer” najbardziej zagorzali kibice Unii Tarnów?
Ze zrozumieniem, mam nadzieję. Poprosiłam ich o to, żeby nie hejtowali mnie od razu, tylko dali mi czas. Zresztą zwrócę się do nich, aby walczyli razem ze mną o dobre imię klubu. Jeden z przedstawicieli środowiska kibiców znalazł się w radzie Unii Tarnów. Liczę na wsparcie i współpracę.
Ile czasu daje sobie pani na realizację obietnic?
Praca dla klubu to moje osobiste wyzwanie. Chcę, żeby w ciągu dwóch lat drużyna awansowała do drugiej ligi. Organizację pracy w klubie zmienię od ręki!

REKLAMA (2)

***

REKLAMA (3)

Małgorzata Mękal: w latach 2010‑2015 radna miejska. W pierwszej kadencji reprezentowała Platformę Obywatelską. Po konflikcie z lokalnymi władzami PO przeszła do SLD. Wywalczyła z tej listy mandat do rady miasta, ale na krótko. W wyniku błędu na karcie wybory musiały być powtórzone. W powtórce mandatu już nie uzyskała. Zawodowo prowadzi dwie bankowe placówki partnerskie oraz działalność handlową w branży odzieżowej. Prywatnie miłośniczka kuchni i gotowania.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze