Raz na wozie…
– Różnie bywało i ze mną, i z zespołem. Czasem nie wiedzieliśmy zupełnie, co się dzieje. Ale taki po prostu jest żużel – analizuje krótko kapitan Unii, Janusz Kołodziej i dodaje: – Ale ostatecznie awansowaliśmy do play off i to jest teraz najważniejsze.
No właśnie, zwycięzców podobno się nie rozlicza, ale fakt faktem, że Unia była do tej pory drużyną, którą znany przed laty bramkarz Jan Tomaszewski określa mianem „boskiej”. To znaczy jeden Bóg raczy wiedzieć, jak pojedzie. Przed sezonem wydawało się, że największą stratą tarnowian będzie odejście – wymuszone regulaminem dodajmy – Grega Hancocka. Tymczasem Amerykanina znakomicie zastąpił Artem Łaguta. Rosjanin, który w ubiegłym roku nie mieścił się w składzie przeciętnej drużyny, jaką była bydgoska Polonia, w tym sezonie jest rewelacją ligi, zauważalnie lepiej poczyna sobie Kacper Gomólski.
Więc gdzie więc tkwi problem? Ano w bardzo nierównej dyspozycji wszystkich pozostałych zawodników. Od wspomnianego Kołodzieja po Martina Vaculika, który był cieniem zawodnika z minionego roku. Efekt? W mistrzowskim roku 2012 Unia w sezonie zasadniczym wygrała wszystkie mecze u siebie, a na wyjeździe sześć, jeden zremisowała i tylko dwa razy przegrała, w tym raz mocno osłabiona. Dorobek tegoroczny? W Tarnowie osiem wygranych i jedna porażka, na wyjazdach tylko dwa zwycięstwa i aż siedem porażek, w tym cztery bardzo wysokie. Jest różnica? Jest. Ale też na usprawiedliwienie zawodników Unii trzeba powiedzieć, że mieli kapitalne występy, potrafili dokonać rzeczy niemożliwej, wyrywając bonus Falubazowi po klęsce w Zielonej Górze, potrafili w zawsze prestiżowo traktowanej derbowej konfrontacji z Marmą Rzeszów pognębić rywali na ich torze, potrafili wreszcie wygrać ciężki, kluczowy mecz ostatniej szansy na torze w Lesznie. W tych przypadkach pokazali swoją siłę i charakter.
Z drugiej strony pamiętajmy, że liga w tym roku była nieprzewidywalna i pełna zaskakujących rozstrzygnięć. Wszyscy się mylili, nawet najlepsi. Wspomniana Unia Leszno wygrała aż pięć meczów na wyjeździe z dziewięciu rozegranych. Co z tego, skoro u siebie zwyciężyła tylko trzy razy?
Falubaz pierwszy na półmetku
Sezon zasadniczy wygrał Falubaz Zielona Góra. Pozyskanie Jarosława Hampela dodało animuszu i tak bardzo silnej przecież drużynie. Sezon zasadniczy potwierdził, że mistrzowskie aspiracje w Zielonej Górze są uzasadnione, podobnie rzecz się ma z Włókniarzem Częstochowa, który ma najsilniejszą drużynę od czasu, kiedy zdobył mistrzostwo Polski w 2003 roku. Trzeci po sezonie zasadniczym Unibax także zaliczany był do grona faworytów. Początek sezonu miały „Anioły” znakomity, wydawało się, że Unibax po prostu zdominuje ligę. Ale żużel to żużel… Seria kontuzji Adriana Miedzińskiego, a przede wszystkim Chrisa Holdera spowodowały kryzys. W efekcie trzeba się było ratować powrotem na tor Ryana Sullivana, który nie jeździł przecież przez kilka miesięcy. I to niestety było widoczne. Ale awans do play off wywalczyli w Toruniu bardzo pewnie i zasłużenie.
Miejsce i postawa gorzowskiej Stali pokazuje, jak interesujący był sezon zasadniczy. Jej przedstawiciele deklarowali, że ten rok ma być przejściowy, chcieli złapać finansowy oddech, stad też skład był wyraźnie słabszy niż w poprzednich latach i mniejsze ambicje. Po fatalnym początku widmo klęski zaczęło spozierać w kierunku stadionu im. Jancarza, tymczasem im dalej, tym lepiej. Na koniec okazało się, że jest realna szansa na awans do play off, chociaż ligowy byt Stal zapewniła sobie dopiero kilka dni wcześniej, gromiąc u siebie Spartę Wrocław.
O leszczyńskiej Unii już pisałem, dodam więc tylko, że nie pomogła jej raczej atmosfera wokół klubu, kary, kontrowersje dotyczące przygotowania toru. O zawodzie nie ma natomiast mowy we Wrocławiu, Sparta znowu wywinęła się spod topora i po raz któryś skazywana na niechybną degradację uratowała ekstraligę. Eksplozja talentu Taia Woffindena okazała się w tym wypadku kluczem do sukcesu. Przykrość degradacji spotkała natomiast bydgoską Polonię, Start Gniezno i niespodziewanie rzeszowską PGE Marmę. O ile kłopoty ekip z Bydgoszczy i Gniezna były spodziewane, to fakt spadku silnej teoretycznie drużyny naszych sąsiadów jest mocnym zaskoczeniem nie tylko w Rzeszowie.
Gorący wrzesień
– Przed nami play off i na pewno będziemy walczyli. Każdy medal oznacza sukces – twierdzi Janusz Kołodziej. A Martin Vaculik obiecuje: – W sezonie zasadniczym nie szło mi za dobrze. Ale mam nadzieję, że na decydujące spotkania forma wróci i będziemy mocni tak jak w zeszłym roku. Cóż, oby tak się stało.
Falubaz, z którym Unia jeździ w półfinale, w ostatnich sezonach męczył się w Tarnowie okrutnie i z reguły ponosił na torze Stadionu Miejskiego wysokie porażki. Czy podobnie będzie w niedzielę? Zobaczymy. Jedno jest pewne. Żużlowy wrzesień zapowiada się niezwykle gorąco i ciekawie.
A przecież obok decydujących spotkań play off czekają nas jeszcze dwa finały: Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski i na zakończenie sezonu, już w październiku, Indywidualnych Mistrzostw Polski seniorów. I w jednym, i w drugim nie zabraknie zawodników z jaskółką na plastronie, będzie więc komu kibicować!























