Na oskarżenia miasta tarnowska Unia odpowiedziała swoimi zarzutami. Choć koszt inwestycji wyniósł prawie 2,4 miliona złotych, to na razie więcej z niej szkody niż pożytku.
W ubiegłym tygodniu informowaliśmy o problemach, jakie przysporzyła instalacja systemu identyfikacji kibica oraz nowoczesnego monitoringu na mościckim stadionie. Obiekt należy do miasta, więc system sfinansowano z miejskich pieniędzy, ale efekty nie były najlepsze. Gdy z nowej inwestycji skorzystano przed sierpniowym meczem żużlowców z zielonogórskim rywalem, spotkanie trzeba było opóźnić, a duże kolejki do kas sprawiły, że nie wszyscy kibice zdołali wejść na stadion.
Tarnowski klub przeprosił za zaistniałą sytuację i poinformował, że utrudnienia wynikały z rozwiązań wprowadzonych przez inwestora. Z takim stanowiskiem nie zgodził się jednak Rafał Nakielny, kierownik referatu Realizacji Inwestycji Wydziału Infrastruktury Miejskiej, który w specjalnym oświadczeniu wytknął żużlowej spółce szereg nieprawidłowości.
W minionym tygodniu pojawiło się kolejne oświadczenie, tym razem żużlowej Unii. Przybliżono szczegóły problemu, ale przy okazji ujawniono, jak wyglądają relacje pomiędzy klubem a magistratem. Włodarze Unii napisali m.in., że „mimo próśb Spółka Żużlowa nie została zaproszona do rozmów czy merytorycznych konsultacji w fazie projektowania systemu. Dopiero po rozpoczęciu prac na terenie stadionu, na pytanie władz klubu o jakąkolwiek dokumentację czy projekt, polecono nam … ściągnąć sobie z Internetu, ze strony miasta”.
Wymiana zdań pomiędzy klubem żużlowym a urzędnikami ukazała, że obydwie strony mają wobec siebie sporo zarzutów, a tarnowski klub chciałby, żeby miasto inaczej traktowało żużel. Na wyjaśnienia urzędnicy na razie publicznie nie odpowiedzieli.
Żużlowy klub nie zgadza się z magistratem
REKLAMA
REKLAMA























