Parklety, które pojawiły się na ulicy Wałowej w Tarnowie przed majówką, nie tylko wzbudzają kontrowersje wśród mieszkańców – ale, za sprawą materiału wyemitowanego przez Polsat News – zyskały też ogólnopolski rozgłos. Tarnów nie po raz pierwszy został okrzyknięty miastem, w który głównym budulcem inwestycyjnym jest beton. Tymczasem urzędnicy bronią się, że na tym etapie nie należy oceniać parkletów negatywnie, gdyż prace nad nimi nie dobiegły jeszcze końca.
Długa droga na ulicę Wałową
Parklety, niewielkie miejsca do odpoczynku z siedziskami i zielenią, zostały wybrane przez tarnowian w ramach budżetu obywatelskiego w 2019 roku. Realizację projektu wstrzymała pandemia, a także prowadzone z konserwatorem zabytków ustalenia. Dopiero w lipcu 2021 roku urzędnicy przedstawili koncepcję, przygotowaną przez Gdak Studio, która zachowywała zabytkowy charakter ulicy Wałowej, nadając jej przy tym funkcję deptaka oraz strefy spotkań. Rozwiązanie miało pogodzić opinię konserwatora zabytków z oczekiwaniami społeczników i pomysłodawców projektu. Postawiono na rozwiązanie w postaci donic z niewielkimi drzewami, wysokimi trawami i bylinami, siedzisk z drewna jatoby, strzegomskiego granitu i nawierzchni z porfirowej kostki.
Pierwsze wizualizacje przedstawiały trzy parklety, położone u zbiegu ulic Wałowej i Goldhammera, po drugiej stronie Multimedialnego Centrum Artystycznego i obok siedziby KRUS-u. Największy parklet, przypominający plaster miodu, miał składać się z 7 donic z roślinami oraz 4 elementów obłożonych drewnem jatoby, pełniących rolę siedzisk. W drugim miejscu relaksu miały pojawić się dwie donice z szarego granitu strzegomskiego z trawami oraz drzewem – świdośliwą lamarcką, a także leżak i dwie ławki. Ostatnia instalacja miała zawierać donicę z ozdobnymi trawami oraz donicę z kwiatami i świdośliwą lamarcką, ponadto długą ławkę z oparciem i dwie krótsze.
Prace rozpoczęły się w listopadzie ubiegłego roku od demontażu kostki brukowej w miejscach, gdzie miały powstać parklety. Realizację zadania powierzono różnym wykonawcom, a inwestycji doglądali urzędnicy Zarządu Dróg i Komunikacji w Tarnowie. Pierwsze efekty prac możemy oglądać od tegorocznej majówki.
Rozczarowały tarnowian
Pojawienie się parkletów wywołało falę negatywnych komentarzy. Mieszkańcy zwracali uwagę na nieestetyczne wykonanie i brak roślinności, podkreślając, że jest to kolejna inwestycja powiększająca miejską betonozę. W ostatnich dniach trudno było znaleźć na ulicy Wałowej przechodnia, który powiedziałby o parkletach coś pozytywnego.
– Miało być więcej cienia, a są tylko ławki i betonowe donice. Jak słońce przygrzeje, to trzeba będzie stąd uciekać, najlepiej do parku, bo w mieście trudno znaleźć odrobinę cienia. Brakuje drzew na każdej ulicy, nie tylko na Wałowej – mówi pani Marta, przechadzająca się ulicą Wałową.
– Urzędnicy zafundowali pijaczkom darmową noclegownię pod chmurką. Takim brak drzew nie przeszkadza. Natomiast zwykli przechodnie dostali coś, z czego nie da się korzystać. Kto normalny będzie chciał usiąść na ławce postawionej w pełnym słońcu, na której wygrzewają się pijacy? – pyta pan Dariusz.
– Nie wygląda to dobrze. Za dużo betonu, za mało drzew. I jeszcze te wielkie betonowe donice, które wyglądają jak jakieś kominy. Czemu one są puste? Nie powinny być w nich drzewka? – zastanawia się tarnowianka w średnim wieku.
Tymczasem urzędnicy podkreślają, że prace nad parkletami wciąż trwają, a ocenianie ich na tym etapie mija się z celem. – Będziemy mogli ocenić tę inwestycję, kiedy donice zostaną wypełnione roślinnością. Powstające rozwiązanie jest kompromisem pomiędzy naszym pomysłem, czyli drewnianymi parkletami a stanowczą postawą konserwatora zabytków, który nie dopuszczał tam drewna w żadnej postaci. Stwierdził, że zgodzi się na elementy z kamienia naturalnego czy materiałów betonowych. Jeśli ktoś zarzuca nam betonozę, powinien wiedzieć, że nie była to nasza decyzja. My zaproponowaliśmy, zgodnie z koncepcją pomysłodawców, drewniane parklety. Dajmy szansę autorem projektu, nie oceniajmy go w trakcie realizacji – mówi Roman Ciepiela, prezydent Tarnowa.
Bo wykonawca uszkodził drzewa…
Miasto czeka na dostarczenie przez wykonawcę nowych drzew oraz innych roślin do posadzenia. Wówczas parklety będą mogły zostać oddane. Pierwotnie powinno do tego dojść jeszcze przed weekendem majowym, ale przewożone do Tarnowa drzewa uległy zniszczeniu.
– W trakcie transportu wykonawca uszkodził drzewa, które miały znaleźć się w donicach. W ciągu kilku dni zobowiązał się dostarczyć nowe okazy, a dla tych uszkodzonych na pewno znajdziemy inne miejsce. Obecnie inwestycja nie jest jeszcze oddana – informuje Artur Michałek, dyrektor Zarządu Dróg i Komunikacji w Tarnowie. Drzewem, które trafi do donic będzie klon tatarski – roślina rosnąca zazwyczaj w mocno nasłonecznionych miejscach, posiadająca dużą odporność na suszę i mróz.
Kontrowersje budzi także wysoka kwota przewidziana na tego typu inwestycję.
– Projekt parkletów kosztował ponad 50 tysięcy złotych. Natomiast koszt całej inwestycji wyniósł 210 tysięcy złotych – dodaje Artur Michałek.
Uszkodzenie drzew nie było jedynym powodem, który zdecydował o braku ich akceptacji przez miejskich urzędników.
– Nie zaakceptowaliśmy drzew, ponieważ były za małe. Uważam, ze powinny być większe, dlatego też czekamy na nową dostawę – tłumaczy Roman Ciepiela.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, parklety wkrótce zostaną oficjalnie oddane. Wtedy tarnowianie niewątpliwie dokonają ich ponownej oceny. Czy drzewa i wysokie trawy rzeczywiście dadzą przechodniom odrobinę cienia i przysłonią betonowe konstrukcje? Czy warto było wydawać pieniądze na taki projekt? Czy jego końcowy efekt przypadnie do gustu mieszkańcom? O tym dowiemy się wkrótce, choć można też przypuszczać, że będziemy mieli kolejną chybioną inwestycję w mieście…






















![Z maczetą na policjantów. Na tarnowskim Burku padły strzały [ZDJĘCIA] Strzelanina Burek](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2022/12/Strzelanina-Burek-100x70.jpg)