Tylko pieszy winien czuć się tam panem i władcą, a wszyscy pozostali użytkownicy zwykłymi intruzami. Podejrzewam, że niewiele się zmieni także wtedy, gdy hulajnogi zostaną formalnie uznane za pojazdy. Bo jak ten pojazd będzie poruszał się po wąskiej, niezbyt równej i zastawionej samochodami ulicy Krakowskiej w Tarnowie, teoretycznie zakładając, że mógłby tamtędy jeździć? Nie lepiej będzie pojechać po gładkim chodniku obok? …
Zacznijmy od tego, że utrwalony od dawna porządek na chodniku i tak już został naruszony. Bo to raz wyskoczył mi zza pleców pędzący na oślep rowerzysta, kiedy spokojnie szedłem chodnikiem? Bo to raz jakiś rozpędzony rower ominął mnie ryzykownym slalomem, narażając na wypadek? Bo to raz doszło w Tarnowie do potrącenia przechodnia przez rowerzystę, który znalazł się w miejscu nieprzeznaczonym dla niego?
W Tarnowie łączna długość ścieżek rowerowych wynosi ponad 70 km, ale tam, gdzie ich nie ma, wielu cyklistów wybiera chodniki, łamiąc przepisy o ruchu drogowym. Teraz przechodniowi przyjdzie podzielić się chodnikiem jeszcze z amatorami hulajnóg. Czy nie zrobi się za ciasno i jeszcze bardziej niebezpiecznie?
Hulajnoga – co to jest?
Hulajnogi elektryczne, oczywiście, mają swoje zalety. To transport ekologiczny, tani i poręczny, ale żartów naprawdę nie ma. W Warszawie, gdzie hulajnogi są szczególnie popularne, każdego dnia miejscowe szpitale udzielają pomocy co najmniej kilkunastu osobom, które albo przewróciły się na hulajnodze (kierowanie nią wymaga pewnych umiejętności), albo zostały przez te pojazdy najechane. Właśnie: czy hulajnoga to w świetle przepisów POJAZD, ze wszystkimi tego konsekwencjami? Na dzisiaj nie! Ponieważ wypadki z udziałem hulajnóg elektrycznych się mnożą, Ministerstwo Infrastruktury dopiero zamierza uregulować ich formalny status.
Na razie śmigają one w Polsce po chodnikach, gdyż ich użytkownicy są traktowani na równi… z pieszymi. Tylko, że pieszy znalazł się przez to w poważnej opresji. Zwykła hulajnoga elektryczna jest w stanie rozpędzić się do 25 km na godzinę, co wcale nie jest tak mało. Kiedyś ciągniki rolnicze miały taką maksymalną szybkość, ale na szczęście nie jeździły po chodnikach.
Może wypić i… nic
Niedawno w Warszawie zdarzył się przykry, lecz pouczający incydent. Na Krakowskim Przedmieściu turystka z Czech potrącona została przez hulajnogę, trafiła do szpitala. W dodatku to ją policja uznała za winną kolizji, ona otrzymała mandat karny, gdyż podobno bezwiednie weszła pod koła (kółka?) hulajnogi. To przecież kuriozum. Moim zdaniem, Czeszka mogła czuć się bezpiecznie na chodniku, nie musiała rozglądać się na wszystkie strony – jak na zwykłej drodze – czy zaraz ktoś jej nie przejedzie. Policja, opierając się tylko na przepisach, człowieka na hulajnodze i spacerującą turystkę potraktowała jak dwóch przechodniów, którzy na siebie wpadli. Tak, w myśl polskiego prawa osoba poruszająca się elektryczną hulajnogą to zwykły przechodzień… Mało tego. Ciągle „hulajnogista” może sobie przed jazdą wypić coś mocniejszego i nie poniesie za to konsekwencji, jak choćby rowerzysta. Hulajnoga – oczywiście – nie ma rejestracji ani polisy ubezpieczeniowej OC.
W przeszłości chodnik dla pieszego to była świętość. I chcę, żeby nadal tak było. Kiedy już często mam dosyć rowerzystów, którzy zapędzają się w moją strefę, oczekuję, że na tym będzie koniec. Przechodzień ma prawo czuć się na chodniku absolutnie bezpiecznie, ma prawo mieć pewność, że nie zaskoczy go jakiś pojazd, przed którym będzie uciekał. On musi mieć tam absolutne pierwszeństwo i poczucie, że jest u siebie.
Uważaj na „uto”!
No, dobrze, ministerstwo ma zaproponować, żeby hulajnogi elektryczne traktować jednak jako pojazdy, a ściślej jako urządzenie transportu osobistego (uto). Wedle wstępnego projektu infrastrukturą drogową, przeznaczoną dla kierujących uto, mają być: drogi dla rowerów, przejazdy dla rowerzystów, pasy ruchu dla rowerów, jezdnie dróg, na których dopuszczalna prędkość jest nie większa niż 30 kilometrów na godzinę. Ale uwaga: w przypadku braku wspomnianych elementów infrastruktury, użytkownik hulajnogi czy czegoś podobnego będzie mógł korzystać z chodnika lub drogi dla pieszych. W tej sytuacji będzie on zobowiązany jechać powoli i zachować szczególną ostrożność. Tylko, co to znaczy: jechać powoli? Czy ktoś to w przyszłości określi?
Odwołajmy się jeszcze raz do przykładu ul. Krakowskiej w Tarnowie, do jej górnego 1-kilometrowego odcinka. Jeśli wymienione powyżej propozycje przepisów wejdą w życie, hulajnogi nadal będą jeździć po zatłoczonym chodniku – i to całkiem legalnie. Dotyczy to także wielu innych tarnowskich ulic, na których nie ma specjalnych tras rowerowych i na których pojazdy mogą rozwijać szybkość do 50 km na godzinę. W praktyce, mimo nowych przepisów, elektryczne uto nadal – w dużym stopniu – pozostaną na chodnikach, między przechodniami.
Oczy dookoła głowy
Dlatego buntuję się już teraz. Jako pieszy chcę być na chodniku panem sytuacji, chcę wiedzieć, że nic mi tu się nie stanie, nikt na mnie nie wjedzie, przed nikim nie będę musiał nagle uskakiwać. Dlaczego zmusza się mnie do tego, żeby mieć oczy dookoła głowy, pozostawać w stanie ciągłej czujności i zawczasu wyglądać grożącego mi niebezpieczeństwa? Już teraz muszę uważać na innych… przechodniów, którzy wpatrzeni w ekrany smartfonów, ze słuchawkami w uszach, pakują się prosto na mnie. Wkrótce dojdą do tego ludzie na hulajnogach, bo ludzie na rowerach już są, choć ich być nie powinno.
Bronię więc swojej wolności i swobody na chodniku, która wyraźnie się kurczy, i zachęcam do tego również innych.PS W sprawie hulajnóg elektrycznych i sposobów funkcjonowania tych środków lokomocji prosimy o opinie także naszych Czytelników.
























