Wciąż nie wiadomo, jakie są losy zaginionej 34‑letniej Grażyny Kuliszewskiej z Borzęcina, która przyjechała w odwiedziny z Anglii. Wielka akcja poszukiwawcza, zorganizowana przez miejscową społeczność w jeden z minionych weekendów, nic nowego nie wniosła do sprawy. Przeczesano dość rozległy teren, lecz bez rezultatu. Wiadomo też, że w sprawę zaangażowanych jest kilku jasnowidzów.
Rodzina i bliscy osób, które nagle z nieznanych powodów przepadły jak kamień w wodę, często ich zatrudniają, mając nadzieję, że „nadprzyrodzone” umiejętności tych ludzi okażą się pomocne. Czy rzeczywiście tak jest?
Kiedy ktoś przepada bez śladu, jego najbliżsi przeżywają dramat. Zastanawiają się, co było powodem zniknięcia, gubią się w domysłach, przede wszystkim martwią się o los takiej osoby, często obawiając się najgorszego. Nie wiedzą, czy zaginiony jeszcze żyje, co się z nim teraz dzieje, a niepewność, szczególny stan zawieszenia, staje się trudna do zniesienia. Wtedy w poczuciu bezradności, gdy policyjne metody nie przynoszą efektu, zwracają się o pomoc do jasnowidzów czy – jak kto woli – wróżbitów. W Internecie łatwo można znaleźć całą listę specjalistów od przepowiadania. Jak podały niektóre media, w przypadku zaginięcia Grażyny Kuliszewskiej zatrudnionych jest aż czterech jasnowidzów. Zgodnie mają twierdzić, że kobieta nie żyje, ale ile warte są te przypuszczenia, trudno dziś powiedzieć. Na pewno należy się do nich odnosić z dużą ostrożnością.
Pomoc bez znaczenia?
W podobnych sytuacjach jasnowidze bardzo często wzywani są na pomoc. Ich skuteczność wyraźnie dzieli opinię publiczną. Wielu w tę skuteczność wierzy, nie tylko ci, którzy zwracają się z prośbą o interwencję, inni mocno powątpiewają, jeszcze inni wręcz wyśmiewają wróżbitów. Prof. Tadeusz Tomaszewski, znany kryminolog z Uniwersytetu Warszawskiego, niedawno wspomniał na łamach Dziennika Gazeta Prawna, że nie jest mu znany ani jeden przypadek, w którym jasnowidz rozwiązałby skomplikowaną sprawę kryminalną. Powołuje się przy tym również na badania, które w 2000 roku przeprowadziła Komenda Główna Policji.Według przygotowanego opracowania dotychczasowa pomoc jasnowidzów nie miała w zasadzie znaczenia, gdyż skuteczność oscylowała wokół błędu statystycznego. Wówczas Komenda Główna przeanalizowała 400 różnych spraw z całego kraju i wyszło jej, że sugestie jasnowidzów sprawdziły się w 5 przypadkach. W dodatku nie były one zbyt zawikłane, więc łatwo dało się ustalić pewne fakty.Krzysztof Jackowski z Człuchowa, najbardziej znany jasnowidz w Polsce, z którym rozmawialiśmy kilka dni temu, uważa, że badania Komendy Głównej nie są kompletne i nie mogą być uznane za miarodajne, on traktuje je jako raczej „materiał propagandowy”.
Policja dziękuje
– Często w różnych sprawach miałem kontakt z policją, niektórzy funkcjonariusze sami do mnie przychodzili, chcąc poznać moją opinię – opowiada Krzysztof Jackowski. – Moim zdaniem, to byli prawdziwi policjanci, zaangażowani w to, co robili, którzy chcieli wykorzystać wszelkie dostępne możliwości, nie trzymając się wyłącznie sztywno określonych procedur.
Kiedy pytamy Jackowskiego o efekty tych kontaktów, on odsyła nas na swoją stronę internetową. Tam znajduje się kolekcja pism, których nadawcami są komendanci różnych jednostek policji w kraju i w których zawarte są informacje tego rodzaju: „(…) Określone przez Pana miejsce znajdowania się zwłok potwierdziło się. W dniu 20 marca 1999 roku w rzece Parsęta wyłowiono zwłoki, które zostały zidentyfikowane jako zaginiony Andrzej B. Szkic i opis miejsca znajdowania się zwłok, które Pan narysował i opisał, znajdują się w materiałach sprawy poszukiwawczo – identyfikacyjnej Komisariatu Policji w Karlinie (…) ”.
Krzysztof Jackowski twierdzi też, że przyczynił się do ustalenia okoliczności zaginięcia trzech dziewczyn w wieku 16 – 19 lat z Tryńczy pod Przeworskiem w głośnej historii z końca 2017 roku. Okazało się, że dziewczyny wraz z dwoma znajomymi podróżowały po okolicy ich samochodem, który potem – w czasie przejazdu w pobliżu rzeki – wpadł do głębokiej wody. Cała piątka utonęła.
– Trafnie zlokalizowałem wówczas miejsce tragedii, ale w tym przypadku nie policja, lecz tylko sołtys wsi i wójt gminy mieli odwagę cywilną, żeby mi za to oficjalnie podziękować – nadmienia jasnowidz z Człuchowa.
Ryzyko wizjonera
Ciekawostką może być informacja, która 5 lat temu wywołała dyskusję, że Prokuratura Okręgowa w Katowicach zatrudniła Jackowskiego, „specjalistę z zakresu parapsychologii”, jako biegłego w pewnej sprawie. To był pierwszy tego typu przypadek w kraju.
Wiadomo, że w przeszłości jasnowidze pracowali też przy sprawach tajemniczych zaginięć w okolicach Tarnowa, między innymi starali się pomóc odnaleźć 18‑letnią Joannę Matjaszek z Brzeska. Mimo różnych sugestii zagadka jej zniknięcia w 2000 roku do dzisiaj nie została rozwiązana.
Krzysztof Jackowski mówi, że w wielu przypadkach jasnowidz ma wątpliwości, jak postąpić.
– Proszę sobie wyobrazić, że ma się wizję, z której wynika, iż poszukiwany człowiek czy poszukiwani ludzie nie żyją. I jak to zakomunikować ich zrozpaczonej rodzinie, ich bliskim? Jak wziąć na siebie tę odpowiedzialność i ryzyko? Przecież jasnowidz nie ma i nie może mieć stuprocentowej pewności, że się nie myli. Wszyscy są omylni. Zaginięcie to wielka niewiadoma.
Sławny jasnowidz z Człuchowa, gdy podejmuje się poszukiwań, stosuje różne metody. W ciągu miesiąca ma po 3‑4 zgłoszenia od ludzi, którzy poszukują swoich bliskich.
– W zależności od przypadku czasem potrzebny jest wyjazd w teren, wizja lokalna, czasem posługuję się fotografiami dostarczonymi przez rodziny, ale uważam, że samo zdjęcie nie daje zbyt dużo możliwości. Dla mnie istotne są rzeczy, które należały do ludzi, którzy zniknęli, zapach przedmiotów. Dlatego, gdy dążę do tego, żeby mieć wizję, trzymam te rzeczy blisko czoła i na nich koncentruję całą swoją uwagę. Wszystkie metody nie dają jednak całkowitej pewności, o czym warto pamiętać.
Tęsknota za wróżką
Przed laty w dawnym województwie tarnowskim słynna była wróżka Apolonia Guła, mieszkająca w Wampierzowie. Specjalizowała się, jeśli tak to można określić, w odnajdywaniu zaginionych ludzi oraz utraconych drogocennych rzeczy. Do jej domu ciągnęły pielgrzymki prawie z całej Polski. Wróżka zmarła nagle w 1998 roku w wieku 73 lat. Jeszcze kilka lat po jej śmierci przyjeżdżali do jej domu ludzie w potrzebie, nie wiedząc, że ona już nie żyje.
– Mamy do czynienia z sytuacjami, gdy rodziny osób zaginionych w tajemniczych okolicznościach wynajmują jasnowidzów i później przychodzą do nas z przekazanymi przez nich informacjami – mówi Paweł Klimek, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie. – Nie sądzę, aby kiedykolwiek w przeszłości nasza komenda oficjalnie korzystała ze wskazówek udzielanych przez jasnowidzów czy wróżbitów, z zasady nie powołujemy ich do pomocy w śledztwie. Ale staramy się nie lekceważyć żadnej pojawiającej się wiadomości. Wszystkie, które mają jakąś logikę i wydają się racjonalne, są przez nas weryfikowane, nawet gdy nie dajemy im szczególnej wiary.
W 2011 roku poszukiwania zaginionego 50‑letniego mieszkańca Szerzyn przebiegały dokładnie w tych miejscach, które określił wynajęty przez rodzinę jasnowidz. Nie sprawdziły się jego domysły. Dopiero kilka tygodni później odnaleziono zwłoki poszukiwanego, które znajdowały się w pobliskim potoku. Natknął się na nie przypadkowy przechodzień.
Ostatnia nadzieja
Bez wątpienia jasnowidze i wróżbici, obojętnie, jak ich nazwać, ze swojej pracy czerpią dochody. Podobno interes nieźle kwitnie. Według dostępnych informacji 15‑minutowa konsultacja u wizjonera może kosztować 200 – 300 zł, a półgodzinna dostępna ekspresowo – do tysiąca. Znana Fundacja ITAKA, która zajmuje się niesieniem pomocy ludziom dotkniętym problemem zaginięcia, dystansuje się do wszelkich wizjonerów, radzi korzystać z innego rodzaju wsparcia.
Mimo to popularność jasnowidzów nie maleje. Jeśli wszystkie dostępne środki zawiodły, rodziny i bliscy osób zaginionych sięgają po inne, mniej konwencjonalne. Tak jak w ciężkiej chorobie. Często wybór pada wtedy na jasnowidza.
Krzysztof Jackowski zna sprawę Grażyny Kuliszewskiej z Borzęcina.
– Ktoś wysłał mi maila w jej sprawie – przyznaje. – Swój pogląd już mam, ale ponieważ dotyczy kwestii wrażliwych, nie będę publicznie o nich mówił.
























